główna anthropos? teksty autorzy rada recenzentów warszaty naukowe archiwum
Zbigniew Kadłubek

Ziemia z uśmiechu Eumenid.
Temat genius loci jako filozofia hikezji

Sie lieben das alte, das antike, das römische Rom, sie lieben
die Foren mit ihrer zerschlagenen Größe, sie lieben den Blick
am Abend über die alten Hügel, über die Zypressen,
die einsamen Pinien [...].
Wolfgang Koeppen: Der Tod in Rom[1]

     1.
     Zanim przejdę do pewnej sceny w jednej z najrzadziej czytanych i komentowanych tragedii Sofoklesa, chciałbym przedstawić kilka uwag wprowadzających do tematu geniusza miejsca, tematu, do którego wracam już po raz czwarty, ale teraz w nowym nastroju duchowym i z nowym nastawieniem metodologicznym, które nazwałbym palinodycznym, wracam, by zrewidować kilka wcześniejszych konstatacji.
Jak pisze Tadeusz Sławek w eseju pt. "Miasto zapomniane przez Boga i ludzi. I fragment z Horacego" - genius loci wyprowadza nas "poza doraźność"[2]. Autor mówi wprawdzie w tym passusie głównie o doraźności przedmiotów, ale ja się zatrzymam na rzeczowniku "doraźność", ponieważ bardziej w całym moim wywodzie będzie mnie interesował podmiot niż rzeczy. Doraźność, czyli teraźniejszość obcowania ze światem, obecność hic et nunc w kontakcie z ruchem i dynamiką Stworzenia, może być istotna (oraz istocząca?) - i dla rzeczy, i dla ludzi - ale nigdy nie jest w ostatecznej perspektywie życiorodna i życiodajna. Dlatego genius loci jako aspekt przekraczania doraźności, czyli przemijania, jest formą transcendowania przestrzeni oraz czasu, a nawet - rzekłbym śmiało, antycypując późniejszy wątek poniższej refleksji wysnuty z mądrości Sofoklesa - transcendowania ludzkiego losu, rozumianego jako coś koniecznego (a więc wojującego z najważniejszą, konstytutywną kondycją ludzką, tj. wolnością).
     Stąd moje rozumienie oddziaływania geniusza miejsca zaczynam teraz formułować jako spoiwo-twórczą więź z całym światem i całym kosmosem, ale poprzez i dla człowieka. Bez człowieka nie tylko nie ma krajobrazu, jak powiada Siegfried Lenz[3], sądzę, że bez człowieka nie ma miejsca, nie ma locus. I wracam do myślenia radykalnie rzymskiego o genius loci jako przejawie religijności, a cześć dla geniusza praktykuję jako pobożność. Tutaj - jak widać coraz dalej odchodzę od myślenia dyskursywnego, od tzw. dyskursu obiektywnego - a zbliżam się do doświadczenia, praktyki, jakiegoś działania łącznego sił idących od cielesności i od duchowości (od ciała i ducha). Dociekanie, czym staje się dla człowieka obecność genius loci, jest praktyką oikologiczną, czyli taką, która w centrum refleksji stawia dom i relacje domu do reszty świata. Oikologia jest także ekologią - te słowa tak naprawdę są tym samym, gdy zwrócimy uwagę na grecką etymologię. Zwróćmy w tym miejscu uwagę, że oikologia jest szczególnym wyrazem filozofii zadomowienia w świecie, w świecie jako krajobrazie i swojej okolicy jako świętym okręgu, w stronach rodzinnych, Heimacie, humanistycznie pojętym regionie. Albo, mówiąc innymi słowami - słowami Tadeusza Sławka z cytowanego już eseju - trzeba by pojmować "krajobraz jako domostwo [...] życia"[4]. Oikologia przeto jest nie tyle ludzką wiedzą, znawstwem przedmiotu domu (jaki przynależy do profesji inżyniera czy architekta), co raczej teologią domostwa.

     2.
     Refleksja oikologiczna popada w pozadyskursywność, niewerbalność, wyraża się w tęsknocie (a zatem w uczuciu, a nie w myśli czy akcie woli). Może też przybierać postać kreacji utopijnych albo skłaniać się ku jakiejś teorii przyjaźni (posuniętej aż do rewolucyjnej idei społeczeństwa bezklasowego). Wzniośle wyraża to poniższe zdanie wyjęte z opowiadania Andrieja Płatonowa zatytułowanego "Rodowód majstra":

Tęsknił za jakimś oderwanym, kojącym życiem nad brzegami gładkich jezior, gdzie przyjaźń przemieniałaby wszystkie słowa i całą przemądrzałość życia.[5]

     We fragmencie tym Płatonow mówi dobitnie o tym, że życie w przymierzu z jakimś duchem wodnej potęgi, ale i łagodności jezior może pozwolić człowiekowi doświadczać spójności z całością życia i przyczynić się tym samym do wyjścia poza dyskursy, poza werbalność, poza "przemądrzałość życia" do harmonijnego stanu przyjaźni. W innym fragmencie tego samego opowiadania Płatonowa oikologiczny trop wiedzie także do przyrody:

[...] w naturze było coś cichego i smutnego, jakieś siły działały nieodwracalnie.[6]

     Ten z ducha romantycznego wywodzący się topos smutku natury - kieruje naszą myśl na powagę przestrzeni. Energia wypromieniowywana z dookolnej sfery życia działa jak gdyby fatalnie. Fatalnie w tym sensie, że jest częścią ludzkiej doli i niedoli. Działa bez wiedzy i udziału sił ludzkich. Posiada znamiona autokratyczności - a jej moc naturalna jest mocą duchową. Takie miejsce - może być niegościnne, groźne, niebezpieczne - ale wciąż pozostaje jeszcze MIEJSCEM. Człowiek może podjąć jakiś dialog z taką okolicą, może szukać sojuszu z landszaftem tego rodzaju. Czym jednak są dla człowieka nie-miejsca?

     3.
     Pojęciem "nie miejsca" (franc. non-lieux, wł. nonluogo, niem. Nicht-Ort) posłużył się jako pierwszy Marc Augé. Wyniki badań Augé’ego znalazły swoich zwolenników we Włoszech i w Niemczech - i tam też miała miejsce szeroka recepcja publikacji francuskiego etnologa. Szczególnym zaś powodzeniem cieszyła się jego książka "Orte und Nicht-Orte. Vorüberlegungen zu einer Ethnologie der Einsamkeit" (Frankfurt am Main 1994). M.in. Karl Schlögel, profesor Uniwersytetu Europejskiego Viadrina we Frankfurcie nad Odrą, znawca wytrawny miejsc Europy Środkowej inspiruje się myślą francuskiego badacza. W szkicu pt. "Gorące miejsca, zimne miejsca" Schlögel pisze:

Życie wydaje się rozgrywać właśnie - i coraz częściej - miejscach, które Marc Augé nazwał non-lieux, nie-miejsca. To raczej punkty rozbiegu, prowizoria, miejsca nietrwałe, niezdefiniowane, pozbawione trwałej formy. Nawet nie jest jasne, czy one takiej formy potrzebują; może wystarczy im forma pusta, z wolnym miejscem na spotkanie? Nagi, piaszczysty plac, gdzie kwitną bazary, to taka pusta forma: gdy nadchodzi chwila otwarcia straganów lub wyłożenia towarów wprost na ziemi, ani jeden metr przestrzeni nie zostaje wolny. [...] Prowizoria, w których tysiące ludzi zatrzymują się i poruszają we wszystkie możliwe strony: dworce, lotniska, parkingi, różnego rodzaju hotele, olbrzymie supermarkety, stacje benzynowe, Drive-in, centra handlowe. [...] Każdy wie, że coś się tam ťdziejeŤ, natomiast w centrach gospodarczych, politycznych i kulturalnych mają miejsce decyzje, produkcja, procesy, imprezy kulturalne. Tam jednak wszystko przebrało już pewną, być może ostateczną formę. [...] W non-lieux wszystko ciągle płynie, prowizoryczne, jest w ruchu lub ruchem. Tak rzecz ujmując, to właśnie non-lieux są położone centralnie, to z nich wychodzą najważniejsze impulsy, to tam zdarzają się energie życiowe, to tam wytwarza się ciepło tarcia, które zaopatruje w energię miasta, wspólnoty, przestrzenie.[7]

     Schlögel zatem proponuje odwrócenie perspektywy. Spotkania i nieprzebrane gęstwy krzyżujących się relacji między ludźmi w ruchu - oto nie-miejsce, najbardziej ludzka przestrzeń. Genius loci zatem byłby związany właśnie z gęstwą spotkań: przybyć, oddaleń, przechodzenia. Geniusz ten byłby duchem tych zderzeń indywiduów. Zapewne takie nie-miejsca po jakimś czasie staje się miejscami. A geniusa loci możemy uważać za ducha wędrującego.

     4.
     W niewielkiej zapisce z 10 sierpnia 1944 roku Cesare Pavese nie pozostawia - według mnie - żadnych wątpliwości, co do sakralności greckiej tragedii, gdy pisze: "[...] w tragedii greckiej wszystko jest święte, to znaczy z góry ustalone, chciane przez boga"[8]. Ponieważ temat geniusza miejsca posiada aspekt teologiczny, sięgam po tragedię o Edypie wiążącym siebie z miejscem.
     Οδίπους π Κολων, czyli "Edyp w Kolonos" jest najdłuższą zachowaną tragedią grecką - 1779 wersetów. Sztuka podzielona jest na pięć aktów. Napisał ją prawie dziewięćdziesięcioletni Sofokles na przełomie 407/406 roku przed Chrystusem, wystawiona natomiast została (z powodu trwania uciążliwej dla Aten ostatniej fazy wojny peloponeskiej) dopiero przez jego wnuka, też Sofoklesa w 401 roku. Rzecz dzieje się w leśnej okolicy w attyckim demosie (czyli gminie), nazywanej KolwnoV ippioV (ok. 3 km od Aten). Scena przedstawia drogę, blisko gaju, który był poświęcony Eumenidom - w oddali widać mury Aten. Jest to tragedia, w której nie znajdziemy intrygi. Jej jedność polega na głębszych pokładach porządku etycznego. Trzeba też dodać: właśnie w Kolonos urodził się Sofokles, a więc dramat może być odbierany jako pożegnanie poety z najbliższym sobie światem, z jego "małą ojczyzną". Lasek Eumenid w Kolonos uchodził za miejsce święte dla Ateńczyków, podwaliny grodu: ereisma AJhnwn. Jakby centrum intymne ateńskiej tożsamości. Edyp przychodzi do Kolonos jako błagalnik (ikethV - przychodzi on, wyrzutek tebański, przybywa do poświęconej ziemi jako miasma, czyli zakała, ktoś splamiony najgorszymi przestępstwami - i prosi o łaskawe przyjęcie, obiecując - zupełnie paradoksalnie - w zamian błogosławieństwo. Grzeszny tułacz wzgardzony przez wszystkich staje się bóstwem opiekuńczym, patronem potężnego miasta.
     Filozofię oikologiczną wprowadza Sofokles do swej ostatniej tragedii "Edyp w Kolonos". Jest to sztuka o przybywaniu w gościnę, grzechu i przyjmowaniu do domu. W drugiej scenie pierwszego aktu "Edypa w Kolonos" Sofokles ujawnia właściwości miejsca, do którego zawędrował niewidomy Edyp prowadzony przez swą córkę/siostrę Atenę.

EDYP
Co to za kraina, do której dotarłem?

MIESZKANIEC KOLONOS
Co mi wiadome, powiem wszystko.
Ziemia ta jak długa i szeroka jest poświęcona
Włada nią majestatyczny Posejdon,
A także Tytan Prometeusz, bóg, który przynosi ogień.
Okrąg, w którym stoisz, to podpora tego miasta,
Nazywają ją Progiem Spiżowym Aten
A te błonie nazwę biorą zaszczytną od jeźdźca Kolonosa.
Mojej małej krainy rodzinnej nie opiewają poeci,
Lecz jest za to przepełniona szeptem modlitw.

     Słowo "ereisma" oznacza podwalinę, próg. Absolutne jądro tożsamości. Może też - nieco odchodząc od znaczenia pierwotnego, lecz oddając to słowo bardziej obrazowo - powiedziałbym, że "ereisma" to kamień węgielny, święte świętych dookolnej przestrzeni, serce locus, gęste skupienie wartości. Do tego serca wchodzi zakała świata - Edyp. I zostaje przyjęty. Geniuszami tego miejsca są Erynie, czyli Eumenidy, czyli matki - wielkie strażniczki porządku i tego, że życie jest święte. Tylko Eumenidy się uśmiechnęły do grzesznika. Przyjęły go do swego najświętszego miejsca. Edyp w tym sanktuarium ateńskim obwieszcza światu - jako przybywający błagalnik - że miejsce święte przyjmuje dobrego i złego tak samo.
Aleksandra Kunce pisze:

Istotne w miejscu staje się patrzenie, wzrok innego. Patrzenie jest odczuwalne. Tworzy świat ustanawiający więzi między patrzącym a światem, tworzy przestrzeń między patrzącymi.[9]

     W gaju Eumenid Edyp, który jest ślepcem, długo nie potrafi ustanowić więzi z przestrzenią kolonejską. Powołuje się kilka razy na oczy Antygony - oczy Antygony to jego oczy, bo ona widzi za niego i za siebie. Jednak oczy Antygony nie pomagają w zadzierzgnięciu przyjaźni ze świętą dla Ateńczyków leśną okolicą. Brak wzroku generuje brak relacji. Konstatacja śląskiej antropolog jest znakomita. Z drugiej strony wewnętrzny wzrok Edypa każe mu szukać więzi poza zmysłami - i wtedy napotyka na relacje duchowe i
Genius loci według Sofoklesa to duch hikezji: czyli bezwarunkowego udzielenia gościny każdemu, gościnności wobec wszystkiego, co przyszło, zostało, zamieszkało. Gaj Eumenid przepełnia żałośliwy trel skowronków, płaczą z płaczącym Edypem. Wszystko się dookoła zieleni - niby tylko topos o nazwie locus amoenus, ale u Sofoklesa to coś więcej - to ten raj na ziemi nazwy rodzinną okolicą. Kraina cierpliwości - i uśmiechu, bo przecież krzewy winne i wawrzyn to uśmiech tej ziemi.


[1] W. Koeppen: Der Tod in Rom.Frankfurt am Main 2001, s. 49.
[2] T. Sławek: Miasto zapomniane przez Boga i ludzi. I fragment z Horacego. W: Genius loci. Studia o człowieku w przestrzeni. Pod red. Z. Kadłubka. Katowice 2007, s. 67.
[3] Pierwsze słowa eseju Lenza: "Landschaft gibt es nicht ohne Menschen". S.Lenz: Von der Wirkung der Landschaft auf den Menschen. In idem: Über den Schmerz. Essays. München 2000, s. 33.
[4] T. Sławek: Miasto zapomniane przez boga i ludzi. I fragment z Horacego. W: Genius loci. Studia o człowieku w przestrzeni. Red. Z. Kadłubek. Katowice 2007, s. 67.
[5] A. Płatonow: Rodowód majstra. Przeł. S. Pollak. In idem: Osada pocztyliońska. Wstęp R. Śliwowski. Warszawa 1968, s. 233.
[6] A. Płatonow: Rodowód majstra..., s. 209.
[7] K. Schlögel: Gorące miejsca, zimne miejsca. In idem: W przestrzeni czas czytamy. O historii cywilizacji i geopolityce. Przeł. I. Drozdowska i Ł. Musiał. Poznań 2009, s. 288-289.
[8] C. Pavese: Rzemiosło życia (Dziennik 1935-1950). Przeł. A. Dukanovic. Warszawa 1972, s. 360.
[9] A. Kunce: Antropologia punktów. Rozważania przy tekstach Ryszarda Kapuścińskiego. Katowice 2008, s. 213.

do góry


główna anthropos? teksty autorzy rada recenzentów warszaty naukowe archiwum