główna anthropos? teksty autorzy rada recenzentów dla autorów warsztaty archiwum   english version
Anna Barcz

Promieniujące ciało Marii - o sztuce życia, choć bliżej śmierci

     Czytałam dziś o Marii Curie:
musiała wiedzieć, że cierpiała z powodu choroby popromiennej
jej ciało bombardowane od wielu lat przez pierwiastek
który sama wyodrębniła
Zdaje się, że do końca zaprzeczała
jaka jest przyczyna katarakty na jej oczach
popękanej, ropiejącej skóry na opuszkach palców
dopóki nie mogła już dłużej utrzymać szklanej menzurki i ołówka

Umarła sławna kobieta przecząc
swoim ranom
przecząc
że rany pochodzą z tego samego źródła co jej siła.
(Adrienne Rich, Siła, 1978)[1]

     Prochy Marii Skłodowskiej-Curie zostały w 1995 roku przeniesione do paryskiego Panteonu, na którego portyku widnieje inskrypcja: "Wielkim mężom - Wdzięczna Ojczyzna"[2]. Wiele już napisano jej biografii, które duchem przypominają tę wzniosłą budowlę, choć ostatnio interesujące okazują się także pozycje wnikające bardziej problematycznie w prywatne życie badaczki[3]. Wciąż bowiem zdumiewa fakt, jak ta namiętna kobieta, naukowiec, matka i żona zdołała tyle osiągnąć na polu zawodowym. Czy można to określić mianem sztuki życia? Jakie wartości, skuteczność działania czy burzliwość życia prywatnego najbardziej nas w tej postaci fascynują? Może jedno i drugie, ich paradoksalna nierozłączność w życiu Marii. Kiedy okazało się dla niej oczywiste, że wybiera karierę kosztem bliskich relacji w życiu rodzinnym? Kiedy to do niej dotarło, czy był to określony moment, czy latami budowane przekonanie, że ta droga jest właściwa? Co stanowi istotę jej sztuki życia, mimo ryzyka dla zdrowia, mimo zmęczenia, zwątpienia i osamotnienia? Na podstawie biografii Marii naiwnością byłoby powiedzenie, że była ona czymś dobrym.
     Z tej perspektywy istotne będzie odkopanie historii ciała kobiety i uczonej. Ciała zdawałoby się nietrwałego, które cierpiało i chorowało, ale którego historia jest rzeczywista, o czym świadczą relacje samej Marii i jej otoczenia dotyczące ran, okaleczeń, przewlekłych chorób, które nie stanęły jako przeszkoda w realizacji celów naukowych i stawiają pytanie o to, czym dla niej była sztuka życia, nieustannie zbliżająca ją do śmierci i z jakże wielką siłą od niej odrywająca. Zamiast gloryfikować dokonania wybitnej chemiczki i patriotki, interesuje mnie historia w jej odniesieniu do rzeczywistego, cielesnego doświadczenia, intensywnego i mającego podwójny sens: afirmujący i negujący życie. Możliwe, że ciało Marii jak w soczewce gromadzi najlepszy materiał do interpretacji tej trudnej sztuki, zbliża nas do jej najbardziej intymnych i prywatnych doświadczeń, które może nie byłyby tak interesujące, gdyby nie gwałtowne wychylenia poza linearność życia i śmierci, gdyby nie przeciwstawienie organicznej namiętności promieniowaniu śmierci. I nie chodzi wcale o harmonijne współistnienie Erosa i Tanatosa, ale o znaczącą w życiu Marii przewagę tego drugiego.
     Odczytanie historii ciała Marii jest jeszcze z innych względów interesujące. Nie zajmuję się nim wyłącznie w sensie biologicznym ani wyłącznie w sensie historycznym. Interesuje mnie jego użycie nieograniczone do ról, jakie zwykle pełni w życiu kobiety. Jej ciało jest znaczące, gdy pełni rolę kobiety, matki, czy kochanki, ale jest równie, czy przede wszystkim wyjątkowe, gdy wypowiada wojnę naturze, gdy z własnego terytorium czyni pole doświadczenia naukowego, gdy niejako zawiesza życie wraz z jego zwykłymi ludzkimi sprawami na rzecz eksperymentów i potężnego pragnienia wiedzy.
     A zatem, jakie wydarzenia, jakie bodźce mogły mieć wpływ na to, co czuła ta kobieta, która jako pierwsza zdobyła doktorat w naukach ścisłych, pierwsza wykładała na katedrze Sorbony, dwukrotnie zdobyła Nobla (jako pierwsza kobieta i jako jedyny dwukrotny laureat w naukach ścisłych), że w sposób maksymalny, przekraczający granice bólu, wytrzymałości fizycznej i psychicznej, podporządkowała swoje życie - i ciało - nauce.

     Czarna melancholia
     Po śmierci matki i starszej siostry, Zofii, Maria zaczęła cierpieć na depresję[4], która od tej pory będzie nawracać, szczególnie w trudnych momentach życia. Zniechęca się do religii. Jedynym, skutecznym lekarstwem okaże się nauka. Od początku będzie zatapiać się w niej, osiągając przy tym z łatwością kolejne sukcesy.
     Ojciec Marii uważał, że obie płcie powinny mieć równe prawo do edukacji, ale mimo to wspierał jedynie medyczne studia brata Marii, Józefa[5]. Ona sama i jej starsza siostra Bronisława marzyły o studiach wyższych. Uniwersytet Warszawski zawiesił w tym czasie kształcenie kobiet. I tak narodził się pomysł wyjazdu do Paryża na Sorbonę. Pierwsza wyjechała Bronisława, a Maria miała do niej dołączyć później. Jednak zanim to nastąpiło, chodziła na wykłady Uniwersytetu Latającego i tam zapewne zaznajomiła się z ideami scjentyzmu, kiełkującego marksizmu, ale i determinizmu, które przyświecały całemu jej dorosłemu życiu.
     Udzielała korepetycji. Podejmowała pracę jako guwernantka, aż trafiła do rodziny Żórawskich. Tam zaprzyjaźniła się z córką Żórawskich, Bronką, z którą po nocach w kuchni uczyła chłopskie dzieci języka polskiego, co było zakazane przez władze rosyjskie. Niestety przygnębienie znowu powróciło, gdy nieszczęśliwie zakochała się w Kazimierzu Żórawskim. "Pogrążyłam się w czarnej melancholii" - pisała[6]. Udało się jej z niej otrząsnąć dzięki namowom siostry, by przyjechała do Paryża, na studia.
     I znów, podobnie jak po śmierci matki i siostry, Maria rzuca się w wir nauki. Mimo deprecjonowanej pozycji kobiety w społeczeństwie - zarówno w Polsce jak i we Francji było w tym czasie podobnie - wytrwale studiuje, czerpiąc z tego terapeutyczną, jak sądzę, satysfakcję. Przygotowuje się do egzaminów wstępnych i nadrabia braki z francuskiego. Nie ma pewnie pojęcia, że poczytną wówczas była książka pt. Fizjologiczne ograniczenia umysłowe kobiety i że kobiety w roli naukowców były przedstawiane jako nieatrakcyjne[7]. Za wszelką cenę chce wykorzystać swoją szansę. Nie dojada, jest przemęczona, mdleje w bibliotece, ale jako jedna z dwóch kobiet wybrała w Paryżu kierunek nauk ścisłych i zdała go jako pierwsza na liście[8]. Uzyskała licencjat nauk fizycznych Sorbony, co jest u niej związane z pasmem wyrzeczeń, zdanie się na życie niezwykle ascetyczne. Ten rodzaj skrajnego poświęcenia będzie zawsze jej towarzyszył, szczególnie później - w pracy badawczej.
     W Paryżu najpierw mieszka u siostry Bronisławy i jej męża, ale ożywiona atmosfera polskiego domu na emigracji przeszkadza jej w pracy. Decyduje się na samodzielny, tani pokój na poddaszu. "Warunki życia, jakie sobie narzuciła mieszkając sama, były bez wątpienia surowe, tylko że ta surowość graniczyła czasem z masochizmem. U Broni zawsze czekał na nią posiłek i jakkolwiek mizerne były jej dochody - ojciec uczestniczył w nich, czym mógł - nie musiała wcale skazywać się na posiłki złożone z rzodkiewek i herbaty, po których zdarzało jej się mdleć z głodu"[9] - sugeruje biografka. Zdaje się sama, nie licząc kosztów zdrowotnych, skazywać na nędzę. Wszystko po to, żeby zaspokoić najwyższe ambicje. Tak jakby chciała w dwójnasób nadrobić czas stracony w chwilach zniechęcenia i apatii. Nastrój głębokiego rozbicia u tej jakże uporządkowanej i zorganizowanej kobiety powróci jeszcze kilkakrotnie. Najpierw po urodzeniu pierwszego dziecka, córki Ireny, kiedy spadną na nią nowe obowiązki w związku z prowadzeniem domu, troską o nową rodzinę i wraz z narzucającą się chęcią powrotu do niedawno co rozpoczętej pracy naukowej i badawczej w laboratorium. Z powodu wyczerpania i zmęczenia zacznie wpadać w panikę. Dopiero, gdy z pomocą przyjdzie jej teść, Jakub Curie, który po stracie żony zamieszka z rodziną syna i zacznie pomagać przy opiece nad dzieckiem, Maria będzie mogła z powodzeniem zająć się doktoratem i badaniem promieniowania uranu[10]. Opracowanie teorii promieniotwórczości pierwiastków chemicznych, w szczególności radu, będzie jej indywidualnym wkładem do nauki.
     Możliwe, że nawracającą depresję w przypadku Marii można interpretować także jako "niemożność wyładowania własnych tendencji twórczych"[11]. Oprócz traumatycznych przeżyć w młodości (śmierć matki i siostry) i w życiu dorosłym (poronienie drugiego dziecka, tragiczna śmierć męża), na źródła jej załamań wskazać można również potrzebę, czy raczej pęd do realizacji w pracy naukowej, niezwykle silny, wręcz nieludzko ją ogarniający i powodujący, że skazuje się na pracę w oderwaniu od otoczenia zewnętrznego, obsesyjnie dążąc do wyizolowania nowych pierwiastków chemicznych i stopniowo sama traci kontakt z rzeczywistością, z własną cielesnością, naturalnymi potrzebami, dziećmi. Izolacja w laboratorium od świata, ludzi, przyjemności zostawia trwałe ślady na ciele, psychice, choć nie jest w stanie znieść przeciwstawnych i zawsze w Marii drzemiących namiętności, objawiających się kochliwością i romansami.

     Barwne, świetliste znaki
     W 1894 Maria pozna swojego przyszłego męża, Piotra Curie. Z zachowanych relacji wynika, że ta młoda, dwudziestosiedmioletnia kobieta, już u progu kariery naukowej nie wyglądała zdrowo. Wskutek trybu życia, będzie miała bladą cerę, zapadnięte policzki i szczupłą talię[12]. Mimo tego, trzydziestopięcioletni Piotr, który nadal mieszkał z rodzicami, zakocha się w niej po uszy. I szybko zmieni swoje młodzieńcze, jeszcze niedojrzałe, nastawienie do kobiet, o których wcześniej, będąc jeszcze studentem, pisał: "Kobieta znacznie silniej od nas kocha życie dla życia - genialne kobiety są rzadkością. Toteż jeśli pod wpływem ideału chcemy (...) wszystkie myśli poświęcić dziełu (...) musimy walczyć z kobietami, a walka ta prawie zawsze jest nierówna (...)"[13]. Zrewiduje swoje poglądy, bo spotka nie tylko genialną, ale i ryzykującą życiem dla "dzieła" kobietę.
     Po urodzeniu Ireny, Maria będzie karmić piersią i jeszcze bardziej schudnie i zblednie. Rodzina zacznie się niepokoić z powodu panującej wówczas w Europie epidemii gruźlicy - przyczyny śmierci matki i siostry Skłodowskiej. Jednocześnie rozpocznie intensywne badania nad promieniowaniem, sama narażając się na jego działanie, już nieprzerwanie od trzydziestego roku życia. Pełna wyrzeczeń i nadludzkiego wysiłku praca, w niedostosowanym dla groźnych substancji laboratorium, przyniesie nowe odkrycia. Rad okaże się ważniejszym pierwiastkiem od polonu z powodu jego wyrazistszej linii widma (w kolorze niebiesko-fiołkowym). Po oczyszczeniu, czysty chlorek radu jest dziesięć milionów bardziej promieniotwórczy od czystego uranu[14].
     Trudno sobie wyobrazić, jak wielka była siła szkodliwego dla zdrowia promieniowania. Wystarczy, że małżonkowie Curie nie stosowali żadnej ochrony, o czym zgodnie donoszą biografowie, bo albo nie doceniali zgubnych dla zdrowia skutków oddziaływania radioaktywnych materiałów, albo byli tak pochłonięci pracą, że lekceważyli coraz wyraźniejsze symptomy negatywnego oddziaływania promieniowania. Udziela im się zmęczenie. Maria ma popękane, obolałe opuszki palców. Notatki małżeństwa Curie do dziś noszą ślady promieniotwórczości. Każdy, kto chce się z nimi zapoznać, musi podpisać specjalne oświadczenie w paryskiej Bibliotece Narodowej: "Ja niżej podpisany oświadczam, iż uprzedzono mnie, że dokumenty <<Curie>>, które mi udostępniono, wykazują jeszcze pewną promieniotwórczość, i że nie będę obciążał Biblioteki Narodowej żadną odpowiedzialnością za ewentualne skutki ujemne, które mogą dla mnie z tego wyniknąć." Promieniowanie radu pozostanie jeszcze długo obecne. Ulega zmniejszeniu o połowę dopiero po 1300 latach[15].
     Po kilku latach władze Sorbony znalazły w końcu miejsce na laboratorium dla państwa Curie. Był to zawilgocony barak, wcześniej wykorzystywany przez studentów medycyny do sekcji zwłok, który zaistniał później pod mianem słynnej szopy Curie, gdzie dokonane zostały kluczowe badania nad promieniotwórczością pierwiastków. To tam Maria poświęcała się żmudnym i ciężkim fizycznie czynnościom mającym doprowadzić do wyizolowania czystego radu, spędzając całe tygodnie na mieszaniu gotującej się rudy. Sama pisała w Autobiografii, jak ciężka to była praca: "Czasem cały dzień schodził mi na mieszaniu jakiegoś gotującego się roztworu mieszadłem prawie równie dużym jak ja sama. Wieczorem padałam ze zmęczenia... Wyczerpywało mnie bardzo przenoszenie tych naczyń i przelewanie ich zawartości oraz mieszanie całymi godzinami mas, gotujących się w żelaznym kotle."[16] Dodatkowo do oczyszczania używany jest siarczek wodoru, gaz niezwykle toksyczny, zaś w baraku nie było wyciągów. Piotr jako fizyk skupił się na właściwościach promieniowania. Dlatego, to głównie jej stan fizyczny ulega pogorszeniu, więc zatrudniają asystenta i paru pomocników.
     W późniejszym czasie, bo w okresie międzywojennym, ciekawa okaże się historia Instytutu Radowego w Wiedniu, gdzie przy badaniach radioaktywności zatrudnionych było wówczas proporcjonalnie najwięcej kobiet w porównaniu z innymi gałęziami nauki. I nie były to zwykłe pomocnice, ale kobiety już wykształcone, dla których pionierką i niedościgłym wzorem pozostała Maria, potrafiąca wytrwać w tej niezwykle żmudnej, monotonnej, wymagającej cierpliwości i rutyny pracy. Tak ciężką pracę częściej zwykły, a nawet musiały podejmować kobiety aniżeli mężczyźni, jeśli w ogóle chciały parać się badaniami nad promieniowaniem[17]. W przypadku Marii, trzy lata katorżniczych poszukiwań wymagały przetworzenia ośmiu ton odpadów radioaktywnego uranu. Kilkuletnia Irena czuła się opuszczona, podczas gdy jej matka większą część dnia spędzała w laboratorium rozświetlonym przez światło nowych substancji. Wieczorem, po kolacji zdarzało się, że rodzice szli popatrzyć na swoje "królestwo": "(...) ta poświata, jak gdyby zawieszona w ciemnościach, była wciąż od nowa przyczyną wzruszenia i zachwytu"[18].
     Nieznane działanie światła nowych pierwiastków oprócz zmęczenia powodowało także inne dolegliwości. U Piotra pojawiły się bóle nóg, których przyczynę lekarz przypisuje wilgoci panującej w pomieszczeniu laboratoryjnym. Niestety, jak się później okaże, bóle te były spowodowane częściowym zanikiem kości w skutek promieniowania i najpewniej przyczyniły się do jego nieszczęśliwego wypadku na ruchliwej ulicy Paryża, w wyniku którego zginął.
     Co prawda w prasie ukazała się informacja o tym, że według niemieckich uczonych substancje promieniotwórcze dają szkodliwe efekty fizjologiczne. Nie przyćmiło to jednak błyskawicznie rozchodzącej się plotki, że rad ma działanie lecznicze i może nawet leczyć raka. Bez uprzednich, szczegółowych badań, rad pojawił się w składzie rozmaitych balsamów, maści, i innych naciąganych medykamentów[19]. Wówczas Piotr sprawdził działanie radu bezpośrednio przykładając go do skóry. Skutki były zatrważające: przez dwa miesiące utrzymywała się głęboka rana, świadcząca o zniszczeniu skóry w jej głębszych warstwach, która pozostawiła bliznę. Oparzeń doznawała także i Maria. Wspominała też o innych schorzeniach takich jak: łuszczenie się skóry i bolesne, nieprzemijające stwardnienie końców palców, towarzyszące jej do końca życia[20].
     W 1902 roku udaje się Marii oddzielić kilka drobinek czystego radu. Ta niewielka ilość emitowała przy tym tyle ciepła, że w ciągu jednej godziny była w stanie doprowadzić wodę ze stanu zmrożenia do stanu wrzenia[21]. Niedługo potem obroniła doktorat o nowej metodzie odkrywania pierwiastków chemicznych, polegającej na mierzeniu ich promieniotwórczości. Była przy tym pierwszą kobietą we Francji i w Europie, która zdobyła tak wysokie wykształcenie. Po obronie odbyła się towarzyska kolacja w gronie znajomych. Znalazł się wśród nich znany fizyk, Ernest Rutherford. W swoich wspomnieniach opisał, jak po kolacji, w ogrodzie, Piotr wyciągnął z kieszeni fiolkę z bromkiem radu, oświetlając twarz Marii, ale i popękane ciało i spaloną skórę nieodwracalnie zniszczonych palców Piotra[22]. Maria musiała mieć na sobie rękawiczki, bo jej palce wyglądały na równie zniszczone.

     Wyróżnienie
     Seksizm w nauce i lekceważenie dokonań Marii dały o sobie znać, kiedy w 1903 roku członkowie Akademii Nauk w Paryżu sformułowali propozycję nominacji do nagrody Nobla za dokonania w dziedzinie promieniotwórczości pierwiastków i pominęli w niej Polkę[23]. Dzięki wstawiennictwu przyjaciół, sprawa została wyjaśniona i małżonkowie Curie dostali nagrodę wspólnie. Jednak nie pojechali po jej odbiór do Szwecji, bo wyjazd dla Marii był wówczas niemożliwy, co oczywiście nie przedostało się do opinii publicznej. Faktycznie zaś, Maria będąca wówczas w piątym miesiącu ciąży, poroniła. Wróciła u niej depresja, nie wiadomo, czy spowodowana niemożnością odebrania uznania, czy z przepracowania i wyniszczenia organizmu, ale raczej nie związana bezpośrednio z utratą płodu. Przez całe jej życie więź z córkami była uzależniona od pracy naukowej lub nawet jej podporządkowana.
     A w Sztokholmie podczas uroczystości wręczenia Nobla jeden z uczonych podczas gali tak skwitował wkład Marii: "(...) w zupełnie nowym świetle postrzegamy słowo Boże: Nie jest dobrze, gdy mężczyzna jest sam; Uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc."[24] Nikt wówczas nie sprostował, że to uczona we własnej osobie dokonała większej części pracy potrzebnej do wydzielenia czystego pierwiastka radu. Jej determinizm, ponadludzka pracowitość i cierpliwość wpłyną na pozytywne ukończenie badań, mimo zwątpienia Piotra[25]. Zostanie za to samodzielnie nagrodzona, gdy w roku 1911 otrzyma drugą nagrodę Nobla, w dziedzinie chemii.
     Po otrzymaniu Nobla, Piotr Curie wygłosił obowiązkowy wykład w Sztokholmie, wspominając o tym, że "(...) w rękach zbrodniczych rad mógłby się stać bardzo niebezpieczny. Nasuwa się więc pytanie, czy poznawanie tajników natury przynosi pożytek ludzkości, czy też - przeciwnie - poznanie to przyniesie jej szkodę"[26]. Mimo tego filozoficznego i zatrważająco trafnego pytania, wykład skończył się optymistycznie: naiwną wiarą w zwycięską mądrość człowieka. Tego optymizmu nie podzielali wszyscy badacze radioaktywności. Rutherford przeczuwał, że cała energia powstała z przemiany promieniotwórczej może być w jakimś laboratorium sporządzona przez jakiegoś szaleńca do wysadzenia świata. Podobnie wypowiadał się chemik, Frederick Soddy, pisząc, że: "Człowiek, który byłby w stanie położyć swą rękę na dźwigni, za pomocą której oszczędna natura tak zazdrośnie steruje mocą tego zapasu energii, posiadłby broń, za pomocą której mógłby, jeśli by tylko chciał, unicestwić Ziemię"[27].
     Rzeczywiście, odkrycie promieniotwórczości zrewolucjonizowało badania nad właściwościami pierwiastków, dając nowe zastosowania w rozwoju broni atomowej i radiologicznej. Na dodatek wszelkie działania na materiałach promieniotwórczych, czy to będzie elektrownia czy konstrukcja bomby, produkują masę szkodliwych odpadów, które wymagają specjalnego składowania. Powszechnie sądzi się, że Maria nie przypuszczała, w jak niebezpiecznym kierunku zmierzają jej badania. Lecz czy w ogóle nie zdawała sobie sprawy ze szkodliwości pierwiastków, nad którymi pracowała? Przecież sama, tak jak Piotr, z ich powodu odnosiła fizyczne szkody, podobnie zwierzęta, które umierały poddane promieniowaniu radu. Dlaczego to ukrywała?
     Mimo, że naukowo nie zajmowała się praktycznymi zastosowaniami wynikającymi z jej odkrycia, to z wielkim poświęceniem czynnie włączyła się w organizowanie pomocy rannym żołnierzom w czasie I wojny światowej przy użyciu specjalnie wyposażonych samochodów w aparaturę do prześwietleń rentgenowskich. Jako jedna z pierwszych kobiet kierujących autem, prowadziła jeden z takich pojazdów, będąc znowu w pobliżu żywiołu śmierci, na wojnie.

     Więzienie jest tylko we mnie
     Wszędzie musiała być pierwsza. Gdy myślę o niej, jak żyła, co czuła w tamtych czasach, gdy tak niewiele, ledwie garstka kobiet osiągała pozycję zawodową, to nie mogę przestać się dziwić, skąd w niej taki upór i niespożyta energia do pracy, ale i ciągłe wystawianie siebie na niebezpieczeństwo. Czy o sztuce jej życia decydowały cechy charakteru czy jakiś irracjonalny pęd ku śmierci, w który wikłały ją niebezpieczne, ale i wciągające badania? Czy występowała tylko w kostiumie naukowca, czy raczej prowadziła podwójne życie, w domu - kobieta z dziećmi, mimo zmęczenia i zniechęcenia, w pracy - perfekcyjnie zorganizowana w laboratorium naukowej czystości, abstrakcji i obiektywności. Zawsze jednak w zdradzającej ją smutnej, popielatej sukni.
     Po śmierci męża, Maria jeszcze bardziej odizolowała się od dzieci, znajomych, otoczenia[28]. Jej przygnębienie, chwile załamania brały się z wrażliwości osoby głęboko przeżywającej śmierć kolejnych swoich bliskich od wczesnych lat młodości. Jednocześnie życie jej było intensywne, pełne oczekiwań, mnożących się zadań do wykonania, choć trudno było pogodzić się z przykrymi wydarzeniami, ze światem, który nie wyglądał jak w laboratorium i nie dał się kontrolować jak substancja w probówce.
     Jej alienacja rzuciła cień na relacje z córkami. Maria zupełnie nie zdawała sobie sprawy, jak śmierć ojca przeżyła dziewięcioletnia Irena. Tak słaba była ich więź[29]. W chwili tragedii na świecie była już druga córka, roczna Ewa. W 1911 roku umarł także dziadek, Jakub Curie. Ta śmierć była szczególnie bolesna dla Ireny, która od początku była przez niego chowana i najbardziej z nim emocjonalnie związana. Maria znowu schroniła się w laboratorium a jednym z pierwszych wspomnień malutkiej Ewy będzie utrata przytomności przez matkę[30]. Czy to uwewnętrzniony strażnik Panoptykonu czy starożytna cnota panowania nad sobą kazały jej przez całe życie tak ciężko pracować? Co zwyciężyło i kazało realizować ów wewnętrzny przymus, za którym przez cały czas czaiła się śmierć?
     Działalność naukowa była od wieków domeną mężczyzn. Poświęcenie dla nauki stało się dla kobiet nowym sposobem ujawnienia się, wyjścia ze sfery prywatności, pokusą nieśmiertelności odrywającą od życia codziennego. Miało też swój wymiar erotyczny, przesycony męską seksualnością polegającą na penetrowaniu tajemnic natury[31]. Jakiś rodzaj idealizmu, który można określić mianem niespożytego determinizmu, musiał kierować Marią, powodując pragnienie dokończenia wciąż nieskończonego dzieła. Nadając mu przy tym sens czegoś ciekawego, ważnego, czemu warto poświęcić całe życie. Stąd brała się ta niezwykła, motywująca siła. Poza tym, sama chciała także być widoczna, zaistnieć jako indywiduum, profesor i odkrywca, a nie jako Madame Curie, asystentka Piotra Curie. Dlatego na ceremonii wręczenia Nobla w dziedzinie chemii, tak wyraźnie podkreślała swoje zasługi[32].
     Najbardziej skrajnym rysem jej sztuki życia było jednak eksperymentowanie na własnym ciele. Oczywiście, w przypadku Marii nie ma mowy o działaniu świadomie nakierowanym na samoudręczenie, jednak jej ciało przejdzie do historii jako część jej pola doświadczalnego. Niestosowanie środków ochronnych, lekceważenie symptomów chorobowych, pobłażliwość i nieracjonalne zaufanie toksycznym materiałom, wszystko to tworzy nie tyle ideał poznania, co ideologiczną wartość poświęcenia[33]. Ideologią może być bowiem pragnienie nieśmiertelności, nagrody za bycie bohaterem. W tym sensie Maria należała do herosów, przecząc obrazowi nudnej laborantki z probówkami[34]. Wystarczy popatrzeć na zdjęcie z Kongresu Salvayowskiego w Brukseli z 1911, na którym belgijski przemysłowiec Ernest Solvay, założyciel Międzynarodowego Instytutu Fizyki, zebrał po raz pierwszy wszystkich wielkich naukowców tego czasu. Jest tam między innymi Henryk Poincaré, Albert Einstein, Ernest Rutherford, Max Planck i wielu innych czołowych fizyków świata a pośród nich, bez pozy, naturalna, podpierająca się dłonią w skupieniu nad jakimś dokumentem czy książką siedzi dumna i piękna Maria Skłodowska-Curie. Lecz, co kryje się pod maską skupienia, jakimi torami biegnie motywacja do pracy, gdy ciało jest już umęczone, zmęczone, słabe, gdzie na nowo w tej kobiecie odradza się namiętność nie tylko do pracy, ale i do życia?

     Chemia rzeczy niewidzialnych
     To określenie Paula Langevina w odniesieniu do przedmiotu nowych badań w dziedzinie promieniowania pierwiastków tyczy się także ich wpływu na ciało Marii. Wiemy z dokumentów lekarskich, że rad doprowadził do jej śmierci. "Pani Curie może być zaliczona do ofiar długotrwałego działania ciał promieniotwórczych, które odkryła wraz z mężem" - jak napisał w uzasadnieniu zgonu jeden z profesorów[35].
     Do końca swoich dni będzie pocierać zmartwiałe palce jakby chciała dodać im życia. W okresie międzywojennym dojdą także problemy ze wzrokiem - postępującą zaćmą na obu oczach - kolejnym efektem promieniowania, który będzie ukrywać za grubymi okularami. W 1920 roku napisze do swojej siostry, Bronisławy: "Osobiste moje kłopoty przedstawiają się tak przede wszystkim, że źle jest z mojemi oczami i uszami. Oczy są bardzo osłabione i radziłam się co do nich lekarza, prawdopodobnie jednak niewiele można im dopomódz. Co do uszu, to dokucza mi szum prawie nieustanny, a przynajmniej bardzo częsty - nieraz bardzo silny. Bardzo mnie niepokoją te objawy, bo mi to może pracę utrudnić, a może i uniemożliwić. Może być, że jest jakiś związek z radem, ale niepodobna prawie mieć o tem opinię. Tylko proszę Cię, niemów o tem nikomu"[36]. Sprytnie będzie ukrywać, że jest prawie niewidoma, nie przerywając ani pracy naukowej ani wykładów. Dopiero czwarta operacja na kataraktę w 1930 roku przyniesie znaczącą poprawę.
     Wiemy także, że oprócz Marii problemy ze zdrowiem mieli inni pracownicy jej laboratorium. Liczne były przypadki zapalenia skóry prowadzące nawet do amputacji palców i anomalie w badaniach krwi. Jednakowoż wszyscy wierzyli, że szkody wyrządzone przez promieniowanie nie są trwałe i że wystarczy wyjazd od czasu do czasu na świeże powietrze, by im zaradzić. Albo to było jeszcze uwikłane w naiwność i entuzjazm nowych odkryć naukowych, albo spreparowane na potrzeby opinii publicznej, skoro wiemy również o faktycznych zgonach osób powiązanych z laboratorium[37]. Jednak sama Maria lekceważyła środki ochronne, jak ołowiane pancerze chroniące ciało, jednocześnie surowo nakazując ich stosowanie przez studentów. Jak to możliwe u osoby o tak racjonalistycznym światopoglądzie, naukowca? Czy zawodzi instynkt samozachowawczy, zdrowy rozsądek, czy chodzi o umyślne wystawianie się na niebezpieczeństwo, świadome igranie, a nawet poddanie się nieuchronnym prawom rządzącymi przyrodą?
     Podobno na jej pogarszający się stan zdrowia miały także wpływ cztery lata wojny i narażanie się na działanie jeszcze szkodliwszych od radu promieni Roentgena[38]. Nic jednak, żadne objawy, nie zmusiły Marii do zaprzestania pracy, wręcz przeciwnie - zawsze pracowała przekraczając granice wytrzymałości i z ponadludzką wydajnością.
     Inna "chemia rzeczy niewidzialnych", w postaci namiętnego romansu z uzdolnionym francuskim fizykiem, Paulem Langevinem, ostatecznie dokona jeszcze silniejszego spustoszenia w jej zdrowiu fizycznym jak i psychicznym. W tamtych czasach mężczyzna uwikłany w romans z zamężną kobietą nie wywoływał żadnego skandalu. Za to wyemancypowana kobieta, w dodatku naukowiec, noblistka - nie bez znaczenia było jej obce pochodzenie - stała się nagle we Francji wrogiem publicznym numer jeden.
     4 listopada 1911 jeden z największych dzienników paryskich, "Le Journal", opublikował na pierwszej stronie oczerniający Marię artykuł Historia miłosna pani Curie i profesora Langevina[39]. Sprawa trafiła do mediów za pośrednictwem żony Langevina, która przechwyciła i doprowadziła w innej gazecie do publikacji listów miłosnych pomiędzy Paulem a Marią. Cała nienawiść skupia się na polskiej uczonej, której przypisana zostaje cała wina za chęć rozbicia poczciwej, francuskiej rodziny.
     Bezlitośnie szydercze nagłośnienie prywatnego życia powoduje u Marii największe z dotychczasowych załamań nerwowych. Chudnie. Chce się zabić. Najpierw dostaje się do szpitala z powodu poważnego uszkodzenia nerek. Jest operowana. Potem trafia pod opiekę Sióstr Rodziny Najświętszej Marii Panny, które w tamtych czasach leczyły zarówno choroby somatyczne, jak i psychiatryczne. Przechodzi wodną kurację na nerwy[40]. Jedna z biografek Marii notuje: "Nigdy nie będzie wiadomo, w jakim stopniu na jej stan wpłynęła promieniotwórczość, a w jakim pragnienie śmierci"[41]. Ta refleksja, wątpliwość wydaje się niezwykle trafna.

     Dążenie do obiektywnej prawdy w nauce może być podejrzane a nawet niebezpieczne. Michel Foucault w tekście o Nietzschem pisze, że: "W miejscu, w którym wiedza - chcąc stać się czystą spekulacją, podległą jedynie wymogom rozumu - odrywa się stopniowo od swych korzeni empirycznych, bądź też pierwotnych potrzeb, które ją powołały do życia, (...) niesie ona zawsze wraz z sobą coraz większą zaciekłość; gromadzi się w niej i wzrasta instynktowna przemoc; niegdyś religie żądały ofiary z ciała ludzkiego, dziś wiedza wzywa do tego, byśmy eksperymentowali na nas samych, w ofierze podmiotowi poznania"[42]. Jak bardzo trafnie ten fragment pokazuje przypadek Marii i jej uwikłanie w podatną na władzę materię wiedzy. Z jednej strony, musiała wiedzieć, że odkrycie promieniotwórczości jest groźne dla ludzi, z drugiej praca pochłonęła ją w całości. Miała wszystkie potrzebne cechy, by zostać wybitnym naukowcem. W dodatku zdecydowała się poświęcić życie nauce. Dzięki temu zyskała indywidualność i uznanie jako kobieta w czasach bardziej dyskryminujących. Trudno się dziwić, że tego pragnęła. Sława okazała się wprawdzie złudna a wielbiciele niewdzięczni, ale może pozostała jej satysfakcja, że czegoś dokonała.
     Jednak jej ciało niesie odrębną historię, taką, w której sztuce życia nieodłącznie towarzyszy śmierć, a im bardziej intensywnie chce to życie zawłaszczyć, jak w przypadku Marii, tym bliżej mu do Tanatosa. To ciało, które musiało być niezwykle odporne, by tak długo odpierać chorobę popromienną - złośliwą anemię[43]. Czy to nie paradoks, że to ciało kobiety, które wciela się w emancypującą wówczas rolę, wypowiada pojedynek naturze, a jednocześnie przyciąga popęd śmierci? Umiera mając aż sześćdziesiąt siedem lat.


[1] Fragment wiersza Siła w moim tłumaczeniu z tomu: Adrienne Rich, The Fact of a Doorframe: Poems Selected and New 1950-84, Norton&Co, New York&London 1985, s. 225. Fragment oryginalny brzmi:
     Today I was reading about Marie Curie:
     she must have known she suffered from radiation sickness
     her body bombarded for years by the element
     she had purified
     It seems she denied to the end
     the source of the cataracts on her eyes
     the cracked and suppurating skin of her finger-ends
     till she could no longer hold a test-tube or a pencil

     She died a famous woman denying
     her wounds
     denying
     her wounds came from the same source as her power.
[2] Podaję w tłumaczeniu za: B. Goldsmith, Geniusz i obsesja. Wewnętrzny świat Marii Curie, przeł. J. Szmołda, Wyd. Dolnośląskie, Wrocław 2006, s. 6.
[3] Na przykład, S. Emling, Maria Skłodowska-Curie i jej córki, przeł. W. Górnaś, Muza, Warszawa 2013.
[4] B. Goldsmith, Geniusz i obsesja, op. cit., s. 21-22.
[5] Tamże, s. 25.
[6] Cyt. za: Tamże, s. 32.
[7] Podaję za: Tamże, s. 40.
[8] Podaję za: Tamże, s. 42.
[9] F. Giroud, Maria Skłodowska-Curie, przeł. J. Pałęcka, PIW, Warszawa 1987, s. 43. [podkreśl. w tekście - AB]
[10] B. Goldsmith, Geniusz i obsesja, op. cit., s. 61.
[11] A. Kępiński, Melancholia, PZWL, Warszawa 1979, s. 63.
[12] F. Giroud, Maria Skłodowska-Curie, op. cit., s. 49-50.
[13] B. Goldsmith, Geniusz i obsesja, op. cit., s. 45.
[14] Podaję za: Tamże, s. 81.
[15] Por. J. Hurwic, Maria Skłodowska-Curie i promieniotwórczość, Żak, Warszawa 2001, s. 48-49; oraz: F. Giroud, Maria Skłodowska-Curie, op. cit., s. 79.
[16] Przytaczam za: F. Giroud, op. cit., s. 91.
[17] M. Rentetzi, Gender, Politics, and Radioactivity Research in Interwar Vienna: The Case of the Institute for Radium Research, w: Isis, t. 95, nr 3 (Sep., 2004), The University of Chicago, s. 360-361.
[18] Przytaczam za: F. Giroud, op. cit., s. 92.
[19] Obecnie rad nie jest już stosowany, ze względu na dużą radioaktywność, powodującą białaczkę u osób uczestniczących w produkcji soli radu.
[20] Por. F. Giroud, op. cit., s. 102-103.
[21] Por. B. Goldsmith, op.cit., s. 91.
[22] Por. Tamże, s. 97.
[23] Por. J. Hurwic, op. cit., s. 66.
[24] Cyt. za: B. Goldsmith, op. cit., s. 102.
[25] Por. H. M. Pycior, Reaping the Benefits of Collaboration While Avoiding its Pitfals: Marie Curie’s Rise to Scientific Prominence, w: Social Studies of Science, tom 23, nr 2 (Maj, 1993), Sage Publications, s. 310-311.
[26] Cyt. za: B. Goldsmith, op.cit., s. 117.
[27] Cyt. za: Tamże.
[28] Por.: Tamże, s. 122-125.
[29] Por.: Tamże, s. 135.
[30] Por.: Tamże, s. 136.
[31] Por. N. Oreskes, Objectivity or Heroism? On the Invisibility of Women in Science, w: Osiris, 2nd Series, tom 11, Science in the Field (1996), The University of Chicago Press, s. 103.
[32] Por. B. Goldsmith, op. cit., s. 166.
[33] Por. N. Oreskes, op. cit., s. 109.
[34] Por. Tamże, s. 111.
[35] Cyt. za: E. Curie, Maria Curie, przeł. H. Szyllerowa, PWN, Warszawa 1997, s. 395.
[36] Cyt. za: Tamże, s. 381.
[37] Por. S. Quinn, Życie Marii Curie, przeł. A. Soszyńska, Prószyński i S-ka, Warszawa 1997, s. 600-601.
[38] Por. E. Curie, op. cit., s. 387; a także F. Giroud, op. cit., s. 200: Dwadzieścia samochodów nazywanych "les petites Curie" ("małe Curie") i dwieście stałych punktów, które uda jej się zainstalować, tylko w latach 1917-1918 wykona milion sto tysięcy zdjęć rentgenowskich.
[39] Cyt. za: F. Giroud, op. cit., s. 164.
[40] Por. B. Goldsmith, op. cit., s. 166-167.
[41] F. Giroud, op. cit., s. 180.
[42] M. Foucault, Filozofia. Historia. Polityka. Wybór pism, tłum, i wstęp D. Leszczyński i L. Rasiński, PWN, Warszawa-Wrocław 2000, s. 134.
[43] Warto tu zauważyć, że córka Irena i zięć, późniejsi nobliści, także prowadzili badania w laboratorium Marii i oboje zmarli przed sześćdziesiątką na tę samą chorobę, co Maria.

do góry









































strona 235








































strona 236








































strona 237








































strona 238








































strona 239








































strona 240








































strona 241








































strona 242








































strona 243








































strona 244








































strona 245








































strona 246








































strona 247








































strona 248

główna anthropos? teksty autorzy rada recenzentów dla autorów warsztaty archiwum   english version