główna anthropos? teksty autorzy rada recenzentów warszaty naukowe archiwum
Marta Giglok

Między radością a weselem
- kilka słów o biblijnej koncepcji śmiechu

Nie wydawaj duszy na pastwę smutku
ani nie zadręczaj się mędrkowaniem.
Radość serca - to życie człowieka,
a wesołość męża przedłuża
dni jego.
Mdr 31,21-22

     Zapewne ten krótki esej nie wyczerpie tematu śmiechu w Piśmie Świętym i nie odpowie na wszystkie związane z nim pytania. Chodzi raczej o zarysowanie problemu,  wskazanie, być może, pewnej kategoryzacji oraz próbę zestawienia wyników tych zabiegów z teorią uśmiechu Helmutha Plessnera.
     Koncepcja Plessnera jest jedną z najpopularniejszych teorii próbujących badać śmiech w kontekście biologiczno - kulturowym. Co znamienne, Plessner rozróżnia śmiech i uśmiech. Ten pierwszy jest stanem niemalże krytycznym, stanem upadku ducha (na równi z płaczem), gdy zupełnie tracimy nad sobą panowanie i tym samym dotykamy momentu granicznego naszego człowieczeństwa. Uśmiech - zdecydowanie bardziej interesujący badacza -  jest typowo ludzki i może wyrażać wielość naszych stanów ducha. Panujemy nad nim, możemy się go wyuczyć, stworzyć odpowiedni "model" dla określonych sytuacji. Uśmiech to miejsce, przez które wyraża się nasz duch, gdzie przejawia się doskonała jedność naszego ciała i osoby. Śmiech - przeciwnie, jest momentem, w którym ta jedność zostaje zerwana.
     W odróżnieniu od współczesnej humanistyki studia biblijne nie są zbyt zainteresowane badaniem koncepcji śmiechu jaki przedstawia nam Pismo Święte. Kategoria ta wciąż nie doczekała się wyczerpujących opracowań. Właściwie trudno wskazać prace badawcze, które poruszałyby ten problem. Wydaje się nawet, że zarówno wśród uczonych, jak i zwykłych "zjadaczy chleba" pokutuje przeświadczenie, że Biblia to bardzo poważna książka, w której na śmiech nie ma miejsca. Jednak uważna lektura pozwala łatwo zweryfikować tego typu poglądy.
     Człowiekiem, który w swoich pismach wielokrotnie zwraca uwagę na śmiech w Piśmie Świętym jest czeski teolog, psycholog i filozof - ksiądz Tomasz Halik. Nie jest to co prawda wynik rzetelnej pracy biblisty, lecz raczej owoc własnych duchowych przemyśleń nad konkretnymi fragmentami Pisma, jednakże "uśmiechnięte" teksty Halika pobudzają właśnie do refleksji nad miejscem śmiechu w Biblii. Warto więc pójść "halikowym" tropem i rozpocząć te rozważania od przykładów, jakie wskazuje. A są to: uśmiech Sary, zachowanie Apostołów w czasie Zesłania Ducha Świętego oraz sposób nauczania samego Jezusa.
     Pierwszy z nich zostaje przywołany w kontekście opowieści o człowieku wierzącym, który z powodu życiowych nieszczęść utracił wiarę w możliwość życia pozagrobowego. Smutny, pełen niedowierzania uśmiech Sary (Rdz 18,12), "która nie miewała już przypadłości właściwej kobietom", jest jej reakcją na wieść, że pomimo swoich podeszłych lat zostanie matką. Ma on w sobie coś z ochronnej maski, zakrywającej zranienia i prawdziwe problemy. Dobrze mieści się w koncepcji Plessnera - Sara nie traci panowania nad sobą, nie doświadcza "upadku ducha". Jej uśmiech jest smutną chwilą zadumy nad własnym nieszczęściem, w kontekście złożonej przez Wędrowców obietnicy[1].
     W homilii na Uroczystość Zesłania Ducha Świętego Tomasz Halik przywołuje kolejny przykład biblijnego śmiechu. Jak podają Dzieje Apostolskie (rozdz. 1,15-17, 20-26[2]), napełnieni Duchem uczniowie zachowywali się tak, że niektórzy obserwatorzy uważali, że opili się oni młodym winem - byli więc zapewne weseli, rozluźnieni, pełni humoru[3].
     W biblijnym rozumieniu samo wino jest trunkiem pochwalanym jako ten, który rozwesela serce człowieka. Spełnia ono bardzo ważną funkcję - z jednej strony jest codziennym napojem (bez którego nie może się obejść żadna uroczystość - wesele w Kanie), z drugiej -  jest również używane w obrębie kultu. Z nim wiąże się określenie "weselić się" -  obejmujące w sobie śmiech, beztroską zabawę, taniec. Jest ono synonimem radości typowo ziemskiej: z dobrych zbiorów, małżeństwa, urodzenia dziecka. Jeżeli bliżej przyjrzeć się tekstom biblijnym, łatwo dostrzec, że w sytuacjach szczęścia używane są dwa określenia - właśnie owo "weselić się" oraz "radować się". To drugie jest o tyle charakterystyczne, że jest używane zawsze w kontekście boskiej interwencji - "raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy" (Łk 1,47) - zaśpiewa Maryja w Magnificat, "uradowali się zatem Uczniowie gdy ujrzeli Pana" (J 20,20), czy "sławcie Boga z radością wszystkie ziemie" - jak zawoła Psalmista w psalmie 66. Biblijna radość ma w sobie coś ze zdumienia, zachwytu nad Bożą wszechmocą, z postawy uwielbienia za wysłuchane prośby i zesłany z nieba ratunek. Jest przeżyciem łączącym w sobie zarówno to, co ziemskie jak i to, co duchowe, niebiańskie. Wskazuje na ruch wertykalny - Bóg zniża się do człowieka, wchodząc w jego historię, człowiek wznosi się ku Bogu w uwielbieniu. W tym kontekście "wesele" będzie określeniem mającym bardziej charakter horyzontalny, dotyczącym przede wszystkim ludzi i ich stosunków między sobą. Zestawiając ze sobą te dwa określenia łatwo zauważyć, że w Piśmie przeważa element radości. Są nią przepełnione nie tylko Ewangelie, będące już z samej nazwy "dobrą, radosną nowiną", lecz także Stary Testament, gdzie słowo "radość" pojawia się zdecydowanie częściej niż "wesele". Warto również zauważyć, że stosując taki podział Pismo rozmija się już zupełnie z koncepcją Plessnera. Biblijne kategorie trudno zmieścić w jego podziale, ponieważ wyrastają z zupełnie innego kontekstu kulturowego. Czerpiąca z chrześcijaństwa kultura europejska nie jest prostą kontynuacją kultury semickiej, w jakiej nauczał Chrystus, gdyż istnieje zapośredniczenie orędzia Ewangelicznego poprzez kulturę grecką i rzymską, w jakich działały pierwsze wspólnoty Kościoła oraz kultury ludów barbarzyńskich, z których wywodzą się współczesne ludy Europy.
     Przesiąknięta religijnością kultura żydowska będzie z jednej strony zdecydowanie poszukiwała kategorii mogącej uchwycić ten szczególny rodzaj radości, jakiego doświadcza człowiek głęboko poruszony i przesiąknięty sacrum, a z drugiej - kategorii, która odda także specyficzny charakter świętowania "świeckiego" (jeżeli było ono w tych warunkach w ogóle możliwe). Biblia opowiadająca przecież od samego początku historię zniżania się Boga do człowieka i Jego wejścia w ludzkie życie, w oparciu o to założenie ukształtuje swoje rozumienie słowa "radość". Będzie ono oznaczało przeżycie stricte religijne, łączące w sobie elementy uwielbienia, modlitwy i wdzięczności. Najlepszym przykładem literackim tak rozumianej "radości" są kantyki, zarówno te starotestamentalne - pieśń Żydów wychodzących z niewoli egipskiej, pieśń Debory i Baraka -  jak i nowotestamentalne - przywoływany już Magnificat, Benedictus oraz Kantyk Symeona. Są one mocno zakorzenione w tradycji codziennie odśpiewywanej modlitwy żydowskiej, gdzie do najważniejszych tekstów należało Shema ("Słuchaj Izraelu") oraz Czternaście Błogosławieństw. Wspominają one wielkie dzieła Boga względem Narodu Wybranego i przypominają o nieustannej potrzebie dziękczynienia za nie.
     Inaczej widział to Plessner, dla którego głównym problemem było rozważanie ludzkiego uśmiechu jako gestu łączącego w sobie sferę psychiki i osobowości oraz sferę cielesności, badanie tego jedynego w swoim rodzaju połączenia, które wyraża się poprzez mimikę twarzy. Jego teoria jest typowym przykładem myślenia europejskiego - opartego na nienaruszalnych fundamentach biologicznych doświadczeń, a jednocześnie próbującego zgłębić tajemnicę ludzkiego ducha. Co ważne, brak tutaj odwołań do sfery sacrum czy konkretnego systemu religijnego. Jest natomiast pewna specyficzna antropologia, zakładająca możliwość rozdziału elementu psychicznego w człowieku od jego cielesności. Staje się to w sytuacji niepohamowanego śmiechu, w którym następuje "zerwanie związku między ciałem a osobą w rezultacie utraty samokontroli[4]". To samokontrola, którą mamy, sprawia że jesteśmy jednością. Istnieją momenty, w których ta jedność zostaje zaburzona i choć zdajemy sobie sprawę z naszego stanu, jednak nie możemy w żaden sposób wpłynąć na nasze ciało. Jest to koncepcja zupełnie obca myśleniu biblijnemu, zarówno w ujęciu semickim jak i greckim (św. Paweł). Żydowska antropologia postrzega bowiem człowieka jako niepodzielną całość, w której przenikają się sfery cielesności (basar), psychiczności (kefesz) czy wreszcie ducha (ruah), będącego ludzkim, wewnętrznym mieszkaniem Boga. Dla świata semickiego w teorii Plessnera następuje zbyt mocny rozdział w samej istocie ludzkiej. Poza tym nie oddaje ona wszystkich stanów pośrednich duszy człowieka, a przede wszystkim odbiera elementowi duchowemu, konstytuującemu go, wszechobecność i ciągłe istnienie. Boski ruah - duch, utożsamiany z tchnieniem, jakie Bóg daje Adamowi w ogrodzie Eden, jest przecież tym, co sprawia, że jesteśmy ludźmi, i nigdy nie może być nam odebrany.
     Zbliżając się powoli ku końcowi tych rozważań warto zwrócić jeszcze uwagę na pewną okoliczność, o której wspomina przywoływany wielokrotnie ksiądz Tomasz Halik. Brak myślenia abstrakcyjnego, tak znamienny dla Bliskiego Wschodu, sprawia, że całość nauczania żydowskiego posiada formę anegdotyczną, przypowieściową -  jak to widzimy w przypadku nauczania Jezusa - a więc przepełnioną humorem. Nie będą tu ważne wypracowane abstrakcyjne pojęcia, lecz odniesienie do rzeczywistości, do konkretu codziennego życia[5]. Te krótkie historyjki muszą zaciekawić, zaintrygować odbiorcę tak, ażeby chciał ich słuchać, a jednocześnie przekazać mu jak najwięcej treści. Humor stosowany w ten sposób nie może być oczywiście zaliczony do biblijnego rozumienia "radości", będzie się on raczej sytuował po stronie "wesela", choć może najlepiej byłoby uznać go za odrębny typ, specyficzny po prostu dla nauczania ustnego w ówczesnych warunkach.
     Tak więc rozważając teksty Pisma Świętego pod kątem zawartej w nich koncepcji śmiechu należy zwrócić przede wszystkim uwagę na dwie wyróżniające się kategorie: "radości" oraz "wesela". Pierwsza z nich będzie wyrażała specyficzny stan ducha, który staje się udziałem ludzi prawdziwie wierzących. Jest on połączeniem zachwytu, wdzięczności oraz zdumienia, zakłada głęboki kontakt z istotą boską oraz zaufanie. Kategoria druga, nazywana przez autorów natchnionych "weselem" oznacza zaś to co śmiało możemy nazwać szczęściem doczesnym: śmiech, taniec, spotkanie z przyjaciółmi, obfitość jedzenia i napoju, wolność od trosk dnia codziennego, chorób, smutku i ciężkiej pracy. Ten podział nie wyczerpuje jednak całości tematu "biblijnego śmiechu". Wciąż pozostaje sporo sytuacji i wypowiedzi nie mieszczących się w jego ramach, jak np. opowieść o "uśmiechu Sary", czy humor zawarty w nauczaniu Jezusa.
     Zestawiając ze sobą koncepcje biblijną i teorię Plessnera dostrzegamy ich zupełną do siebie nieprzystawalność. Posługując się innymi kategoriami dotykają zupełnie różnych sfer ludzkiego życia. Wyrastają z nieprzystawalnych do siebie wizji świata oraz człowieka. Pierwsza z nich powstawała bowiem w świecie, dla którego oczywistym była jedność istoty ludzkiej we wszystkich jej aspektach, druga zaś ujrzała światło dzienne w kulturze pokartezjańskiej, w której ta jedność została rozbita już tak dawno, że egzotycznym wydają się być próby połączenia pozostałych po niej elementów w jedną całość.


[1] T. Halik, Noc spowiednika. Paradoksy małej wiary w epoce postoptymistycznej, tłum. A. Babuchowski,  Księgarnia św. Jacka, Katowice 2005, s. 219.
[2] Wszystkie cytaty biblijne za: Biblia Tysiąclecia, wyd. piąte, Pallotinum, Poznań 2003.
[3] T. Halik, Zacheuszu. Kazania na niedziele i święta, tłum. A. Babuchowski, Wydawnictwo WAM, Kraków 2006, s. 205.
[4] H. Plessner, Pytanie o conditio Humana: wybór pism, wyb., oprac. i wstępem opatrzył Z. Krasnodębski, tłum. M. Łukasiewicz, Z. Krasnodębski, A. Załuska, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1988, s. 199.
[5] T. Halik, Przemówić do Zacheusza., tłum. A. Babuchowski, Wydawnictwo WAM, Kraków 2005, s. 60.

do góry


główna anthropos? teksty autorzy rada recenzentów warszaty naukowe archiwum