główna anthropos? teksty autorzy recenzenci archiwum
Wojciech Pałasz
Akademia Medyczna

STAROŚĆ - pomyłka genetyczna czy dar Boga?
(Komparatystyka genetyczno - egzegetyczna)?[*]


     Czas. Bezlitosny pożeracz dni. Jego upływ powoduje, że zachodzą zmiany - pomiędzy jednym oglądem świata a drugim dostrzegamy różnice zewnętrzne, lecz przecież także sami ulegamy wewnętrznej zmianie - niedostrzegalnej jednak z punktu widzenia obserwującego. Czas upływa, lecz nierównomiernie. W kontekście otaczającej nas natury, czas płynie w sposób cykliczny - kolisty, rytmem powtarzających się zjawisk przyrody, przez co świat wydaje się nie starzeć; inaczej czas ludzki, którego linearny charakter, warunkuje niepowtarzalność pojedynczej ludzkiej egzystencji. Tylko raz się rodzimy, raz jesteśmy młodzi, tylko raz się starzejemy i umieramy - taki jest rytm naszej dynamiki życiowej[1]. Czym tak na prawdę jest w jego kontekście starość? Jaki jest sekret długowieczności? Czy Bóg jest tylko Wielkim Genetykiem?
     Starość ma wiele definicji. Najogólniej ujmując jest rozłożonym w czasie, postępującym zmienianiem się organizmu od stadium narodzin do śmierci. To, co w potocznym, literackim znaczeniu nazywamy starością - jest wtórnym, symbolicznym makroopisem etapu ludzkiej egzystencji - czymś innym jednak, niż faktyczny stan wewnętrznych procesów degeneracji/regeneracji tkanek konkretnego organizmu. Jest głównie zanikaniem zdolności do samoodnawiania się tkanek[2] i tym samym zmniejszaniem się ich ilości. Świadomość faktu, że bycie starcem ma kontekst nie tylko socjologiczny, filozoficzny, czy literacki właśnie - ale niesie za sobą stadium fizycznego zniedołężnienia organizmu, diametralnie potrafi zmienić naszą optykę. Starzenie staje się wtedy, szeregiem narastających dolegliwości ciała pozostających domeną fizjologii i geriatrii. Tekst ten nie będzie jednak medyczną analizą zjawiska starości, a raczej przeciwnie - próbą przekroczenia horyzontu aktualnych faktów naukowych.
     Wiadomo, że większość komórek ludzkiego organizmu obumiera w ciągu życia i musi się stale odtwarzać z czegoś co moglibyśmy nazwać "pra" - komórkami. Może się to jednak dziać tylko w około 50 cyklach (jest to tzw. liczba Hayflicka), określająca skończoną liczbę podziałów genetycznych tych komórek, co wyznacza graniczną liczbę lat życia organizmu[3]. Wynika to ze zjawiska skracania telomerów, czyli końcówek chromosomów - jako nośników materiału genetycznego, podczas każdego podziału komórkowego[4]. Oczywiście potencjalna ilość tych odnowień może zostać skrócona przez szereg czynników takich jak: choroby, działanie wolnych rodników, czy ogólnie błąd w procesie replikacji DNA, a wtedy organizm jako makrostruktura zbudowana z uszkodzonych mikroelementów - zaczyna się starzeć i umierać. Może też zajść zjawisko innokierunkowe - mianowicie nagłe, nadmierne namnażanie się bardzo młodych komórek organizmu, powstałych z wyczerpujących się, ale jeszcze samoodtwarzających podjednostek. Mamy wtedy do czynienia z procesem nowotworowym, który (w kontekście chronobiologii), mógłby hipotetycznie być interpretowany jako spaczona próba regenerowania się organizmu. Jako taki natomiast, byłby pozostałością zamierzchłego procesu samoodmładzania się ludzkiego ciała, utraconego w toku uszkodzenia DNA Pra - Przodka. Nieśmiertelność komórek nowotworu (dla którego kresem paradoksalnie jest dopiero śmierć gospodarza), wynika z jego zdolności do włączania i wyłączania w określonej kolejności pewnych genów komórkowych[5] - dokładne podpatrzenie mechanizmów tej selektywnej aktywacji genów, mogłoby dać nam klucz do długowieczności. Na obecnym etapie wiedzy jest to jednak proces zbyt złożony, aby go opisać.
     Przyczyną największych dolegliwości starczych jest jednakże przede wszystkim - postępujące ubywanie i degenerowanie się komórek nerwowych mózgu prowadzące do stanu, który medycyna określa otępieniem starczym. Mózg starzejącego się człowieka traci dziennie około 10 000 neuronów[6]! To coraz większe pustoszenie powiązanych ze sobą sieci neuronalnych, jest jak przerzedzanie ogromnego sadu, w którym miejsce zakorzenionych razem drzew zajmuje miałki piasek tkanki łącznej i miażdżycy cholesterolowej, rozrywającej spoistość i integralność obszarów pamięci. Stąd też niektórzy badacze mózgu uważają, że przedłużenie życia do ponad 140 lat jest z zasady niemożliwe, chyba że opracuje się metody zapobiegające obumieraniu neuronów albo umożliwiające ich regenerację[7]. Starość to zapominanie, zatrzymywanie się w połowie wykonywanej dawniej - automatycznie niemal, najprostszej czynności codziennego życia. To także coraz bardziej leniwe i niespójne procesy myślowe, płynące po bezustannie degenerujących się z wiekiem łączach neuronalnych, zmiana cech osobowości, zapadanie się w siebie i narastające zastyganie niesprawnego ciała. Wydaje się jednak, że to tu właśnie - w ludzkim mózgu, najważniejszym narządzie ludzkiego ciała - ukryta jest potencjalna możliwość zatrzymania procesu starzenia się, a może nawet pokonania śmierci. Jak już przed wiekami pisał o jego znaczeniu Hipokrates: Ludzie powinni wiedzieć, że nasze odczuwanie przyjemności, wszelka radość, śmiech i wesołość, podobnie jak ból, troska i zgryzota i nasze łzy - wszystko to pochodzi z mózgu i tylko z mózgu. I stąd twierdzę, iż mózg jest tłumaczem świadomości. Pomimo tylu stuleci badań, narząd ten pozostaje jednak w ogromnym stopniu nie poznany, a jego możliwości są przez człowieka nadal wykorzystywane w zaledwie 10%.
     Wciąż obserwujemy wydłużanie się średniego wieku przeżycia ludzi, który przykładowo w 1900 roku wynosił 47 lat, a obecnie już około 75 lat, czyli uległ prawie podwojeniu. Szacuje się, że na świecie żyje obecnie 600 milionów[8] ludzi w wieku starości, czyli powyżej 65 roku życia, a w 2020, liczba ta wzrośnie do 1 miliarda z czego na Polskę ma przypadać 9 milionów ludzi. Z pewnością sprzyja temu rozwój medycyny i techniki, dzięki którym człowiek jest obecnie w stanie lepiej dbać o dobrostan swojego organizmu, a nawet wymieniać jego wadliwe części na zdrowe. Wiele z dawniej nieprzekraczalnych barier zostało przełamanych i obecnie bliscy jesteśmy hodowaniu in vitro ludzkich tkanek i narządów, a nawet kopiowaniu niepowtarzalnej sekwencji ludzkiego genomu. Jest on zestawem instrukcji zawartym w jądrze każdej komórki ludzkiego ciała, a jego pełny skład został już poznany na początku tego wieku: DNA w pojedynczej ludzkiej komórce jest złożony z 3,1 miliarda par nukleotydów[9]. Osiągnięcia naukowe powodują przedłużanie ludzkiego życia, ale tak naprawdę jest to tylko wydłużanie ludzkiej starości - wszczepienie młodego serca nie zatrzymuje postępu starzenia się organizmu jako całości - i to właśnie jest aktualną granicą naszych możliwości, wyznaczoną przez bezlitosne prawa genetyki.
     To bowiem właśnie spirala DNA tworząca geny, jest miejscem zapisu potencjalnej długości życia jednostki ludzkiej umiejscowionej w komórkach tzw. zegara biologicznego, wyznaczającego rytmy życia organizmu: dobowe (jak temperatury ciała, szybkości bicia serca, snu, itp.), a także życiowe (jak zabawa, praca, prokreacja, itd.). Choć jego tykania nie usłyszymy we własnej głowie, a także nie wiemy na którą godzinę, którego dnia jest nastawiony[10], odmierza precyzyjnie upływający czas, fazy i rytm naszego życia. Badaniem tego zegara zajmuje się chronobiologia, poszukująca prawideł jego funkcjonowania i powiązania z wewnętrznymi pod - zegarami wszystkich komórek organizmu, zwanych chrononami. Istnieje szereg teorii starzenia się, z których dla kontekstu tego tematu, jedna wydaje się szczególnie interesująca.
     Zegarowa teoria starzenia zakłada istnienie Jednostki Centralnej[11] - czyli nadrzędnego "programu" wbudowanego w część mózgu nazywaną podwzgórzem, a także istnienie w poszczególnych komórkach organizmu ich własnych zegarów wewnętrznych zsynchronizowanych z Jednostką Centralną. Ich poznanie mogłoby dać odpowiedź na pytanie o przewidywaną długość ludzkiego życia już w momencie narodzin osobnika, a być może nawet, przy dalszym postępie nauki - możliwość "przeprogramowywania" zegara biologicznego. To pozwoliłoby na zatrzymanie procesu starzenia się ludzkiego ciała, które jest wielkim, poddającym się jednak przeróżnym regulacjom, biochemiczno - hormonalnym mechanizmem. Bo skoro zegar ten można przyspieszać, tak jak ma to miejsce w przypadku progerii - wciąż jeszcze tajemniczej, uwarunkowanej genetycznie choroby, powodującej przyspieszone starzenie się organizmu - teoretycznie realny byłby proces odwrotny, zjawisko antygerii, czyli "niestarzenia". Interesujące wydają się przykładowo ostatnie doniesienia na temat resweratrolu, substancji odkrytej m.in. w czerwonym winie, która w badaniach laboratoryjnych wydłużała znacząco życie poddanych jej działaniu myszy - poprzez uaktywnianie jednego z genów (SIRT1) blokowała zjawisko apoptozy (zaprogramowanego genetycznie "samobójstwa" komórek)[12].
     W istocie nie jesteśmy zaprogramowani żeby umrzeć, ale by żyć - przynajmniej na tyle długo, aby się rozmnożyć. Dzięki odkryciu genów kontrolujących proces starzenia się, będziemy w przyszłości w stanie spowolnić je lub mu zapobiec[13]. Być może odkryte zostaną powiązania neurohormonalne, dzięki którym wydłużanie ludzkiego życia stanie się tak łatwe, jak wizyta w solarium i ekspozycja na specjalne "promieniowanie życia", lub codzienne przyjmowanie niewielkiej tabletki - substytutu eliksiru młodości i długowieczności. Może taki właśnie jest sekret biblijnych matuzalemów i chleba życia, który kto spożywa, ten ma życie wieczne. No właśnie, czy starość jest zjawiskiem koniecznym, czy nie moglibyśmy jej spowolnić, lub do jej zaistnienia nawet nie dopuścić - a może ludzie już kiedyś to potrafili?
     Jedyna, Niepowtarzalna i Doskonała sekwencja kodu genetycznego Pra-Przodka, dawała być może kiedyś ludziom dłuższe życie. Sprawne działanie mechanizmów kopiująco - naprawczych genów było gwarantem długowieczności człowieka do momentu, w którym na pewnym etapie historii ludzkości pojawiła się jakaś, niewielka nawet pomyłka genetyczna. Doszło do przekazania nieprawidłowej, zmutowanej kopii materiału genetycznego - tego par excellance genu starzenia wszystkim komórkom potomnym[14]. Na przestrzeni tysięcy lat i miliardów kolejnych replikacji uszkodzonego DNA, ten niewielki błąd mógł spowodować katastrofalne następstwa i stać się właśnie powodem skrócenia życia ludzkiego. Zaskutkowało to pojawieniem się "nowych" dla człowieczego rodu zjawisk: starzenia się organizmu, starości i w końcu umierania. Ponieważ podczas przekazywania materiału genetycznego, jedna z podwójnej nici DNA zostaje zachowana a druga jest dosyntetyzowywana (tzw. zasada semikonserwatywności), jesteśmy w stanie analizując ludzkie DNA "cofać się w czasie" i częściowo rekonstruować przebieg wydarzeń z przeszłości (mutacje) oraz naszkicować drzewo filogenetyczne naszego Pra - Przodka (tzw. "Ewa mitochondrialna")[15]. Czy z pomocą genetyki jesteśmy jednak w stanie wytłumaczyć najpowszechniej poznane świadectwa ludzkiej długowieczności o jakich wiemy z Księgi Ksiąg? Weźmy zatem do jednej ręki księgę Gen - esis, a do drugiej podręcznik Gen - etyki i spróbujmy odnaleźć rajską Ewę oraz utracony przez nią dar długowieczności.
     Oto w zapisach biblijnych[16] znajdujemy zadziwiające świadectwa niezwykłej długości życia niektórych potomków Adama i Ewy, sięgającej nawet kilkuset lat. Z punktu widzenia Boga czas zdaje się bowiem nie istnieć - jest on poza nim, wieczny i nieskończony - potrafi więc także zatrzymać proces starzenia się i wydłużać ludzkie życie. To co dla człowieka jest epoką, dla bytu wyższego może być zaledwie chwilą, ale przecież nie zmienia to faktu, że to jednak czas naszego życia jest z punktu widzenia każdego z osobna, najważniejszy i wszyscy chcieliby żyć jak najdłużej. Dlaczego by nie dwieście, lub trzysta lat - a może wiecznie? Dla osób wierzących obietnica ta spełniła się już w osobie Nowego Adama - jedynego człowieka, który pokonał śmierć na zawsze i który sam wskrzeszał ludzi już umarłych, w tym samego siebie. Nie mamy wiedzy w jaki sposób tego dokonywał - dzięki czemu możemy co prawda mieć wiarę, ale jakże kuszące (o mea culpa!) jest zapytanie, czy zjawisko to mogło polegać na jakiejś modyfikacji i rewitalizacji określonych fragmentów DNA?
     Wpływ czynników środowiskowych na ludzki genom nie może zostać przeceniona. Poruszamy się wśród wielu niezauważalnych czynników mutagennych, w naszpikowanej zmodyfikowaną genetycznie żywnością rzeczywistości, w dymie papierosowym i wielkoprzemysłowym, poddawani rozmaitym promieniowaniom i działaniom pól magnetycznych, przechodzimy mutacje genowe, o których zachodzeniu w danej chwili nawet nie wiemy. Najgorszymi wrogami dla naszego DNA są jednak organizmy tak stare jak stary jest świat - wirusy, najbardziej nieprzewidywalne czynniki mutagenne. Być może przez nie właśnie powstały kiedyś "geny śmierci", odpowiedzialne za skrócenie czasu ludzkiego życia. I choć wszystko co stworzył Bóg było dobre, pierwsze kichnięcie Ewy w raju - w końcu łatwo dostać grypy kiedy chodzi się stale nago - mogło zapoczątkować lawinę mutacji genowych, przez którą ludzie utracili długowieczność i zaczęli się starzeć. Zobrazujmy to nieco alegorycznie, a czytając trochę "między" biblijnymi wersetami, uzyskamy wyjaśnienie tego co zaszło w Raju. W kontekście mitologicznym bowiem, opowieść o pierwszym grzechu jest mitem o utracie długowieczności, starzeniu się i umieraniu Rodzaju Ludzkiego. Może warto jednak ulec pokusie i spróbować wytłumaczyć go, wysuwając hipotezy z pogranicza naszej aktualnej (i przyszłej) wiedzy o genetyce. A zatem...
     Oto pod wpływem pierwszej w dziejach ludzkości "reklamy" owoców drzew, a było to na nieszczęście dla Ewy nie - zwykłe ogrodowe, lecz Drzewo Poznania Dobra i Zła, Dystrybutor rajskich owoców osiągnął sukces marketingowy. Kobieta sięga po kusząco opakowaną - jednak jak byśmy powiedzieli w powyższym kontekście naszej opowieści, genetycznie (wirusowo?) skażoną żywość i traci swoją długowieczność. Łamiąc boskie rozporządzenie na temat konsumowania i pielęgnacji przetworów owocowo - warzywnych "firmy" EDEN, zapada na pierwszą, nieznaną dotąd ludzkości dolegliwość - starość. Ale pamiętajmy, że oprócz tego Drzewa Śmierci, było jeszcze w ogrodzie drugie drzewo - święte Drzewo Życia Wiecznego, z którego owoców Bóg nie zakazał pierwszym ludziom jeść (i zapewne jedli), dzięki czemu mieli nieśmiertelność, której posiadania sami się nawet nie domyślali. Owoce te musiały zatem zawierać jakąś substancję życia - co oznacza, że ich nieśmiertelność wymagała dostarczania czegoś "z zewnątrz". Niestety, żeby zapobiec tej reanimacji do długowieczności naszych niepokornych przodków, Wielki Genetyk wygnał ich za karę z Raju, a owoce Drzewa Życia zostały przez niego zabezpieczone na wieki, tak by człowiek nie wyciągnął ręki swej i nie zerwał owocu także z drzewa życia, i nie jadł, a potem żył na wieki![17] - będąc równym bogu. Odtąd zapadł człowiek na najgorszą, śmiertelną chorobę swojego życia, starość właśnie. Nie była to jednak starość tak wczesna jak obecnie - wybrani bowiem, dożywali nawet i 969 lat...(Matuzalem). Prawdziwej rewolucji długości istnienia dokonał jednak spadkobierca rajskiego Drzewa Życia - Ten, który otrzymał moc pokonywania więzów śmierci. Idźmy zatem odważniej dalej, wertując karty Pisma i nauki o genach.
     Zakładając, że Chrystus był nieśmiertelną istotą, która wcieliła się w ludzkie - starzejące się ciało[18], można spekulować inne odczytanie znaczenia tzw. Ostatniej Wieczerzy, w trakcie której zachodzi obrzędowe udzielenie pokarmu dającego właśnie życie wieczne. Oto Chrystus podaje apostołom swoje ciało i krew nakazując im jego spożycie, jako warunek i zadatek nieśmiertelności, którą on i na razie tylko on, nosi w sobie. Lecz nie dosłownie przecież, bo podając im chleb - tak przynajmniej im się wydaje; bowiem w tym nośniku być może jednocześnie aplikuje apostołom nieznaną substancję boskiej nieśmiertelności tak aby nie pomarli, ale mieli życie wieczne. Być może jest to nakarmienie owocem z rajskiego Drzewa Życia Wiecznego, przywracającego utraconą przed wiekami długowieczność. To, że z medycznego i naukowego punktu widzenia, dochodzi właśnie do doustnego zaordynowania jakiegoś "panaceum", wydaje się w tym zapisie szczególnie istotne. Ułatwia także późniejsze powtarzanie tego "zabiegu", na Jego pamiątkę i dalsze rozdzielanie nieśmiertelnej siły, już tym razem przekazywanej "od" kolejnych pokoleń apostołów. Warunkiem sine qua non tego miraculum, jest jednak przystąpienie do stołu, czyli oralno - pokarmowe przyjęcie "chleba" życia wiecznego. Bo przecież równie dobrze apostołowie mogli odprawić inną czynność magiczną - na polecenie Mistrza zatańczyć lub wdychać jakieś ziele, lecz oni ni mniej ni więcej zostali czymś "nakarmieni", lub innymi słowy: zaszczepieni contra vim mortis - czyli przeciwko sile śmierci! Może nastąpiła w ich genomach, jakaś reaktywacja pierwotnego kodu genetycznego DNA długowieczności, którą przyniósł im ów Wybawiciel Od Więzów Śmierci, naprawca błędu Ewy. Jednak do dziś nie wiemy jak to było możliwe - w ich przypadku nie oznaczało przecież długowieczności istnienia fizycznego ciała lecz jak wierzymy, nieśmiertelność po uwolnieniu się z niego[19] na "tamtej" stronie. Aczkolwiek, jeśli mieliby pójść od razu w ślady swojego Mistrza, ich ziemskie powłoki - te matryce osobistego DNA, musiałyby przecież ulec takiej samej re - animacji, a groby pozostać puste. Choć z drugiej strony, tak naprawdę nie wiemy czy tak się właśnie nie stało...
     Wracając jednak z tej fantastycznej podróży do Raju z powrotem na ziemię - starość pozostaje ciężką, uwarunkowaną genetycznie i nieuleczalną "chorobą" ludzkości, wciąż jeszcze prowadzącą do śmierci. Kim moglibyśmy być uzyskując nieśmiertelność - ten kamień filozoficzny jakiego przez wieki poszukiwali magowie, alchemicy, lekarze[20]? Docieramy w tym momencie do zasadniczego, choć retorycznego pytania jakie zadaje lekarzom każdy wiekowy i zarazem schorowany pacjent - po co istnieje starość? Być może pojawienie się starości i śmierci miało zapobiec nadmiernej kumulacji ludzi na tej ciasnej planecie. A może zapobiegło nadmiernemu wykorzystywaniu wiedzy groźnej dla tego autodestrukcyjnie nastawionego organizmu, tak łatwo ulegającego pokusie władzy i wywyższania się ponad inne stworzenia we wszechświecie. Długowiecznością zostało obdarzonych przecież zaledwie kilkunastu wybrańców i byli to ludzie nieprzeciętni o nadzwyczajnych umiejętnościach i ważnej roli do spełnienia; jej moc respektował także Platon pisząc w swoim Państwie o sprawowaniu władzy wyłącznie przez starców. Zbyt powszechne gromadzenie wiedzy, mogłoby zatem być zagrożeniem w tej jak wiemy, utopijnej cywilizacji mędrców. Podobnie przecież rajscy rodzice zostali ukarani za chęć posiadania wiedzy równej boskiej. Notabene, chyba już pora powoli kończyć te genetyczno - egzegetyczne poszukiwania i domysły. Dlatego, choć może trochę paradoksalnie - jest starość pomimo swych niedogodności swoistym boskim darem dla człowieka, lecz jak mówią starsi ludzie - wyjątkowo się ona Panu Bogu nie udała.
     Konkludując już zatem mariaże genetyczno - ewangeliczne: zaprawdę powiadam wam, gdzieś głęboko w spirali DNA ukryty został przesuwalny ogranicznik czasu człowieczego życia, a także zakresu możliwości jego umysłu bo pojawiła się genetyczna pomyłka - mutacja genów odpowiedzialnych za kodowanie czasu zegara biologicznego ludzkiego mózgu, a skutkiem jej stało się skrócenie naszej egzystencji na tym świecie. Zaistniała tym samym starość, jako ślepa uliczka ewolucji Homo sapiens - i jak dotąd, nie potrafimy znaleźć przeciwko niej lekarstwa:

     - Contra vim mortis non est (ad id tempus...) medicamen in hortis.


[*]Referat został wygłoszony w ramach konferencji na temat starości zorganizowanej przez Uniwersytet Śląski w Katowicach w kwietniu 2006 roku.
[1]A. Kępiński: Melancholia. Kraków 2001, s. 101.
[2]Por. Mała encyklopedia medycyny.
[3]Psychiatria. Pod red. A. Bilikiewicza. Wrocław 2002, t.2, s. 309.
[4]E. Passarge: Genetyka, Warszawa, 2004, s. 180.
[5]J. Medina: Genetyczne piekło, Warszawa 2003, s. 39.
[6]J. Krzyżowski: Psychogeriatria. Warszawa 2004, s. 61.
[7]E. Pöppel, A. Edingshaus: Mózg - tajemniczy kosmos, Warszawa, 2005, s. 52.
[8]J. Krzyżowski, op. cit., s. 25.
[9]J. D. Watson: DNA - tajemnica życia, Warszawa 2005, s.179.
[10]S. I. Witkiewicz: Dzieła wybrane. Dramaty II. Warszawa 1985, s. 258.
[11]Psychiatria. Pod red. A. Bilikiewicza., op. cit., t. 2, s. 310.
[12]D. Sinclair, L. Guarente: Genetyczny klucz do długowieczności, w: Świat Nauki, kwiecień 2006.
[13]D. Hammer, P. Copland: Geny a charakter. Warszawa 2005, s. 277.
[14]E. Passarge: Genetyka, Warszawa, 2004, s. 68.
[15]Ibidem, s. 258.
[16]Por. Księga Genesis, rozdz. 5.
[17]Genesis, rozdz. 3, wersy 22 - 24.
[18]C.P. Thiede: Jezus, człowiek czy Bóg, Warszawa, 2006, s.119.
[19]Por. tzw. Ewangelię Judasza., GW z 18. IV. 2006.
[20]Por. A Szczeklik: Eliksir życia, w: Katharsis, Kraków, 2006, s. 34.

do góry


główna anthropos? teksty autorzy recenzenci archiwum