główna anthropos? teksty autorzy rada recenzentów warszaty naukowe archiwum
Magdalena Kłosińska

Nowe bezimienności

     "W każdym najmniejszym choćby obszarze przestrzeni fizycznej i umysłowej - staje się sfera społeczna? To znak jej nadciągającego kresu: energia społeczna ulega odwróceniu, traci swoistość, jej historyczne jakości wraz z jej ideałem zanikają na korzyść konfiguracji, z której ulatnia się nie tylko polityka, lecz w której również wszystko to, co społeczne, pozbawione zostaje własnego imienia. Bezimienność. Masy. Masy (...)"[1]. Wypowiedź Jeana Baudrillarda w pełni odzwierciedla sytuację, którą możemy zaobserwować we współczesnym obrazie społeczeństwa. Apokaliptyczna wizja, która emanuje z wypowiedzi francuskiego socjologa jest namacalna. Kiedyś życie publiczne było zjawiskiem zamkniętym, "ściszonym". Społeczeństwo nadal tworzyło zbiorowość, w której pomimo uczestnictwa w sferze politycznej, intelektualnej, gospodarczej potrafiło nie zacierać swojej indywidualności. Dziś, domy pękają od ilości mieszkańców, do hoteli przybywa wielu obcokrajowców, teatry i kina, centra handlowe a nawet pociągi i autobusy uginają się od tłumu. Jak pisze Jose Ortega y Gasset: "To, co kiedyś nie stanowiło żadnego problemu, a mianowicie znalezienie miejsca, obecnie zaczyna być powodem niekończących się kłopotów"[2]. Przedtem pomieszczenia te nie były pełne, dziś wszędzie czujemy się osaczeni przez tłum. Jednocześnie zastanawia fakt, niemożności znalezienia pojedynczego miejsca dla siebie, jak również to, że wszystkie instytucje są pełne, a nawet przepełnione. Zdumiewa także obraz, który ewokuje niekończący się widok masy. Przeraża fakt, że istniejący wcześniej samotny tłum, rozproszony w małe grupy osiągnął charakter globalny w niemal każdej dziedzinie, która określała jednostkowość czy podmiotowość pojedynczego człowieka. Pojawienie się masy zrodziło niezróżnicowanie. Każda pojedyncza osoba stała się taka sama jak Inni[3]. W konsekwencji straciła swoją tożsamość. Fakt utraty tożsamości można zaobserwować chociażby w uniformizacji społeczeństwa. W tłumie jednostka stała się istotą dziką oraz niewolnikiem instynktów, które zmuszają tą jednostkę do noszenia ubioru zgodnego z apetytem masy. Należy podkreślić tu fakt, że ubranie jest samo w sobie systemem znaczenia. A zatem dziś moda stanowi kolejny element, który masa wykorzystuje by odzierać z odrębności każdą jednostkę. Nadaje jej poczucie "tacy sami jak wszyscy". Wraz z tym stwierdzeniem ugruntowuje się wizja społeczeństwa jako zbioru ludzi niczym się nie wyróżniających. W efekcie dezindywidualizacji jednostka stała się anonimowa. A nawet zostało jej w ten sposób odebrana możliwość alienacji czy inności.
     Historycznie i socjologicznie uwarunkowane "punkty widzenia" powinny wyznaczać możliwości poznawcze grup, społeczności czy epok. Tymczasem od momentu pojawienia się masy wszelki horyzont poznawczy stał się niemożliwy. Poprzez rewolucję en masse nastąpiło zahamowanie przeobrażeń, nowych perspektyw. Niemal każda dziedzina, która składa się na sfery społeczne została zmiażdżona przez masy. Wszystko co szczególne, indywidualne i inne straciło sens. Na miejsce wyżej wymienionych cech zaczęło się liczyć to, co jest identyczne, odkształcone, bez wyrazu, jakiekolwiek. Widoczne jest to szczególnie na przykładzie mody. Jeśli żurnal opisuje strój za pomocą mowy, robi to po to by przekazać pewną informację, której treścią jest moda. Można powiedzieć, że rozprzestrzenianie się mody poprzez żurnale (w większości przez tekst czy ikoniczność) przybrało masowy charakter. Niemal połowa kobiet regularnie czyta publikacje wyłącznie poświęcone modzie. A zatem opis ubioru, a nie jego wykonanie stało się faktem społecznym, co więcej ubiór niezaprzeczalnie stanowi element kultury masowej - podobnie jak powieści, popularne komiksy czy kino. Nie tylko dlatego, że przekazuje wielkim masom identyczne treści i rozprzestrzenia jednolite formy. Oprócz tego moda en masse zajęła miejsce projektantów. Jest dyktatorem, który narzuca powtarzalny styl. W popularnych czasopismach dla kobiet strukturalna analiza ubioru skutecznie przygotowuje inwentarz ubioru realnego. W konsekwencji, wyznaczony model szybko ukierunkuje masowo gust każdego z czytelników na identyczny. Nikt nie chce brać już odpowiedzialności za ubiór, który sam w sobie już jest systemem znaczenia. Skoro każdy żurnal odwołuje się do społecznie określonej publiczności mas, celem nie jest już wyróżnienie jednostek. Wręcz przeciwnie odarcie ich z wszelkich elementów znaczących, tym bardziej z różnicy. W odniesieniu do wcześniejszych czasów, kiedy pojedyncze jednostki dyktowały trendy chodziło oto by stworzyć korpus rozsądnie nasycony wszystkimi możliwymi różnicami. Znaki stroju miały się nie powtarzać. Tym, co miało tworzyć sens, musiało wręcz być rzadką cechą. Chodziło o wzbudzenie pożądania jednostek w stworzeniu nowej wyróżniającej je tożsamości. Wcześniej równoważność mody, a raczej tego co się nosi było uzależnione od dwóch kategorii: modne/ niemodne. Jednak to właśnie było wystarczające by moda uprawomocniła swoją władzę. Jej zmienność umożliwiła wejście w relacje ubiór-świat. Tymczasem dziś społeczeństwo pożąda uniformizacji. Dominuje chęć upodobnienia się do drugiej osoby. Chodzi wyłącznie o to by zniwelować wszelkie różnice.
     Pojawienie się takiej kategorii jak różnica umożliwiło uobecnianie się jednostki w społeczeństwie. Różnia[4] nie jest ani słowem ani pojęciem. Jest swoistym sensem, który określał indywidualizm każdej poszczególnej osoby. A zatem podmiot, który staje się częścią masy traci swoją obecność. W efekcie nie posiada żadnego rozpoznawalnego desygnatu. Różnica pomagała zobaczyć jednostce swoje odbicie, ustawiała ją w stosunku "jedności w wielości". Dzięki temu człowiek mógł wyodrębnić własną indywidualność z całego istnienia. Pozwoliło to na odróżnienie "ja" od "nie-ja". Następnie prowadziło to dalej do odczucia jedności własnej osobowości. Natomiast masy, jak pisze Jean Baudrillard: " nie są odbiciem społeczności, ani same nie znajdują w niej swego odbicia - to zwierciadło społeczności, natrafiając na nie, rozpryskuje się (...)"[5]. Zatem człowiek, który należy do masy nie posiada żadnego wyrazu, nie przegląda się w sobie. Nie istnieje w dyskursie przedstawicielstwa, jest bezimienny. W rezultacie jest wykorzystywany we wszelkich sondażach. Poddaje się go badaniom opinii, czy referendum. Poprzez kontrolowane pytania i odpowiedzi pada łupem diagnoz. Staje się głową statystyczną, z której wyliczana jest arytmetyczna średnia. A zatem zniewolenie jednostek w masie przez statystyki zmienia ludzi w postacie abstrakcyjne. Fakt ten pokazuje również, że wraz z ujednoliceniem ludzkości jakakolwiek kultura (dawniej określana wysoką) staje się zbędna nie tylko dlatego, że nikt już nie czuje potrzeby odnajdywać taką w społeczeństwie, ale również dlatego, że w społeczeństwie masowym będzie stanowiła zagrożenie dla zuniformizowanego człowieka. W masie nie znajdzie się jednostkowych doznań. Występuje w niej absolutny zanik ambicji w odczuwaniu wyższych wrażeń duchowych. Człowiek masowy zaprojektowany został na doznawanie uczuć krótkich i gwałtownych. Potrzebuje rozrywek, które pozwolą mu na krótko i szybko oderwać się od nudy codziennej egzystencji. Już Stanisław Ignacy Witkiewicz[6] w swojej epoce zauważał symptomy nadchodzącej masy. W jego mniemaniu pierwszym krokiem do niwelacji różnic społecznych jest ujednolicenie. Według niego stan ten spowodowany jest, między innymi przez udoskonalenie środków komunikacji i porozumiewania się. Dawniejsze kultury w stosunku do dzisiejszych były bardziej izolowane. Dziś nie jest możliwe utrzymanie jakiejkolwiek formy indywidualizmu, gdyż od razu jest on wchłaniany przez masę.
     Zniwelowanie różnic zniweczyło wszelką wybitność i wielkość. Masa wyciągnęła swoje macki po władzę. Co gorsza może je na chwilę cofnąć, ale by z większą jeszcze siłą wyciągnąć tysiące nowych i potężniejszych. W celu zagarnięcia i skradzenia jeszcze to nowych tożsamości. Masa nie ma społecznych idei, wszystkie niszczy swoją nicością. Dlaczego? Czyżby strach przed staniem się kimś szczególnym był aż tak traumatyczny? Tyrania mas doprowadziła do zniewolenia umysłów. Odebrała jednostkom władzę, a przy tym aktywność twórczą. W efekcie sprawiła, że kultura obniżyła swój poziom. Nawet zdawałoby się przedstawiciele Inteligencji poprzestali na zwykłych rozrywkach. Z ignorancką postawą nie wykazują cienia zainteresowania wyższą sztuką. Teraz człowiek masowy ze spokojem przejrzy bezmyślnie gazetę, posłucha również nałogowo radia i wreszcie swoiście zmęczony zaśnie po wstrząsach płytkiego, przeważnie kinowego obrazu. Dzisiejsza sztuka jak pisze Baudrillard: "stała się obrazoburcza, nowoczesny ikonoklazm nie polega już jednak na niszczeniu obrazów, lecz na ich fabrykowaniu, mnożeniu obrazów, w których nie ma nic do zobaczenia (...)"[7]. Sztuka zawłaszczona przez masy zaczęła namnażać obrazy pozbawione jakichkolwiek konsekwencji o charakterze estetycznym. A zatem nastąpił kres przedstawienia, kres estetyki, kres samego obrazu w powierzchniowej i powierzchownej wirtualności ekranów. Człowiek masowy ogłupiony monotonną egzystencją, trawiony wieczną nudą będzie pogrążać się w mechanicznym, redukującym go całkowicie do sfery cielesnej życia.
     Spotkanie z Innym przestało mieć cokolwiek wspólnego ze słodyczą współbycia.To, że człowiek jest z gruntu istotą społeczną znaczy, że zawsze znajduje się pośród innych ludzi. Tymczasem w dzisiejszym społeczeństwie nie jest możliwy do spełnienia podstawowy warunek zaistnienia jednostki - separacji. Podczas separacji wykształca się autonomiczna tożsamość. Bez niej człowiek jest tylko elementem Całości - Systemu. Nie posiada on samego siebie, lecz jest w posiadaniu. Tylko odseparowana jednostka jest zdolna do spotkania z Innym. Co więcej jako "osobna tożsamość" potrafił dostrzec zagrożenie swojej suwerenności. W masie nie ma czasu na samotność, egzystencja upływa wraz z rytmem szarego tłumu. Przestał się liczyć "każdy osobny człowiek" (every-man), liczą się "wszyscy" (everybody). Obecnie "wszyscy" to tylko masa.
     Rzeczywistość zaczęła przypominać świat po katastrofie. Społeczeństwo znalazło się w momencie kryzysu. Przepowiednie tego zmierzchu znakomicie obrazują fragmenty z utworu Eliota[8] - The Waste Land (Ziemia Jałowa)[9]: "Nierzeczywiste Miasto, pod mgłą brunatną zimowego świtu, Tłum płynął po Moście Londyńskim tak wielu (...)", "Ja pokażę Ci coś, co różni się tak samo", "Tu samotności nawet w górach nie ma", "Kto jest ten trzeci, który zawsze wędruje przy Tobie? Kiedy liczę, jesteśmy tylko ja i Ty, ale kiedy patrzę tam, na białą drogę jest zawsze jeszcze ktoś (...)", "Mów do mnie. Czemu ty nigdy nie mówisz? No mów. O czym ty myślisz? O czym myślisz? O czym? Ja nigdy nie wiem, o czym myślisz (...)". Z powyżej wymienionych fragmentów, które stanowią potwierdzenie na panujący obecnie kryzys, jeden szczególnie przykuwa uwagę. Wystarczy tylko początek wersu - "Mów do mnie (...)", a od razu słychać, to co ewokuje. Masa pozbawiła jednostkę mowy. Podmiot, który zatracił się w masie jest skazany na milczenie. Jak pisze Baudrillard: "milczenie to ma jednak charakter paradoksu - to nie jest milczenie, które nie mówi, lecz milczenie, które zakazuje mówienia w jego imieniu (...)[10]. Co więcej paradoks tego milczenia polega też na ugruntowanej przez masę strategii. Doprowadza jednostkę do bierności i uczestnictwa, do milczenia i do głosu jednocześnie. Z tym, że głos ten został stłumiony i nic już nie znaczy. Milczenie staje się już nie do zniesienia. Społeczeństwo doprowadziło do stanu, gdzie nie ważne już jest co ktoś myśli jako osobne indywiduum. Ludzie nawet jeśli coś mówią, nie zwracają na to uwagi. Nie ma dla nich znaczenia co mówi Inny. Masa zdegradowała poczucie jakiegokolwiek dialogu. W społeczeństwie masy mowa przeobraziła się w bełkot. Powyższą diagnozę można skomentować słowami Eliota, który napisał w jednym ze swoich utworów: "I tak właśnie kończy się świat, I tak właśnie kończy się świat - nie hukiem, ale skamleniem"[11]. W nowej rzeczywistości jakość przechodzi w ilość. Nie będzie już ludzi stanowiących odrębne jednostki. Będzie tylko jednolita masa. Nie ma indywiduów. Dziś za słowo indywiduum musimy podstawić w ogólnym równaniu ludzkości pojęcie "masa" i pomnożyć w dodatku przez nieokreślony współczynnik. Czy ludzie osiągną w nim poczucie szczęścia? Za tak wielką cenę redukcji swojej tożsamości?


[1] J. Baudrillard, W cieniu milczącej większości, przeł. Sławomir Królak, Warszawa 2006, s. 28.
[2] J. Ortega Y Gasset, Bunt mas, przeł. Piotr Niklewicz, Warszawa 2004, s. 8.
[3] Terminu "Inny" używam za E. Levinasem.
W "Całości i nieskończonościpisze Levinas: "Różnica nie jest różnicą, Ja jako inne nie jest Innym" przeł. M. Kowalska, Warszawa 1998, s.23).
[4] Termin pochodzi z koncepcji J. Derridy, właściwie tłumaczony jest jako różnia (Differance) w tłum. J.Skoczylas. Zostaje on użyty przeze mnie w celu uzasadnienia wątku w niniejszej pracy.
[5] J. Baudrillard, W cieniu milczącej większości, przeł. Sławomir Królak, Warszawa 2006, s.14.
[6] St. I. Witkiewicz, O zaniku uczuć metafizycznych w związku z rozwojem społecznym, W: Nowe formy w malarstwie i wynikające stąd nieporozumienia. Szkice estetyczne, Warszawa 2002.
[7] J.Baudrillard, Spisek sztuki, przeł. Sławomir Królak, Warszawa 2006, s.51.
[8] Zacytowane niechronologicznie przeze mnie fragmenty, posłużą mi do udokumentowania tez.
[9] T.S. Eliot, Ziemia jałowa, W:Poeci języka angielskiego, przeł. Czesław Miłosz, Warszawa 1974,tom II, s.254.
[10] J. Baudrillard, W cieniu milczącej większości, przeł. Sławomir Królak, Warszawa 2006, s.31.
[11] T.S.Eliot, Wydrążeni ludzie, W: Poeci języka angielskiego, przeł. Czesław Miłosz, Warszawa 1974, tom II, s.283.

do góry


główna anthropos? teksty autorzy rada recenzentów warszaty naukowe archiwum