główna anthropos? teksty autorzy rada recenzentów warszaty naukowe archiwum
Dariusz Kulas

Europa. "Czy chcesz iść razem? Lub iść przodem? Lub iść samopas?"

     41.
     "Czy chcesz iść razem? Lub iść przodem? Lub iść samopas?... Trzeba       wiedzieć, cz e g o s i ę  ch c e  i  ż e  s i ę  ch c e . Cz w a r t e  pytanie sumienia"[1].

     Pytania, które postawił Friedrich Nietzsche, są w swej wymowie ponadczasowe i w jakimś sensie mogą posłużyć do konstruowania europejskiej tożsamości, a także do podjęcia refleksji o kryzysie tożsamości Europy w czasach współczesnych. W ten dyskurs o Europie wpisuje się Edmund Husserl pisząc o kryzysie kultury[2], jak i Hans-Georg Gadamer próbujący określić dziedzictwo Europy[3]. Wspólnym tropem, w którym upatrują europejskiej tożsamości i Ducha europejskiego, są nauki humanistyczne. Można to określić szerzej, chodzi o specyficzny namysł europejski, czyli o filozofię, jak i człowieczeństwo oparte na rozumie jako instancji porządkującej i uprawomocniającej.
     Nauki dla Europejczyka stały się prawdą, uwzględniającą wątpliwości, ale w końcu je przekraczającą, stały się fizykalistycznym obiektywizmem bez pytania o sens istnienia, stały się bytem bez pytania o bycie[4]. Co prawda zapomnienie, zagubienie istoty sensu w praktyce prowadzi do postępu w nauce, w szczególności naukach przyrodniczych. Ale postęp naukowy nie jest postępem w myśli o człowieku. Rozwój technologiczny jest dehumanizacją człowieka, kiedy nie jest powiązany z człowieczeństwem, kiedy nie jest "prostopadły" do człowieka, to jest wchodzący z nim w korelacje i wypracowujący punkty styczne. Kiedy rozwój technologiczny staje się jedynie rozwojem równoległym stanowi zagrożenie na polu indywidualności człowieka, bowiem nie odnosi się do jego niepowtarzalnego bytu. Napięcie, które determinuje jednostkę może być zniwelowane przez wypracowanie zbiorowej tożsamości, opartej na wspólnotowości. Jednocześnie ta europejska zbiorowość, w swej głębokiej strukturze, jest polem wydobywania indywidualności jednostki. I w takim złożeniu powstaje pytanie o zadanie przed jakim staje Europa. Gdzie mamy szukać podstaw tożsamości europejskiej, skąd czerpać budulec? To znaczy, co ma być tym narzędziem eksploracji indywidualności i zbiorowości. Czym operować w podjęciu tak zorganizowanej struktury?
     Europa jako zbiorowość myślenia rozumiana w sensie językowym jest różnością, ta różność dotyczy również kultury, która nie stanowi monolitu, jak pisze Gadamer:

Wspólność ta polega przede wszystkim na tym, że Europa jest całością wielojęzykową, składającą się z różnorakich narodowych kultur językowych. Wszelki wgląd w przyszłość świata i rolę, europejski świat kulturowy może odegrać poprzez swe nauki humanistyczne, musi wyjść od tego, że Europa jest tworem wielojęzykowym[5].

     I w innym miejscu autor Dziedzictwa Europy pisze:

Wobec wielości rodzajów naukowości, która w kulturowych językach i kulturach językowych wszystkich narodów wydobywa się z ich własnej tradycji i skarbnic, to właśnie inność, ponowne poznanie siebie samych, ponowne spotkanie z innym w języku, sztuce, religii, prawodawstwie i historii jest tym, co może nas doprowadzić do prawdziwej wspólnotowości[6].

     Dlatego dla Gadamera ta wielość jest nieusuwalna i nie można jej rugować za pomocą jednego języka, który byłby pewnym prostym zbiorem słów, bez uwzględniania owego Ducha Europy, który m.in. wypływa z wielości dyskursów. To, co funduje tożsamość europejską to nauki humanistyczne, to w nich jest możliwość uchwycenia owego Ducha Europy. A uchwycenie Ducha odbywa się w języku, a raczej w językach. To fundowanie jest istotowe, gdyż w naukach humanistycznych zwracamy się ku człowiekowi, jego wymowie jako bytowi wśród innych bytów, podchodzimy do niego z pietyzmem, ale również nie chcemy obedrzeć go z tajemnicy, by zobaczyć to, co zakryte, chcemy jego nieskrytości jako ustawicznego wydobywania. 
     Powstaje więc pytanie o język Europy, to znaczy o stawianie na określony zbiór pojęć konstytuujących namysł europejski - taki słownik finalny, gdyby użyć tu pojęcia Richarda Rorty'ego[7]. Tak - Europa musi przyznać się do takiego słownika finalnego, gdyż on zaświadcza o specyfice namysłu europejskiego. Jest to wzorzec myślenia, matryca odciskająca się na tożsamości europejskiej, jest tym, co odróżnia Europę od reszty. Nie można w ramach pewnej poprawności politycznej udawać się wciąż do Cannosy, aby potwierdzać swoje błędy wobec świata.
     Dla tożsamości europejskiej pytanie o bycie wspólne to przede wszystkim pytanie odsłaniające podziały między samymi Europejczykami. Czy naród jest prymarny i jest tym, co wybrzmiewa w każdym działaniu i namyśle? Czy może jest tak, że Europejczycy potrafią budować swą tożsamość na pewnych filarach, ideach, wartościach pochodzących z różnych stron Europy, a może z odmiennej jakości jaką stanowi oświeceniowa Europa? Można zapytać wprost czy tradycja chrześcijańska może być uzupełnieniem ducha myśli oświeceniowej i czy wzajemne uzurpacje można zastąpić Heideggerowskie zatroskanie? Czy na poziome obywatela jest odczuwalna Europa jako coś wspólnego w dziedzinie kultury niematerialnej? Czy odwoływanie się do tradycji greckiej, rzymskiej, chrześcijańskiej, oświeceniowej nie jest tylko dla współczesnych martwym przypisem, praktyką bez namysłu, refleksji, schematem bez wartości? Czy partykularność w życiu społeczeństw europejskich jest rzeczą samą w sobie w sprzedawaną w opakowaniu solidaryzowania się z innymi? Czy XX\XXI wiek nie jest przykładem w praktyce realizacji samolubnych celów człowieka? A ta samolubność nie jest szlachetna, dostojna jak chce Nietzsche, nie jest godnością, ale miałkością wynikającą z porzuceniem wartości jakichkolwiek i uczynienia z nich jedynie narzędzia praktycznego do uzyskiwania i zaspakajania swoich małych celów. Czy możliwe jest scalenie Europejczyków w jakieś idei wspólnej, czy taką ideą mogą być instytucje europejskie, czy takie instytucje mogą się sprawdzić w organizmie europejskim, czy jest konieczne to dopełnienie w sferze ducha Europy? Na co można wskazać jako absolutną podstawę tożsamości europejskiej i czy coś takiego jeszcze współcześnie obowiązuje? Co  scalałoby wielość Europy w jeden monolit? Albo inaczej - co uniemożliwiałoby scalenie w imię różności?
     Niewątpliwie taką podstawą jest rozwój nauki i filozofii - przynajmniej tak mogłoby się wydawać - ale właściwsze jest ujęcie z perspektywy bycia nauki i filozofii, pomijając tu wzajemne zależności i uwarunkowania. Bycie w swej wymowie uobecnia nam właśnie naukę i filozofię, nie niesie ze sobą tego złowrogiego rozwoju w tym sensie, że jesteśmy zawsze na początku drogi, rozwój przekreśla stan obecny, rzutuje nasze oczekiwania w przyszłość, rozwojowi towarzyszy brak skupienia i refleksyjnego zatrzymania myśli. Otwarcie na bycie jest kwintesencją myśli europejskiej. Bo jest to otwartość właśnie na człowieka, na jego jestestwo, które ukonstytuowane jest jako bycie-w-świecie. Ta europejska tożsamość, wspólnotowość i indywidualność autonomiczna człowieka może współegzystować w ten sposób, jak analizuje to Heidegger odnośnie powszedniego bycia Sobą i Się:

Właściwe bycie Sobą nie opiera się na jakimś odciętym od Się stanie wyjątkowym podmiotu, lecz jest pewną egzystencyjną modyfikacją Się jako istotowego egzystencjału[8].

     Człowiek domaga się prawdy, tożsamość ma być taką właśnie prawdą a nauka i filozofia jest jej zwierciadłem, jednak odbicie lustrzane jest pewnym przekłamaniem/złudzeniem, podjęciem gry między prawdą a fałszem. W zwierciadle zachodzi relacja między tym, co prawdziwe z tym, co prawdziwe nie jest. Jednak zwierciadło pokazuje, że nieprawdziwe też "jest". Odsyła to do innego dylematu do Parmenidejskiej drogi prawdy i mniemań. Tak jak Europę możemy postawić przed lustrem, tak również może ona znaleźć się na Parmenidejskim trakcie. Parmenidejskie pytanie o byt przekształca się w pytanie o europejską tożsamość. Nauka i filozofia jest jak parmenidejska bogini Dike[9]. To oznacza, że dzierży w swej władzy klucze do prawdy. Podobnie filozofia i nauka w stosunku do Europy dzierży klucze do jej tożsamości. Parmenides Platona dotyka w swym głębokim namyśle relacji między jednym a wielością, co można podjąć w pytaniu o tożsamość - o jej jedność bądź fragmentaryczność. Parmenidejskie pytanie o byt i nie-byt można przetransponować na pytanie o tożsamość -  czy tożsamość jednolita jest faktem, czy jej nie ma. I z tak postawionym problemem stajemy w obliczu bogini, która objawia prawdę:

Powinieneś więc wszystko to poznać:
Prawdy wspaniale przekonującej niewzruszone oblicze,
Śmiertelnych mniemania, którym brak prawdziwej pewności.
Wszelako i te znać będziesz, ponieważ takowe mniemania założyć
Należało, przemierzając wszystko we wszystkim[10]

     To objawienie jest wskazaniem na trzy drogi: prawdy, fałszu i mniemania, ale również na trzecią drogę jako poznanie wszystkiego we wszystkim. I tak też przebiega opowieść o europejskiej tożsamości.
     Czy kryzys tożsamości europejskiej nie jest powodowany egzaltacją, gdy odnosi się z jednej strony do drogi prawdy, a z drugiej strony do drogi fałszu? Czy wyzwoleniem nie jest tu podążanie parmenidejską drogą wielości, aby możliwe było rozpoznanie tożsamości europejskiej w różnorodności kultury Europy? Tak, aby różnice nie byłby wykluczające i antagonistyczne, ale by były traktowane w sposób jednoczesny, tak jak czytamy u Platona w rozważaniach dotyczących bytu i nie-bytu:

A odkąd wszystkich rzeczy światłem i nocą nazwane zostały,
I te co podług swych mocy wzajemnych u tych i u tamtych,
Tak wszystko pełne jest światła i nocy mrocznej zarazem,
Równych sobie wzajemnie, bo w żadnej z nich nie ma niczego[11]

     Gdzie "światło" i "noc" nie przedstawiają się jako nicość, są wzajemnie równe, i dlatego są bytem[12].
Podjęcie wysiłku europejskiego na rzecz jednej Europy wymaga uznania tych działań, które uchodzą w mniemaniu świata za kontrowersyjne, chodzi tu o naczelność kultury europejskiej i jej patronat nad innymi kulturami. Ta prymarna zasada ma ukonstytuowanie w dziedzictwie europejskim. Przy całej krytyce owego stanu należy jasno stwierdzić, że tylko europejski namysł wygenerował coś takiego, jak ciekawość innego. Europa nie była obojętna na spotkanie obcego. Oczywiście można wskazać, że ostatnie stulecie było dla Europy jej ostatnią doniosłą rolą, która została zagrana nienajlepiej, pożegnanie z dominacją odbyło się bez owacji. Sam podział Europy na wolny Zachód i zniewolony Wschód nie był niczym szczególnym w przeszłości, jak i przyszłości nie będzie różny, zawsze silniejsi dzielili wpływy np. Święte Przymierze, Kongres Wiedeński, traktat wersalski, zjednoczenie Niemiec, uznanie niepodległości Kosowa. Pytanie zasadnicze brzmi czy poróżniona narodowa Europa może działać wspólnie, czy ta wspólnotowość jest tylko wypełniona nazwami instytucji, które dla zwykłego Europejczyka są tylko nic nieznaczącymi nazwami? Poziom tożsamości europejskiej w obywatelach jest poziomem marginalnym, a duchy wzajemnych animozji wciąż obecne. Czy w ogóle jest nam potrzebna taka wspólna europejska tożsamość odwołująca się do wspólnego dziedzictwa, ale czy jest takie dziedzictwo? Czy dzisiaj takim dziedzictwem może być przywoływana wcześniej nauka i filozofia, czy te dziedziny są dzisiaj wartością zrozumiałą dla współczesnych, czy praktyka wyparła zdolności myślenia? Czy nie jest tak, jak chciał Francis Fukuyama, że nastąpił koniec historii[13], ale historii w odniesieniu do Europy. Europa stała się konsumentem, petentem historii i namysłu, stała się tanim rynkiem zbytu nadprodukcji świata. Jak to ujmuje Clifford Geertz:

Wszyscy jesteśmy na łasce amerykańskich menedżerów finansowych spekulującymi meksykańskimi akcjami, brytyjskich bankierów w Singapurze grających na tokijskich dogrywkach giełdowych. Trzęsienie ziemi w Kobe czy powodzie w Holandii, włoskie skandale czy saudyjskie cele produkcyjne, chiński handel bronią czy kolumbijski przemyt narkotyków wywierają niemal natychmiastowy szeroki i spotęgowany wpływ daleko od swoich źródeł[14].

     Europa jawi się jako byt, który od czasu do czasu przypomina o sobie możliwością błyśnięcia w sprawach błahych, niewiele znaczących w teatrze globalnej wioski. Tym bardziej, że jak pisze Geertz, jest to wioska marnego rodzaju, bez więzi solidarności, tradycji[15].
     Aby stać na czele dyskursu światowego należy mieć porządek u siebie, taki  Ordnung. Europa nie ma tego dzisiaj. Przy całym wysiłku zjednoczeniowym, skazana jest na drugi, trzeci rząd na widowni oglądających spektakl światowy. Z metropolii stała się wiejską osadą. Europa to już tylko miłe dla oka obrazy o tematyce sielankowej. Czy to dobrze czy źle? Jeśli aspirujemy do poboczy świata to sielankowość jest stanem bardzo pożądanym, każdy tęskni za takim czasem, każdy chce tu spędzić urlop, ale nie życie. Europa stała się tęsknotą Amerykanina - jego podróżą do starej Europy, podróżą do muzeum, zwiedzaniem skansenu.
     Jeśli "chce iść przodem", by wydobyć to zdanie Nietzschego, to Europa musi odzyskać charakter i tożsamość metropolii, a to da się zrobić tylko przez dookreślenie i identyfikowanie się z tożsamością europejską na wszystkich poziomach struktury społecznej, nie można pozwolić na wykluczanie kogokolwiek. I takim niewykluczaniem jest hermeneutyka, która jest pewnego rodzaju pośrednikiem w kulturze europejskiej, skraca dystans poznawczy. Za zadanie stawia sobie wydobycie na jaw tego, co ukryte i rozumienia znaczeń. A więc może być lekarstwem/narzędziem dla wydobycia tożsamości europejskiej, jak i jej scalaniem z fragmentów. Co, istotne hermeneutyka jest krytycznym odnoszeniem się do kultury uprzedmiotowiającej świat i wydobywającej z owego uprzedmiotowienia człowieka. Hermeneutyka jest szansą dla człowieka, gdyż filozofia i nauka w tej perspektywie jest formą dialogu, a to w dialogowaniu dochodzimy do porzucenia jednostkowego imperatywu racji na rzecz wspólnotowości nawet, gdy okraszone jest to tym, że zawieszamy możliwość sądu do ostatecznego wyjaśnienia świata. W tej perspektywie doświadczenie jest tylko czymś w rodzaju łącznika, konstytuującego dialog, który ma powiązać przeszłość i współczesność. Można by tu przywołać Gadamera, który wskazuje, że dialog stanowi pewne ograniczenia tradycji historycznej, czyli u podstaw rozmowy/dialogu tkwią pewnego rodzaju przesądy zarówno przeszłości jak i teraźniejszości, podlegając wzajemnej konfrontacji, co wyznacza nową płaszczyznę rozumienia[16]. Ta wspólna tożsamość europejska ma być byciem w, wydarzeniu spotkania w konfrontacji odmiennych i różniących się horyzontów. Ma to być wspólnotowe odkrywane tego, co w różności jest nasze jako wspólne europejskie.  To, bycie w  ma mieć odcień Heidegerowskiej refleksji:

Bycie-w natomiast oznacza ukonstytuowanie bycia jestestwa i stanowi egzystencja.[...]. Bycie-w nie oznacza bynajmniej przestrzennego przebywania czegoś obecnego w czymś obecnym, podobnie jak "w" wcale nie oznacza pierwotnie jakiejś przestrzennej relacji takiego typu ; "in" ("w") pochodzi od inna-, mieszkać, habitare, zamieszkiwać; "an" ("u") oznacza: jestem przywykły do czegoś, obeznany z czymś, zajmuję się czymś; [...] znaczy zatem: mieszkam, przebywam przy... świecie znanym mi jako taki a taki.[17]

     Znamienne jest tu przywołanie obeznania, pozwala to na zachowanie różnicy w tożsamości europejskiej, ma to wydźwięk pewnej swojskości, gdyż przechodzi w pewną potoczność. Manifestuje się to w stwierdzeniu "tak jesteśmy różni, ale znamy się, jesteśmy ze sobą obeznani". Tylko wspólna akceptacja pozwoli na to, aby Europa wróciła do swego dziedzictwa, czyli refleksji filozoficznej, specyficznego namysłu, kultury. Bo to są tropy odnoszące się do tożsamości europejskiej i umiejscawiające ją na mapie współczesnej globalnej wioski, która zmieniała swoją bylejakość w wartość. To jest odróżniające dla Europy. A zatem nie technologia, która jest powierzchnią i jest taka sama dla każdego. Nie można zapominać, że to Europa wypełniała formę i treść świata w tym sensie, że podjęła obcość. Oczywiście ocena tego podjęcia jest dyskusyjna, ale nie zmienia to faktu, że idee wypływały właśnie z Europy. W kontekście historycznych wydarzeń przez jakie Europa przechodziła można postawić pytanie po co w ogóle ma być realizowana idea wspólnotowości, czy nie jest tak, że to jest przedsięwzięcie bez zaplecza, jest prowadzone na wyrost? Patrzenie na owy postulat wspólnotowości jest czymś w rodzaju idoli Francisa Bacona w stosunku do złudzeń umysłu, jest czymś w rodzaju Heglowskiego podejścia do idei piękna, gdy obawia się myśliciel, że gdy piękno łączymy z użytecznością to w ogóle nie mamy pojęcia o pięknie. Może tak jest ze wspólną Europą?
     A może wspólnotowa i europejska tożsamość jest czymś w rodzaju klinczu, Heglowską dialektyką, gdzie prawda o tożsamości Europy zespala się w twierdzeniu, jak i zaprzeczeniu, prawda i fałsz są jednym zespoleniem i te zespolenie  zaświadcza o charakterze Europy, jest jej światkiem, jak i oskarżycielem. Aby wyjść z historycznych uwikłań i konsekwencji Europa powinna przypomnieć sobie zdanie Hegla w tej materii:

Radzimy często ludziom sprawującym rządy, mężom stanu i narodom zwracać się do nauk płynących z doświadczenia historii. Ale właśnie doświadczenie i historia uczą, że ani ludy, ani rządy nigdy niczego się z historii nie nauczyły i nigdy nie postępowały według nauk, które należałoby z niej czerpać. Każdą epokę cechują okoliczności tak swoiste, każda jest stanem rzeczy tak  niepowtarzalnym, że w niej tylko, z niej samej muszą i mogą powstawać wszelkie rozstrzygnięcia[18].

     Dlatego budowanie jedności europejskiej na historii jako filarze, który podtrzymuje różnorodność europejską, jest chwiejne, gdyż doświadczenia historyczne są różnorakie a ich ocena zazwyczaj jest partykularna i służalcza względem ideologii państwa. Obiektywne doświadczenie historii nie istnieje. Aczkolwiek należy mieć pamięć o człowieku w historii, jego indywidualnej opowieści i doświadczeniu, bo wtedy historia otrzymuje namacalny byt, jej podmiotem jest człowiek, a nie ideologicznie wypreparowana zbiorowość podniesiona do rangi fetyszu. Dlatego jedność, wspólnotowość europejska powinna zwracać się ku filozofii i kulturze. Filozofia jest tą przestrzenią europejskiego namysłu, gdzie można się różnić we wspólnocie idei.
     Pytanie José Ortegi y Gasseta "Po co wracamy do filozofii?", które było gruntowne dla podjęcia refleksji nad rolą filozofii w Europie, można by rozszerzyć o namysł nad tożsamością, wspólnotą. A odpowiedź zawarta jest w słowach Gadamera:

W rzeczy samej, od samego początku naszej zachodniej kultury jest filozofia związana z wyłonieniem się nauk. Ona była tym novum, które wprowadziło jedność Europy i które dziś, poprzez opartą na europejskiej nauce kulturę, współokreśla groźną sytuację cywilizacji światowej w całym jej wielostronnym promieniowaniu[19].

     Ta odpowiedź Gadamera jest również odpowiedzią na pytania postawione przez Nietzschego. Owe Nietzscheańskie czwarte pytanie sumienia, można by odnieść/interpretować przez obszary działalności i objawienia się europejskiego ducha w postaci nauki, sztuki, religii i filozofii. Tak więc sumienie Europy odnosiłoby się do czegoś, co jest najbardziej fundamentalne, czyli idei i ich wartości. Wartość byłaby rozumiana tak, jak to w swej refleksji filozoficznej ujmował Heinrich Rickert[20] czyli, że funkcjonują transcendentne ponadczasowe wartości, które muszą obowiązywać niezależnie od doświadczenia. A ich Heideggerowskim byciem ma być obowiązywanie. Dlatego nasze duchowe dziedzictwo europejskie związane jest z tymi postaciami ducha europejskiego - nauka, sztuka religia, filozofia, jak pisze Gadamer to w nich, jak i również między nimi, wygaszano najostrzejsze napięcia[21]. Aby  budować tożsamość i wspólnotowość europejską należy wrócić do tych fundamentalnych przejawów ducha europejskiego, musi być to powrót prawdziwy, taki jak to określa Ortega y Gasset w dopowiadając powrót do filozofii:

Dlaczego przeto człowiek powraca do filozofii? Dlaczego powołanie do niej staje się znowu? To oczywiste, że powracamy do jakiejś rzeczy z tego samego istotnego powodu, który doprowadził do niej po raz pierwszy. W przeciwnym wypadku powrotowi brakuje szczerości, jest to powrót fałszywy, jedynie pozór, że się wraca[22].

     Ortega y Gasset wskazuje, że ta wspólna europejska tożsamość i wspólnotowość już się gdzieś wydarzyły, to znaczy, że jest gdzieś tęsknota za wspólnym podjęciem problemów Europy. W tej warstwie głębokiej tożsamość Europejska jest tylko odkurzeniem tego, co zawsze było pod warstwą współczesnego rozmycia.
     Tak więc Europa nie powinna uciekać od swego dziedzictwa duchowego i filozoficznego. Raczej powinna go kolejny raz podjąć na nowo, nie oglądając się na Innych, gdyż jest to atrakcyjne z perspektywy samej Europy, stanowi jej sedno. Problem dotyczy bardziej sposobu odnowienia tego dziedzictwa. Na pewno nie można zrezygnować z europejskiej nadrzędnej wartości, nie może to być też tylko zejście do refleksji potocznej i popularyzatorskiej, musi być zachowana elitarność i ważność. Europa jako byt musi skoncentrować się na sobie, jest to egoizm, ale egoizm konieczny, aby wyzwolić te siły, które zapewnią powrót do tożsamości europejskiej nie jako idei jako czegoś dopiero budowanego, ale do idei, która jest. A może jest tak, że Europa to  zadanie, jak chce Nietzsche:

     44.
     "Formuła mojego szczęścia: tak, nie, prosta linia, c e l..."[23].


[1] F. Nietzsche, Zmierzch bożyszcz czyli jak filozofuje się młotem, przeł. opracował i posłowiem opatrzył P. Pieniążek, Kraków 2004, s. 11.
[2] E. Husserl, Kryzys europejskiego człowieczeństwa a filozofia, przeł.  i wstępem opatrzył J. Sidorek, Warszawa 1993, Kryzys nauk europejskich i fenomenologia transcendentalna, przeł. S. Walczewska, Toruń 1999.
[3] H-G. Gadamer, Dziedzictwo Europy, przeł. i wstępem opatrzył A. Przyłębski, Warszawa 1992.
[4] M. Heidegger, Bycie i czas, przeł. przedmową i przypisami opatrzył B. Baran, Warszawa 2007.
[5] H-G. Gadamer, Dziedzictwo..., s. 25.
[6] Tamże, s. 22.
[7] R. Rorty, Przygodność, ironia i solidarność, przeł. W. J. Popowski, Warszawa 1996, s. 107 - 134.
[8] M. Heidegger, Bycie..., s. 167.
[9] H. Diels, W. Kranz, Die Fragmente der Vorsokratiker, Berlin 1951 - 1952, 28 B 1-8.
[10] Tamże, 28 B 1, w. 28 - 32; (tłum. M. Wesoły).
[11] Zob. G. Reale, Historia filozofii starożytnej tom I, przeł. E. I. Zieliński, Lublin 2000, s. 149.
[12] Tamże, s. 149.
[13] F. Fukuyama, Koniec historii, przeł. T. Bieroń, M. Wichrowski, Poznań 1996.
[14] C. Geertz, Zastane światło. Antropologiczne refleksje na tematy filozoficzne,  przeł. i wstęp Z. Pucek, Kraków 2003, s. 308.
[15] Tamże, s. 308 - 309.
[16] H-G. Gadamer, Prawda i metoda. Zarys hermeneutyki filozoficznej, przeł. B. Baran, Kraków 1993, s. 179 - 350.
[17] M. Heidegger, Bycie i czas..., s. 70.
[18] G. W. F. Hegel, Wykłady z filozofii dziejów, przeł. J. Grabowski, A. Landman, wstępem poprzedził T. Kroński, Kraków 1958, T. I s. 10.
[19] H-G. Gadamet, Dziedzictwo..., s. 12.
[20] Zob. H. Rickert, System der Philosophie, T. I, Allgemeine Grundlegung der Philosophie / von Heinrich Rickert. - Tübingen : Verlag von J. C. B. Mohr (Paul Siebeck), 1921.
[21] H-G. Dziedzictwo..., s. 13.
[22] J. Ortega y Gasset, Po co wracamy do filozofii, przeł. E. Burska, M. Iwańska, A. Jancewicz, wybrał i wstępem opatrzył S. Cichowicz, Warszawa 1992, s. 157.
[23] F. Nietzsche, Zmierzch bożyszcz..., s. 11.

do góry


główna anthropos? teksty autorzy rada recenzentów warszaty naukowe archiwum