Anthropos?

Myślenie aforystyczne

Ginzburg po raz pierwszy

 

Beata Mytych

 

Teksty przychodzą do nas z rozmysłem, czasem z premedytacją. Burzą wygodny spokój, zagadują. Znajdują się same – czatują na nas, by się przeczytać. Oczywiście czasem okoliczności (moda, konieczność) niebywale im pomagają. Tekst Gizburga przywędrował do mnie drogą okrężną, najpierw był na horyzoncie, wracał poprzez uwagi tych, którzy go poznali i cytowali (celowali w tym romantolodzy), potem odchodził za horyzont namysłu. Wreszcie uprzedzono mnie o możliwości kontaktu bezpośredniego, co, gdy dziś o tym myślę, wydawało mi się zbyt piękne, by było prawdziwe. Ale – w końcu mam go – wprawdzie nie w oryginale, ale też „po romańsku”, więc czytam. A ponieważ ma „kształt” dywanu, będę wyciągać z niego nitka po nitce, by w finale, być może, zrozumieć splot. Dziś opowiem o  jednym bardzo drobnym fragmencie, poświęconym wywrotowej roli aforyzmu.

By jednak nie zaniedbać zasad grzeczności, najpierw parę słów koniecznego wyjaśnienia. Czytany przeze mnie esej Spie. Radici di un paradigma indiziario[1] (we francuskim tłumaczeniu Jean-Pierre’a Cottereau: Signes, traces, pistes. Racines d’un paradigme de l’indice[2] ) jest autorstwa Carlo Ginzburga, profesora Uniwersytetu Bolońskiego, włoskiego historyka, stosującego w swych pracach metodę „dowodu poszlakowego”. Tekst jest wielowątkowy, stanowi próbę poszukiwania źródeł (korzeni) paradygmatu oznaki, dzięki któremu można uciec przed twardą opozycją racjonalizm–irracjonalizm. Oznakowość (myśląc terminologią Ch. S. Peirce’a – indeksalność) jest asystemowa, lub mówiąc dobitniej, przeciwsystemowa. Wiedzą oznakową posługują się między innymi: historycy sztuki (metoda Morellego), detektywi (czytanie z oznak), myśliwi (ślady), żeglarze, lekarze (szczególne miejsce psychoanalizy), fizjonomiści, grafologowie i paleontolodzy. Cechą podstawową wiedzy tego typu jest ogniskowanie uwagi na drobinach pomijanych, lekceważonych, drugorzędnych – nie jest to jednak „sztuka dla sztuki”, lecz początkowy etap pracy prowadzącej do błyskotliwych odkryć – oznaki prowadzą ku sprawcy zbrodni, demaskują prawdziwego autora obrazu, odsłaniają wady i zalety piszącego, pozwalają zdiagnozować chorobę lub upolować zwierzę. Zmysłowa obserwacja elementów nie dostrzeganych przez poszukiwaczy Całości okazuje się więc być zajęciem wywrotowym. Jak ma się do tego typu wiedzy aforyzm? Ginzburg w końcowej części eseju wypowiada zagadkowe stwierdzenie: „schyłek myśli systematycznej nadszedł razem z sukcesem myśli aforystycznej – od Nietzschego  do Adorna. Termin >aforystyka< jest sam w sobie wywoływaczem. (Jest oznaką, symptomem: nie uciekniemy przed tym paradygmatem.) Aforyzmy były tytułem dzieła Hipokratesa. W XVII wieku zaczęto wydawać zbiory Aforyzmów politycznych jego autorstwa. Literatura aforystyczna jest z definicji próbą formułowania sądów na temat człowieka i społeczeństwa, poczynając od symptomów, oznak: człowiek i społeczeństwo są chorzy, w kryzysie. I słowo ‘kryzys’ jest samo także terminem lekarskim, hipokratycznym”[3]. To fraza równie ciemna, co intrygująca. Odsyła ona do Hipokratesa, największego lekarza starożytności, twórcy najstarszej szkoły medycznej oraz, idąc tropem Ginzburga, prekursora aforystyki medycznej. Hipokrates po raz pierwszy w historii użył słowa „aforyzm”, tym samym powiązał jego znaczenie z uprawianą przez siebie sztuką medyczną. Był on bowiem przede wszystkim lekarzem, który zaproponował „nową” metodę stawiania diagnozy – odejście od łączenia medycyny z wróżbiarstwem oraz od   poszukiwania religijnych (magicznych) wyjaśnień dla czysto fizycznych dolegliwości (co robili parający się sztuką medyczną kapłani). To on jako pierwszy odrzucił powszechny wtedy przesąd dotyczący epilepsji (chory opętany przez demony) i tłumaczył ją jako chorobę mózgu. Dla mnie jednak teraz najważniejsza jest jego metoda stawiania diagnozy, oparta na doświadczeniu, a polegająca na uważnej obserwacji, bystrym wnioskowaniu oraz szybkim przejściu od analizy często lekceważonych symptomów do diagnozy choroby. Lekarz musiał być wyczulony na wszystko, czytać niejako chorobę z pacjenta. Ginzburg w innym miejscu swego tekstu, kontrastowo zestawia fizyka – ucznia Galileusza (rzecznik naukowości rozumianej jako ścisłość i abstrakcjonizm, apologeta języka matematyki) z lekarzem – uczniem Hipokratesa. Oto wielce wymowny obrazek: „[...] kontrast nie mógłby być większy niż między fizykiem, uczniem Galileusza, który specjalizował się w byciu głuchym na hałasy oraz nieczułym na smaki i zapachy, a współczesnym mu lekarzem, który ryzykował podczas stawiania diagnoz, nasłuchując na piersiach trzęsących się od rzężenia, wąchając odchody czy próbując moczu”[4]. Ta mocna scenka rodzajowa w zestawieniu z frazą Galileusza, utożsamiającego pismo natury z językiem matematyki, czyli trójkątami, kołami i innymi figurami geometrycznymi, dają do myślenia – wiedza o tym, co szczególne, jednostkowe, jednorazowe spychana będzie po Galileuszu poza obszar naukowej ścisłości. Ginzburg znajdzie dla niej boską patronkę - Metis, pierwszą żonę Zeusa, uosobienie mądrości wrodzonej wszystkim ludziom – „przyziemnej intuicji” nie do skodyfikowania. Wracajmy jednak do Hipokratesa i jego aforyzmów. Etymologia oraz pierwotne znaczenie słowa „aforyzm” odrobinę zbija z tropu. Aphorismós znaczy „oddzielenie”, „określenie”, „osiągnięcie pewności”, „definicja”. Prześwituje przez niego horyzont (horidzōn), będący naturalną granicą (horidzein) spojrzenia - myślenia. A sięgając najgłębiej widać sporną miedzę (hōros), stanowiącą granicę tego, co moje. Aż do XIX wieku  słowo to funkcjonowało jako określenie „wyniku obserwacji i doświadczenia” (takie aforyzmy pisze np. Artur Schopenhauer; zob.  Aforyzmy o mądrości życia)[5]. Nie można oczywiście zapomnieć o tym, iż aforystyka, rozumiana jako sentencjonalność, jest pewnie tak stara jak ludzkość. Przecież „aforyzm jest najstarszą, najprostszą i najpowszechniejszą formą filozoficznych rozważań”[6] (Hans Margolius), przed Hipokratesem pisano aforyzmy, co więcej ta krótka forma bywa uznawana za „przednaukową wiedzę o człowieku, jakąś prehumanistykę, prepsychologię czy presocjologię”[7]. Ginzburg mówi jednak: „schyłek myśli systematycznej nadszedł razem z sukcesem myśli aforystycznej - od Nietzschego do Adorna”[8]. Jego fraza dźwięczy uwodzicielską jasnością. Aforyzmem nie jest więc każda sentencja, czy maksyma. Aforyzm nie musi być krótki. Aforyzm dokonuje zamachu stanu, jest wywrotowy, szuka dziury w Całym, diagnozuje i leczy chorobę totalności. Jest sposobem myślenia, a nie tylko minigatunkiem literackim. Nietzsche mówi nim przeciw duchowi ciężkości, uprawia „lirykę myśli”[9] – która nie jest liryzowaniem, ale czujnym diagnozowaniem. „Ta czujność ma smak i barwę chwili, ma jej wagę i niepowtarzalność, wyostrza niebywale zmysł obserwatorski oraz celność i ostrość refleksji”[10]. Nietzsche–aforysta nie znosi metafizykowania i spekulatywizmu, być może boi się terroru pleniącego się Ogólnego – jego aforyzmy rodzą się z zetknięcia z rzeczywistościa, z obserwacji rzeczy i faktów. Dlatego pisze: „Nie ufam systematykom i ustępuję im z drogi. Pożądanie systemu jest brakiem rzetelności”[11].

 Drugi przywołany przez Ginzburga aforysta–wywrotowiec to Theodor W. Adorno, autor „dzieła” Minima moralia. Refleksje z poharatanego życia. We wstępie do niego pisze: „[ta – BM] książka nie tyle zapomina o totalnym roszczeniu systemu, który nie dopuszcza, by cokolwiek mu się wymknęło, ile raczej przeciwko temu roszczeniu się buntuje”[12]. Minima moralia to zbiór fragmentów, a równocześnie najważniejsza książka autora. Powstała pod koniec II wojny światowej i w pierwszych latach po niej, za jej podstawową dewizę uznać można hasło „całość jest nieprawdą”. Adorno pragnie wyrazić tragizm indywidualnego losu, wybiera lekceważony fragment w miejsce Całości. Mówi: „fragment jest wtargnięciem śmierci w dzieło. Niszcząc je, zdejmuje z niego piętno pozoru”[13]. Tym samym wyraża swoistą „etykę fragmentu”, wierność szczegółowi, któremu odmówiono ważności. Fragmentaryczność nie jest i w jego przypadku jedynie formą, literacką sztuczką, ale wewnętrzną prawdą myśli, ich sposobem istnienia. Tylko idąc tą drogą można wyrazić niezwykle gorzką prawdę o ludzkim losie.  Fragment broni bowiem przed uroszczeniami Totalności, która właśnie przegrała wojnę i zbiera siły do ataku.

  „[...] Spojrzenie wybiegające gdzieś w dal, nienawiść do banału, poszukiwanie tego, co się nie strywializowało, nie zostało jeszcze ujęte w ogólnym schemacie pojęć, stanowi ostatnią szansę myśli.”[14]

 

<<Powrót



[1] Carlo Ginzburg: Spie. Radici di un paradigma indiziario. W: Idem: Miti, problemi, spie. Torino 1986, s. 158-209.

[2] Idem: Signes, traces, pistes. Racines d’un paradigme de l’indice. „le débat” 1980, nº 6, s. 3-44. Tłumaczenie cytowanych fragmentów – moje.

[3] Ibidem, s. 42-43.

[4] Ibidem, s. 20.

[5] Por. Joachim Glensk: Wstęp. W: Myślę, więc jestem... Aforyzmy. Maksymy. Sentencje. Oprac. Czesława i Joachim Glenskowie. Opole 1986, s. 10.

[6] Ibidem, s. 11.

[7] W. Kotański: Wstęp. W: Z krańców Azji. Warszawa 1960, s. 10. Cyt. za: Ibidem.

[8] Carlo Ginzburg: Op cit, s. 42.

[9] określenie Stefana Lichańskiego; zob. Stefan Lichański: Słowo wstępne. W: Friedrich Nietzsche: Aforyzmy. Warszawa 1973, s. 15.

[10] Ibidem, s. 15.

[11] Friedrich Nietzsche: Op cit, s. 34.

[12] Theodor W. Adorno: Minima moralia. Refleksje z poharatanego życia. Przeł. Małgorzata Łukasiewicz. Posłowie Marek Siemek. Kraków 1999, s. 9

[13] Marek J. Siemek: Wczesny romantyk późnej nowoczesności. W: Ibidem, s. 331.  

[14] Theodor W. Adorno: Op cit, s. 74.