główna anthropos? teksty autorzy recenzenci archiwum
Szymon Kostek
Uniwersytet Śląski

Bezwydarzeniowość i wydarzeniowość. Jean Baudrillard wobec wydarzeń z 11 września 2001 roku [*]


Tytułem wstępu

     Jean Baudrillard słynie z intelektualnego radykalizmu. Po lekturze jego diagnoz (czy - jak wolą niektórzy - prognoz) odnosi się nieodparte wrażenie, że usiłuje on nie przedstawiać w sposób wieloaspektowy czy wielowymiarowy problemów, które ma w zwyczaju brać na warsztat. Lecz to z tego powodu właśnie jego myśl sytuuje się w granicach jurysdykcji dydaktyczności i optymizmu, co na pierwszy rzut oka wydaje się dość paradoksalne, ponieważ powszechnie sądzi się, że refleksje Baudrillarda charakteryzują się nader naiwną wizyjnością, katastroficznością czy apokaliptycznością, a nawet nekrofilią[1], i raczej daleko im do moralizatorskich aspiracji. Niemniej moralizatorstwo jest immanentną cechą radykalizmu we wszelkiej jego intelektualnej postaci, stąd pod pesymistyczną jednotorowością myśli francuskiego filozofa skrywa się iskra (jakkolwiek rozumianej) nadziei i na pewno, choć namiastka, woli naucz(a)(e)nia (bez względu na intencje samego Baudrillarda).
     Do worka z etykietą "Baudrillardowska idée fixe" można wepchnąć zaciekłą krytykę tego, co określę jako "kwintesencja amerykańskości" (zasygnalizuję: sztuczność i nie-rzeczywistość) oraz ściśle z nią korelującymi zapalczywymi atakami na procesy globalizacyjne. O ile Zygmunt Bauman rozważając tę problematykę, stara się nie wykraczać poza krąg optymalności, przekonując, że globalizacja niesie z sobą szansę w jednakowym stopniu na nasz sukces i na naszą porażkę[2], o tyle Jean Baudrillard wyraźnie dystansuje się do jakichkolwiek potencjalnych pozytywności globalizacji, sądząc, że jedyne, do czego uda nam się dzięki niej dotrzeć, to po prostu kulturowy upadek: "globalizacja znosi wszystkie różnice i wszystkie wartości, ustanawiając doskonale obojętną (a)kulturę"[3].
     W Duchu terroryzmu. Requiem dla Twin Towers oraz w Pakcie jasności. O inteligencji Zła Baudrillard poddał dość szokującej, ale i fascynującej analizie metamorfozy naszego pojmowania rzeczywistości oraz metamorfozy samej rzeczywistości, jakie nastąpiły po wydarzeniach rozegranych w Nowym Jorku 11 września 2001 roku. Nie on jeden oczywiście podjął się próby rozwiązania tej kwestii. Również sporo uwagi poświęcił jej m.in. Zygmunt Bauman w książce Społeczeństwie w stanie oblężenia. Do wyimków tej pracy także zamierzam się odwoływać. Jednym z wątków wiodących wymienionych publikacji wydaje się być właśnie ów ambiwalentny proces globalizacyjny, którego najdonioślejszą implikację stanowią wydarzenia z 11 września.
     Zdaniem Baudrillarda zamach terrorystyczny na World Trade Center wskrzesił i rewaloryzował WYDARZENIE po dekadzie (lata 90.) jego uśpienia, czy konkretniej nieobecności, bądź, jak podaje sam filozof za Macedonio Fernandezem, "strajku"[4]. Z kolei na przeciwległym biegunie (tzn. biegunie nie-wydarzenia) lokuje się np. Wojna w Zatoce, która wybuchła w 1991 roku i wyznaczyła światu kurs na wyspę "ostatecznej bezwydarzeniowości"[5], ponieważ przypadek tej wojny - zasygnalizuję tylko - likwidował wszelką nieprzewidywalność poprzez niemożność zaistnienia przeciwnika, zaś w wyniku niemożności zaistnienia przeciwnika nie zrodził się antagonizm, który warunkuje przecież wojnę, czy inaczej pojedynek (oddziały irackie nie miały bowiem żadnych szans w starciu z siłami antyirackiej koalicji). To raz. A dwa - poprzez szerokie zastosowanie laserów, ekranów, radarów, skomplikowanego technologicznie sprzętu militarystycznego oraz zaangażowanie w sprawę środków masowego przekazu, wojnę wchłonęła informacja czy wirtualizacja, niejako podmywając fundamenty całej rzeczywistości[6].
     Zatem - zasadnicze pytania, jakie uporczywie cisną się na usta, brzmią: w czym, według Jeana Baudrillarda, osadza się specyficzność terroryzmu w kontekście zamachu na World Trade Center? Co dzieje się z globalizacją w obliczu takiej sytuacji? Czy istnieją jakiekolwiek możliwości, by wyeliminować terroryzm? Jak po prostu prezentuje się kultura po 11 września 2001 roku?

***

     Fakt ogromnej liczby ofiar wydarzeń z 11 września Baudrillard umieścił na marginesie swoich analiz (a w zasadzie - abstrahował od tego faktu), w rezultacie czego zarzucono mu skandaliczność i nietaktowność, co raczej zakrawa na infantylizm, ponieważ w świetle przyjętej przez filozofia strategii wywodu, czy punktu spojrzenia na problem, ujęcie podniesionej tu kwestii byłoby nieuzasadnione. Przecież Baudrillard czytelnie usprawiedliwia się pisząc, że wskutek amoralności terroryzmu wypadałoby niejako wejść w amoralność, jeśli chce się co nieco z jego sedna zrozumieć: "Ten jeden raz, kiedy mamy do czynienia z wydarzeniem, które rzuca wyzwanie nie tylko moralności, ale też każdej formie interpretacji, spróbujmy być inteligentni inteligencją Zła"[7]. I Baudrillard jest "inteligentny inteligencją Zła", więc nie pojmuję na jakiej podstawie zarzuca się mu niestosowność, oskarża o dezynwolturę i wystawia naganę.

Jeana Baudrillarda requiem dla bliźniaczych wież

     Baudrillard zdecydował się zinterpretować wydarzenia z 11 września w symbolicznym wymiarze, co doprowadziło go do wniosku, że zamach terrorystyczny na World Trade Center uświadomił wszystkim (zwłaszcza że przebieg tego zamachu transmitowano na cały świat, dzięki czemu nabrał on znaczenia nierzeczywistego, spektakularnego widowiska) wątłość globalizacji. Ta wątłość czy kruchość wynika ze sprzeczności wpisanej w sam proces globalizacyjny, którego przemoc (nawet więcej - terroryzm) czy konkretniej przemoc bezpieczeństwa[8] determinuje niejako kontrprzemoc. Filozof zwraca uwagę na pewien istotny szczegół i w sumie to w nim właśnie zakotwicza się meritum Baudrillardowskiej krytyki globalizacji. Najwierniejszym współpracownikiem terrorystów okazał się bowiem sam SYSTEM symbolizowany przez gmach World Trade Center: "system wytworzył obiektywne warunki dla tego brutalnego odwetu"[9] w konsekwencji zwrotu ku - ogólnie rzecz ujmując - monopolizacji. To po pierwsze. Po drugie - w każdym z nas głęboko tkwiło pożądanie wydarzeń, jakie nastąpiły 11 września. Każdy z nas pragnął WYDARZENIA[10], żądał widoku upadającego hegemona, tzn. kogoś, kto w sposób dość niebezpieczny zbliżał się do doskonałości, uważał się za Boga - jedynego dysponenta Dobra. Bo przecież doskonałość sprzęga się ze śmiercią. Coś, co jest doskonałe nie może być doskonalsze, nie podlega rozwojowi, stąd emanuje pierwiastkami martwoty, nekrofilijności, zaś w kulturze, w której wykluczono śmierć nie wyobrażano sobie, by jakkolwiek przystać na władztwo doskonałości. Baudrillard traktuje nas wszystkich jako cichych sprzymierzeńców terrorystycznych działań: "marzyliśmy o tym wydarzeniu; to, że wszyscy bez wyjątku o nim marzyli - ponieważ nie można nie marzyć o zniszczeniu potęgi, która staje się hegemonem"[11] i "oni zrobili to, czego chcieliśmy my"[12]. Zaś asem w ich rękawie stała się śmierć, którą Zachód znienawidził, hołdując bezpieczeństwu, a tym samym - imperatywowi "zerowej liczby ofiar"[13].
     Zdaniem Baudrillarda World Trade Center symbolizował monopol, sieciowość, globalną potęgę. Wyczytał on w konstrukcji tego budynku, w jego "podwójności" manifestację sił monopolu czy monopolizacji. Ta "podwójność" świadczy o samowystarczalności, a stąd eliminuje ona jakąkolwiek konkurencyjność, tzn. potencjalnego "sobowtóra" (konkurenta), tworząc jedynie sieć elementów jej podporządkowanych. Dwie Wieże nie posiadały przecież "twarzy", tzn. fasad, odbijały się same w sobie[14].
     Dominacja World Trade Center nad architekturą Nowego Jorku przywodzi na myśl supremację Ameryki i amerykańskości nad globem, odzwierciedlając po prostu SYSTEM, stąd dla Ameryki w bliźniaczych wieżach kumulowały się moce sacrum, jak w soczewce skupiała się świętość. Wieże uświęcało samo bycie symbolem globalizacyjnej potęgi, bycie symbolem amerykańskości czyli - ogólnie rzecz ujmując - bycie symbolem Zachodu, dzięki czemu zachęcały one do tego, aby je zniszczyć[15]. Ambiwalencja wypaliła na nich trwałe piętno. Jak każda świętość, World Trade Center wzbudzał lęk i fascynację, odpychał i przyciągał. Zatem stwierdzenie, że zamach dokonany 11 września 2001 był przede wszystkim zamachem na symbol (czy precyzyjniej - zamachem na świętość) oraz - oczywiście - na to, do czego on odsyła, nie powinno wzbudzać żadnych powodów do dyskusji.
     Baudrillard uważa, że wydarzenia z 11 września nastąpiły w obszarze śmierci, ponieważ obok śmierci rzeczywistej czy dosłownej do głosu dopuszczono śmierć ofiarniczą oraz symboliczną. Nimi z kolei - co istotne - przesiąkł tytułowy duch terroryzmu[16].
     Konkluzja zabrzmi w sposób następujący: klęska Zachodu zakorzenia się w niekompletności jego oręża, tzn. o ile terroryzm sprzęga się z rzeczywistością i symbolicznością, o tyle to, co reprezentuje Zachód - z samą rzeczywistością. O ile Amerykanie w czasie Wojny w Zatoce stroszyli piórka, odstraszali demonstracją siły, zmierzali do rzeczywistej likwidacji potencjalnego przeciwnika w atmosferze sterylności, wierząc w swą potęgę[17], o tyle islamiści nie wierząc w swą bezsilność[18], zadali przeciwnikowi cios, którego dotkliwość wynika z usytuowania go w symboliczności i ofiarniczości właśnie. Bowiem im nie chodziło o likwidację przeciwnika, ale o UPOKORZENIE go: "po stronie terrorystów nie mamy do czynienia z umową o pracę, ale z paktem i zobowiązaniem o charakterze ofiarniczym (...) z zachowaniem pełnego zakresu uczestnictwa w życiu i śmierci"[19]. Ponadto Baudrillard wyraźnie podkreśla: "Cóż znaczą amerykańskie bombardowania! Nasi ludzie chcą umrzeć tak samo mocno, jak Amerykanie żyć!"[20], ponieważ (islamiści) posiadają NADZIEJĘ, kiedy Zachód nawet na nią nie potrafi się zdobyć. Więc skuteczność terrorystów osadza się w "pełnym zakresie uczestnictwa w życiu i śmierci" oraz w umiejętności posługiwania się bronią samego SYSTEMU. Dla filozofa w tym jest siła terroryzmu.
     Ukonkretniając poruszone powyżej wątki, które oczywiście skrystalizują się w trakcie lektury Ducha terroryzmu, dodam jeszcze, iż Baudrillard zdaje się przekonywać, że dla terrorystów nie miało większego znaczenia, czy w zamachu zginie pięć osób czy pięćdziesiąt tysięcy. W sumie to nie chodziło tu o zamach na jakiegoś bezosobowego innego[21], lecz o zamach na symbol, o poniżenie, upokorzenie poprzez profanację świętości, o to, żeby przeciwnik "stracił twarz", nie zaś o to, żeby uległ likwidacji.
     Zatem - postępowanie terrorystyczne lokuje się na przeciwległym biegunie do tego, na którym umiejscawia się działanie Amerykanów w czasie Wojny w Zatoce czy Wojny w Afganistanie.

***

     Po powyższych rozważaniach Baudrillard przechodzi do szczątkowej refleksji o kulturze zdominowanej przez środki masowego przekazu, stawiając tezę: "terroryzm bez mediów byłby niczym"[22]. Zwłaszcza że "Informacja zawsze jest już na miejscu. Kiedy dochodzi do katastrofy, dziennikarze i fotoreporterzy są na miejscu, zanim przybędzie pomoc. Gdyby tylko mogli, byliby tam jeszcze wcześniej, jeszcze przed katastrofą, a najlepiej gdyby mogli wytworzyć lub wywołać wydarzenie i następnie poinformować o nim jako pierwsi"[23]. Stąd media funkcjonują w zależności od terroryzmu[24] i vice versa. Korzyść jest obopólna. To raz. A dwa - obrazy transmitowane przez media ulegają intensyfikacji[25]. Wydarzenie wpada w wirtualność, nie-rzeczywistość, samo staje się wirtualne i nie-rzeczywiste, "rozpuszcza się", neutralizuje. Posiada cechy spektakularnego widowiska, które to widowisko znajduje się oczywiście w obrębie fikcji. Niemniej "rzeczywistość zazdrości fikcji (...) to, co rzeczywiste, zazdrości obrazowi..."[26], ponieważ fikcja oddziałuje o wiele silniej niż rzeczywistość, więc jawi się ona jako bardziej rzeczywista od samej rzeczywistości, jako hiperrealna. W przypadku wydarzeń z 11 września rzeczywistość będzie istnieć tylko jako mierny dodatek do fikcji[27], w wyniku czego same wydarzenia nabierają znamion epizodów katastroficznego filmu i sądzę, że tak też zostały przez świat odczytane. Prawda stała się pozorem, a pozór - prawdą.
     Ów fakt terrorystycznej hiperrealności świadczy o najdonioślejszym triumfie terroryzmu[28].

***

     Dzięki wydarzeniom z 11 września Ameryka mogła wreszcie współczuć samej sobie, a nie tylko innym nacjom, które w mniemaniu Amerykanów ugrzęzły w grajdole. To roznieciło w nich: z jednej strony - zaszokowanie, a z drugiej - dozgonną wdzięczność, ponieważ stali się ofiarami, wskutek czego otrzymali prawdziwy powód do wykorzystania swojej potęgi[29]. Po śmierci komunizmu znaleźli sobie innego przeciwnika - islamski fundamentalizm. Koniecznie chcą go leczyć. Rodzi się jednak pytanie - czy choroba faktycznie go trapi? Zachód uważa, że to on dysponuje właściwymi wartościami, to on ucieleśnia zdrowie, to on jest jedynym dysponentem Dobra i w przypływie hojności zamierza nim obdarzyć innego bez względu na to, czy on sobie tego życzy, czy też nie: "To, że na jakimś terytorium wszystkie uprawnienia i swobody >demokratyczne< - muzyka, telewizja czy nawet twarze kobiet - mogłyby być zakazane; to, że jakiś kraj mógłby całkowicie odwrócić się od cywilizacji w imię takiej czy innej zasady religijnej - jest dla reszty >wolnego< świata nie do zniesienia. (...) To, że zachodnia nowoczesność mogłaby dla kogoś nie być wcieleniem Dobra i naturalnym ideałem całego gatunku (...) jest przestępstwem"[30].
     Tak można pokrótce ująć jeden z aspektów (mam tu na uwadze oczywiście ten, który filozof rozważa w Duchu terroryzmu i Pakcie jasności) Baudrillardowskiej krytyki, której ostrze kieruje się ku Ameryce i amerykańskości. Globalizacji zresztą również. Globalizacja bowiem wyniszcza kulturę, wyzerowuje wartości, zobojętnia. Terroryzm jest jej bliźniaczym bratem nierozdzielnie w nią wtopionym. Duch terroryzmu zamyka zdanie kluczowe dla powyższych rozmyślań oraz dla rozmyślań samego Baudrillarda: "terroryzm, taki jaki jest, w swej absurdalności i swoim nonsensie, jest wyrokiem i potępieniem, które nosimy wypisane na czole"[31].
     Tak więc francuski filozof nie widzi w globalizacji żadnych szans na poprawę naszego położenia oraz na zwiększanie naszych możliwości (jakkolwiek pojętych), a co za tym idzie - nie widzi żadnych szans na eliminację terroryzmu. Odmienne stanowisko prezentuje, jak wspomniano już we wstępie, Zygmunt Bauman.
     W Baumanowskich rozważaniach nad semantyką wydarzeń z 11 września najistotniejsze wydaje się postawienie tezy o symbolu końca ery przestrzeni[32]. Bauman - tak jak Baudrillard - wiąże oczywiście zamach terrorystyczny na World Trade Center z globalnością. Z tym że koncentruje się on na problemie negacji terytorium, likwidacji wszelkich granic, w konsekwencji czego mamy do czynienia z nieistnieniem miejsca, w którym można by się poczuć bezpiecznie, ale także z nieistnieniem miejsca, które można by jakkolwiek naruszyć: "wydarzenia 11 września uprzytomniły nam z całą oczywistością, że nikt, niezależnie od tego, czy jest zasobny, czy z natury powściągliwy, czy dlatego, że dzieli go dystans, nie może już odciąć się od reszty świata"[33]. To klarownie uświadamia bezwzględność procesów globalizacyjnych.
     Zdaniem Baumana rozwiązanie kwestii terroryzmu i wojny z nim będzie możliwe tylko wówczas, gdy ukonstytuuje się globalna arena polityczna, która nie dopuści do "amerykańskiej samowoli", zajadle zresztą krytykowanej przez Baudrillarda. W dniu dzisiejszym nie dysponujemy globalną areną polityczną. Stąd odczuwa się rozbieżność między strategiami politycznymi, a samą globalizacją, której - z braku stosownych narzędzi - nie da się okiełznać czy kontrolować w sposób konstruktywny. Propozycja Baumana zarysowuje więc o wiele ciekawsze perspektywy niż ta, którą przedstawił Baudrillard.

Summa sumarum

     W swej filozofii kultury Jean Baudrillard wychodzi z założenia, że wegetujemy w świecie, który całkowicie wykreowały media. Jedyne, czego doświadczamy, jedyne, do czego mamy dostęp to zniekształcana przez nie informacja. W sumie to medialne impulsy wygenerowały wydarzenia z 11 września 2001 roku oraz nie-wydarzenia Wojny w Zatoce i wojny afgańskiej.
     Skok wydarzeń w wirtualność, symulację intensyfikuje je, potęguje, słowem - fałszuje, wydarzenia stają się nie-prawdziwe, hiperrealne, ale swoją nieprawdziwość skrywają pod maską realności. Zdaniem Baudrillarda zapanowała nie rzeczywistość, lecz jej złudzenia, iluzje, pozory, które z jednej strony wyzerowują sensy, a z drugiej - tworzą ich nadmiar, lecz spada na nie popyt[34]. Świat ugrzązł w przesycie banału, absurdalnej konsumpcji, orgii bezsensownych znaków, które pożarły tak wydarzenia z 11 września, jak i kuwejcką wojnę. Ugrzązł po prostu w stanie, w którym, jak twierdzi sam filozof, "nic nie wymknie się precesji symulakrów"[35]. Zaś niegdysiejsze społeczeństwo wchłonęła obojętna, inercyjna, bezimienna i milcząca masa, w cieniu której obecnie wszyscy się znajdujemy zdominowani przez przedmioty i szczwane symulacje.


[*]Tekst opublikowano w witrynie "Granice Rzeczywistości"
[1]Por. Bauman Zygmunt, Kubicki Roman, Zeidler-Janiszewska Anna: Humanista w ponowoczesnym świecie: rozmowy o sztuce życia, nauce, życiu sztuki i innych sprawach, Poznań 1997, s. 74.
[2]Bauman, Zygmunt: Społeczeństwo w stanie oblężenia, przeł. Janusz Margański, Warszawa 2006, s. 22.
[3]Baudrillard, Jean: Przed końcem, przeł. Renata Lis, Warszawa 2001, s. 24.
[4]Por. Baudrillard, Jean: Duch terroryzmu. Requiem dla Twin Towers, przeł. Renata Lis, Warszawa 2005, s. 5.
[5]Por. Baudrillard, Jean: Pakt jasności. O inteligencji Zła, przeł. Sławomir Królak, Warszawa 2005, s. 99.
[6]Por. Baudrillard, Jean: Wojny w Zatoce nie było, przeł. Sławomir Królak, Warszawa 2006, s. 12-13.
[7]Baudrillard, Jean: Duch terroryzmu..., wyd. cyt., s. 15-16.
[8]Por. Tamże, s. 37.
[9]Tamże, s. 11.
[10]Por. Baudrillard, Jean: Pakt jasności..., wyd. cyt., s. 112.
[11]Baudrillard, Jean: Duch terroryzmu..., wyd. cyt., s. 7.
[12]Tamże, s. 8.
[13]Por. Baudrillard, Jean: Pakt jasności..., wyd. cyt., s. 99.
[14]Por. Baudrillard, Jean: Duch terroryzmu..., wyd. cyt., s. 42-43.
[15]Por. Tamże, s. 47.
[16]Por. Tamże, s. 20.
[17]Por. Baudrillard, Jean: Wojny w Zatoce..., wyd. cyt., s. 106.
[18]Por. Tamże, 106.
[19]Baudrillard, Jean: Duch terroryzmu..., wyd. cyt., s. 25-26.
[20]Tamże, s. 19-20.
[21]Por. Tamże, s. 30.
[22]Tamże, s. 35.
[23]Baudrillard, Jean: Pakt jasności..., wyd. cyt., s. 102.
[24]Do czynników implozywnych wobec kultury (poza mediami i terroryzmem) Baudrillard wlicza także "milczącą większość" - masy niszczące społeczeństwo. Funkcjonują one na zasadzie czarnych dziur - likwidują znaki, treści, SENS. Zrodziły je bowiem media, czy precyzyjniej - środki masowego przekazu (zob. Baudrillard, Jean: W cieniu milczącej większości, albo kres sfery społecznej, przeł. Sławomir Królak, Warszawa 2006).
[25]Dość ryzykownie zabrzmi stwierdzenie, że media sprawiają, iż reklama niejako zawłaszcza terroryzm. Niemniej sądzę, że jest ono adekwatne do tego, co proponuje Baudrillard.
[26]Baudrillard, Jean: Duch terroryzmu..., wyd. cyt., s. 32.
[27]Por. Tamże, s. 33.
[28]Por. Tamże, s. 36.
[29]Por. Tamże, s. 66-68.
[30]Tamże, s. 101-102.
[31]Tamże, s. 107.
[32]Por. Bauman, Zygmunt: Społeczeństwo w stanie oblężenia..., wyd. cyt., s. 104.
[33Tamże, s. 105.
[34]Por. Baudrillard, Jean: W cieniu milczącej większości, albo kres sfery społecznej..., wyd. cyt., s. 38.
[35]Tamże, s. 112.

do góry


główna anthropos? teksty autorzy recenzenci archiwum