główna anthropos? teksty autorzy rada recenzentów dla autorów indeksacja archiwum   English version
Miłosz Markiewicz

Powrót do ciemności

     Pytanie o źródło czy też początek, ewokuje skojarzenia natury religijnej. Dlatego też punktem wyjścia niniejszego eseju chciałbym uczynić pierwsze zdania biblijnej Księgi Rodzaju, w której znajdujemy taki opis:

Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię. Ziemia zaś była bezładem i pustkowiem: ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód, a Duch Boży unosił się nad wodami. Wtedy Bóg rzekł: "Niechaj się stanie światłość!". I stała się światłość. Bóg widząc, że światłość jest dobra, oddzielił ją od ciemności. I nazwał Bóg światłość dniem, a ciemność nazwał nocą. I tak upłynął wieczór i poranek - dzień pierwszy.[1]

     Łatwo w tym fragmencie zauważyć, że u początków judeochrześcijańskiego Stworzenia znajduje się ciemność. To właśnie jej chciałbym przyjrzeć się bliżej, a także zapytać o możliwość powrotu do momentu sprzed "nastania światłości". Jeśli bowiem podążymy tropem biblijnego opisu, dostrzeżemy, że światło i ciemność nie istniały równocześnie. Nie były pierwotnie dwiema uzupełniającymi się "siłami", przeciwieństwami. Na początku mamy jedynie autonomiczną ciemność, podczas gdy światłość musi dopiero zostać wywołana. Tak rozumiany mrok nie byłby więc brakiem światła, a wręcz przeciwnie - to światło okazuje się brakiem ciemności. Jeśli dokładnie przyjrzymy się światu skąpanemu w świetlistych promieniach, to dostrzeżemy, że pod płaszczem światła nieustannie czai się ciemność. Światło ją odgania, pozwala na chwilę się jej pozbyć, jednak nie eliminując jej, a jedynie przesuwając w inne miejsce. Rzeczywistość podszyta jest ciemnością. To właśnie ona towarzyszy nam od samego początku Stworzenia.
     Tak jak w przypadku słynnego "Na początku był Chaos"[2] otwierającego opowieści mitologiczne starożytnych Greków oraz Rzymian, tak i w chrześcijańskiej Genesis pierwotny jest także nieład. Dla ciemności staje się on poniekąd synonimiczny - to światło zaprowadza ład i porządek, to ono jest przecież "dobre". Właśnie dlatego czasy, w których nastaje władza rozumu nazywać będziemy Oświeceniem. Ich cechą charakterystyczną będzie próba "poukładania rzeczywistości", podporządkowania jej stworzonym przez człowieka systemom. Oświeceniowa władza człowieka nad światem będzie opierała się na próbach wprowadzenia - opierającego się na zasadach matematyki - ładu[3]. Ciemność konotuje tymczasem chaos oraz niepewność. U źródeł świata - rozumianych jako pierwotna, przedrozumowa Natura - mielibyśmy więc chaotyczną, nieprzejednaną ciemność, która oplata wszystko i jest wszystkim. Dopiero wydzielenie z niej światła wprowadza dualizmy, na których będzie opierała się kultura Zachodu. Podział na światło i ciemność pozwoli przecież chociażby na określenie dnia i nocy, a więc nada także rytm procesowi Stworzenia trwającemu - wraz z odpoczynkiem - siedem dni. Co jednak interesujące, kolejne dni podsumowywane są tym samym sformułowaniem: "I tak upłynął wieczór i poranek". Tak jakby proces stwarzania świata nie odbywał się za dnia, a w mroku nocy - rozpoczynał o zmierzchu, a kończył nad ranem. Pierwotny charakter ciemności, jako istniejącej przed wszystkim innym, sprawia, że pozwala ona na nieograniczoną moc kreacji. Światło jest dziełem o wtórnym charakterze, stanowi jedynie odpowiedź na bezmiar ciemności, co oznacza, iż przez ową ciemność jest ono właśnie ograniczone. Tam, gdzie rozpoczyna się królestwo mroku, światło traci swoją moc. Jedyne, co może zrobić, to na chwilę oświetlić przestrzeń - nie sprawia to jednak, że ciemność znika. Ona jedynie się przesuwa, umyka przed jasnymi promieniami. Czy możemy więc uznać, że otaczający nas, znany nam świat wyłonił się z ciemności i to właśnie w niej ma swoje źródło?

***

     Choć nie zmieni to faktu, że tzw. kultura Zachodu jest raczej kulturą światła. "Żyjemy w (...) blasku - oby trwał, póki stara ziemia toczyć się będzie! Lecz wczoraj była tu ciemność."[4] - te słowa Marlowa z powieści Josepha Conrada doskonale oddają perspektywę człowieka Zachodu, stanowiącą wszak dziedzictwo Oświecenia. Zdążyliśmy odzwyczaić się od ciemności, a wręcz się nią przerazić - żyjemy więc przy niegasnącym świetle, mając jednocześnie w pamięci, że jego brak wiąże się z nastaniem mroku. Kiedy kończą się naturalne promienie słonecznego blasku, wywołujemy sztuczne światło ognia bądź elektryczności. Gdziekolwiek spojrzymy, o którejkolwiek porze, na horyzoncie zawsze świeci jakaś lampa. Porządek dnia i nocy, oparty przecież na równowadze światła i ciemności, zostaje w ten sposób zaburzony.
     Zamiast oswajać się z ciemnością, zawierzamy zwodniczej sile światła, prowadzącej nas ku światu, który jest "oświetlony, pozbawiony cieni"[5] - światu funkcjonującemu w systemie 24/7. To rzeczywistość, w której praca nie ustaje, w której nie ma miejsca na odpoczynek. Jakby w przeciwieństwie do stwarzającego świat Boga, człowiek nie potrafi tworzyć w ciemności, jesteśmy ograniczeni do działania objętego świetlnymi promieniami - w przeciwnym wypadku pozostajemy bezradni. Gdy światło gaśnie niespodziewanie, wpadamy w panikę, zaczynamy się bać naszego nieprzystosowania. Okazuje się wtedy, że nie znamy otaczającego nas świata, pomimo iż go cały czas oglądamy. Patrzymy nań, ale go nie widzimy. Dlatego też wszechobecność światła daje nam poczucie bezpieczeństwa, nie wymaga od nas zbytniego skupienia - nieustannie podsuwa nam obrazy, którymi się kierujemy.
     Świat 24/7 to także świat poddany czujnemu, nieprzerwanemu spojrzeniu nadzorcy. Niegasnące światło jest niczym reflektor skierowany wprost na nas, sprawdzający, czy poruszamy się według zasad, czy właściwie wykonujemy polecenia[6]. Zamiast dawać wolność, światło zniewala. Sugerowany w przywoływanym już opisie Stworzenia rytm pracy, opartej na podziale na dzień i noc, w perspektywie niegasnącego światła jest niemożliwy do utrzymania, co stwarza zagrożenie nieprzerwanej pracy. Jonathan Crary wspomina obraz Josepha Wrighta z Derby Przędzalnie bawełny Arkwrighta nocą.

Najbardziej niepokojący element tej nocnej sceny kryje się (...) w tym, że pełnemu księżycowi oświetlającemu zachmurzone niebo towarzyszą jasne cętki - to światło gazowych lamp sączące się z okien przędzalni. Sztuczne oświetlenie fabryk stanowi zapowiedź zracjonalizowanej abstrakcyjnej relacji między czasem a pracą, oderwanej od cyklicznych temporalności regulowanych biegiem księżyca i słońca.[7]

     Nie ma tu więc miejsca na równowagę pomiędzy jasnością i mrokiem. Niezmierzona, pierwotna ciemność zostaje zastąpiona kulturą światła. Tymczasem "w pełni oświecona ziemia stoi pod znakiem triumfującego nieszczęścia."[8] Wszechobecność światła jest bowiem oślepiająca - nie pozwala dostrzec tego, co najważniejsze. Zauważał to także Friedrich Nietzsche, gdy snuł opowieść o szaleńcu, który "w jasne przedpołudnia zapalał latarnię"[9] i próbował przekonać ludzi o tym, iż zabili Boga. Próbował on nieść przed sobą światło, konotujące przecież wiedzę i rozum. Musiał to robić pomimo panującej jasności dnia - dostrzegał bowiem oślepienie człowieka związane z tym, że poddał on swój wzrok władzy niegasnącego światła. Nieznajomość mroku sprawiła, że ludzkie oczy nie mogą odpocząć - nie są więc w stanie zobaczyć tego, co już się wydarzyło. Pozostają tym samym w świecie zwodniczych iluzji. Odbite światło dociera do siatkówki w oku i stwarza obraz, który okazuje się zawsze fałszywy. Zawsze jest on odmienny od rzeczywistości - wszak obraz na siatkówce oka jest odwrócony, niepozbawiony chromatycznych aberracji - oraz spóźniony wobec teraźniejszości[10]. Światło okazuje się więc przekleństwem, a nie wybawieniem. Oślepia nas i tworzy obrazy, za pomocą których kierujemy się w życiu. Tworzy sugestię wiedzy - jak w przypadku Oświecenia - i pozwala człowiekowi poczuć się zbyt pewnie. Tracimy więc czujność, wydaje nam się, że świat nie ulega przemianom, że da się zakonserwować go w jednej wersji i wizji. Dajemy się zwieść przekonaniu, iż istnieje tylko jeden - właściwy - obraz świata. Okazuje się, że otwarte oko, do którego wpada światło, zamyka umysł. Im więcej widzimy światła, tym bardziej nie dostrzegamy złożoności otaczającej nas rzeczywistości.
     Martin Heidegger w kontekście światoobrazu pisał, że "byt w całości bytuje dopiero i tylko o tyle, o ile postanawia go człowiek"[11]. Chodzi tu oczywiście o byt oglądany przez człowieka i ramowany przez jego świadomość. Dokładniej zaś - o byt pojmowany jako obraz i tak właśnie postrzegany. Świat rozumiany jako obraz jest jednak zwodniczy, zbyt łatwo poddajemy się jego niewoli i wpadamy w rzeczywistość pełną ułudy, na co zwracał uwagę już Platon. Czyż przywoływana przez niego opowieść o jaskini nie jest właśnie narracją o złudnej sile światła? Jej bohaterowie nie dostrzegają przecież nic "innego oprócz cieni, które ogień rzuca na przeciwległą ścianę"[12]. Żyją więc w świecie wytwarzanego przez światło obrazu, który biorą za jedyną możliwą rzeczywistość, podczas gdy to, co oglądają, nie jest nawet efektem pierwotnego światła, a jedynie jego sztucznego odpowiednika. A jednak światło, którego źródło znajduje się poza jaskinią, nie jest wcale lepsze od tego pochodzącego od ognia. Uwolniony z okowów człowiek nie jest mu najpierw w stanie zaufać, zostaje przez nie oślepiony tak, iż musi uczyć się wszystkiego od nowa. Kiedy jednak wraca do swoich towarzyszy, czeka go los Nietzscheańskiego szaleńca, a nawet gorszy. Efektem przyniesienia ludziom przekonanym o prawdziwości obrazów, wśród których żyją, nowego źródła światła oraz związanej z nim wiedzy, okazuje się jedynie to, iż "gdyby tylko mogli chwycić coś w garść i zabić go, na pewno by go zabili."[13] Ludzie nie chcą odrzucić stabilnego obrazu świata, za pomocą którego nie tylko patrzą, ale także myślą. Daje im on bowiem poczucie bezpieczeństwa, pozwala odnaleźć się w rzeczywistości. Pozostają w ten sposób wciąż we władzy światła, stają się więźniami jaśniejących promieni, pod którymi skryta jest pierwotna - skąpana w mroku - warstwa świata. W celu obrony swojej bezpiecznej pozycji, skłonni są nawet do zabójstwa. Nie ma w nich bowiem zgody na inną wizję rzeczywistości niż ta, którą w ich oczach wytworzyło światło. Platońską opowieść o jaskini możemy traktować niczym zapowiedź zgubnych skutków Oświecenia, włącznie z charakterystycznym dla niego żywiołem antysemityzmu[14]. Być może jedynym ratunkiem dla mieszkańców jaskini byłoby gwałtowne i niespodziewane zgaszenie ognia. Dopiero ciemność mogłaby wyrwać ich spod władzy wszechobecnego światła, pozwolić na odpoczynek oraz ukazać rzeczywistość zupełnie odmienną od tej, której obraz mieli do tej pory przed oczyma...

***

     Jak pisał Rudolf Arnheim, "[p]ercepcja wzrokowa to wizualne myślenie"[15]. Wzrok, za pomocą którego oglądamy obraz świata, wspiera nas w wytwarzaniu wzorców i schematów - myślowych oraz kulturowych. Umożliwiają one człowiekowi szeregowanie świata i fundują wiarę, iż rzeczywistość da się ująć w proste ramy. Zaczęliśmy opisywać to, co widzimy, za pomocą gotowej siatki pojęciowej. Jeśli coś nie dało jej się podporządkować, było wyrzucane poza margines. Możemy więc stwierdzić, że szeroko rozumiana dyskryminacja oraz związane z nią podziały są zakorzenione w wizualności, w oparciu naszej wiedzy o świecie o poznanie obrazowe. Tak też zdarza się przy codziennym funkcjonowaniu, przy wykonywaniu wszelkich czynności, do których zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Przechowujemy w świadomości pewien gotowy obraz świata, który jest jedynie każdorazowo wypełniany przez rzeczywistość. Wszystko jest dla nas zbyt oczy-wiste. Każdy akt patrzenia jest jednocześnie gestem ramowania, przycinania do znanych definicji i schematów tak, by to, co oglądamy, nie mogło nas w żaden sposób zaskoczyć.

Rozpoznanie jest możliwe tylko dzięki temu, że rzecz w spojrzeniu odbiorcy przeobraża się w obraz o wyznaczonym kształcie i cechach. Podczas gdy ona sama dalej ulega przeobrażeniom, wynikającym z faktu, że istnieje w czasie, obserwatora interesuje już tylko jej wypreparowany obraz.[16]

     Obraz ów jest wynikiem ramowania, a więc wtłaczania w uprzednio przygotowane kształty wytwarzane na siatkówce oka przez promienie światła. Widzimy je pod powiekami nawet po zamknięciu oczu - przyjmują charakter negatywowych powidoków. Ich obecność to najlepszy dowód na trwałość świetlnego obrazu. Tymczasem ramowanie jest procesem dekontekstualizacji tego, co oglądamy. Arnheim zauważał, że obrazy umieszczone są w nieustannie przemieszczających się kontekstach, które zależą także od pozycji obserwatora[17]. Oznacza to, że obrazy, z którymi człowiek ma do czynienia mogą być ruchome i zmienne - dlatego właśnie musi je przyciąć oraz osadzić stabilnie w miejscu. Gest ramowania ma więc zapewniać poczucie kontroli nad rzeczywistością. Umiejętność wizualizowania abstrakcji towarzyszy nam przynajmniej od czasów "rewolucji poznawczej"[18]. Nieustannie mamy przed oczami stabilny obraz świata, który możemy ogarnąć swoim podporządkowującym spojrzeniem. Sami jednak nie różnimy się zbytnio od obrazowanego świata - jesteśmy zaledwie obrazem pośród innych obrazów. Tak samo podporządkowanym spojrzeniu obcych oczu, jak i my próbujemy podporządkować rzeczywistość swojemu wzrokowi. Wobec jaśniejącego, wszechobecnego światła, wszystko jest równe, bowiem wszystko jest tak samo niematerialne - okazuje się jedynie refleksem odbitych promieni. By nie poddać się ich władzy, musielibyśmy uciec w mrok.
     Czy możliwy byłby powrót do pierwotnej ciemności? Gest zaprzeczenia wobec tworzonych przez światło obrazów. Czy da się zgasić światło w platońskiej jaskini złudzeń? Ciemność, do której chciałbym powrócić, trzeba tu rozumieć jako autonomiczny, pełnoprawny byt. Jak już zauważyliśmy, funkcjonowanie w ciemności wiąże się z nieustającą niepewnością i zaburzeniem orientacji. W ciemności łatwo potknąć się i upaść, a jednak powrót do niej wydaje mi się gestem o afirmatywnym charakterze - właśnie dlatego, że tego typu upadki uświadamiają nam, iż otaczająca rzeczywistość nie jest taka, jak ją sobie wy-obrażamy. Że wymaga ona nieustannej weryfikacji i czujności, a więc nie pozwala na "bezpieczne" utwierdzanie się w stereotypach i schematach. Funkcjonowanie w ciemności jest kłopotliwe, a jednak trudno nie zgodzić się z Donną Haraway, że

związanie się z kłopotem wymaga nauczenia się, jak być naprawdę obecnym w teraźniejszości, nie jako centralny punkt zanikający pomiędzy fatalną lub rajską przeszłością a apokaliptyczną bądź zbawienną przyszłością, ale jako śmiertelna kreatura spleciona w miriadach niekończących się konfiguracji miejsc, czasów, materii i znaczeń.[19]

     Oddanie się ciemności nie jest równoznaczne z zawierzeniem jej - nie pozwala ona sobie bowiem w pełni zaufać, dzięki czemu utrzymuje nas w stanie ciągłej gotowości do konfrontacji z rzeczywistością. Ucieczka od światła byłaby więc przede wszystkim ucieczką od normatywizującego spojrzenia wytwarzającego wzorce i schematy.
     Wydaje się, że możliwości powrotu do ciemności moglibyśmy dopatrywać w geście zamykania oczu, który rozumiem jako gest o charakterze krytycznym. Pozwalałby on chociażby pójść w ślady Tejrezjasza, który dzięki temu, że nie widział tego, co my, potrafił dostrzec więcej[20]. Mógł wymknąć się obrazom i dać się ponieść u-chodzeniu[21] w nieznanym sobie kierunku, oddać się we władzę niepewności. Spojrzenie jego zamkniętych, niewidomych oczu pozwoliło mu patrzeć ponad i poza obrazy. Udawało mu się w ten sposób umknąć konstatacji Hansa Beltinga, że człowiek to "«miejsce obrazów», które okupują jego ciało: jest wydany na łup obrazom, które sam wytworzył, nawet wtedy, gdy stale ponawia próby zapanowania nad nimi"[22].
     Dlatego też zamiast walki o panowanie nad obrazami, proponuję gest - paradoksalnego przecież - spojrzenia zamkniętych oczu. Spojrzenia oddanego ciemności zamiast zawierzającego światłu. Aporia ta stanie się bardziej zrozumiała, gdy uświadomimy sobie, że zamknięcie oczu łączy się jedynie z zaprzestaniem patrzenia, a nie - szerzej rozumianej - percepcji[23]. Byłaby to więc swoista kontynuacja projektu "kultury ślepej plamki" Wolfganga Welscha. Kultura ciemności powinna być w takim wypadku zawsze gotowa na "krytyczne badanie obrazowości, którą sama się kieruje"[24]. Zamknięcie oczu byłoby niczym czyszczenie wizualnej matrycy, poprzez którą postrzegamy rzeczywistość. Miałoby nieść ze sobą odrzucenie utrwalonych schematów i znanych definicji, otwarcie na to, co nowe i dotychczas niedostrzegane. Zamknięte oczy pozwoliłyby bowiem także dostrzec to, co do tej pory umykało naszemu wzrokowi, było przezeń spychane na margines widzialności. Rozumiem więc zamykanie oczu jako gest ponownej nauki percepcji, rozumianej dwojako - nie tylko jako, wyczyszczone z dotychczasowych obrazów, poznanie wzrokowe, ale także rodzaj poznania zmysłowego czy też zmysłowej samowiedzy[25]. Funkcjonowanie przy zamkniętych powiekach wiązałoby się również z docieraniem do miejsc wcześniej nieznanych - takich, których obrazu nie możemy sobie stworzyć, a następnie wypełnić go treścią. Trochę jak podczas zabawy w ciuciubabkę - osoba z zasłoniętymi oczami w pewnym momencie traci świadomość tego, gdzie się znajduje. Nie może już sobie wizualizować przestrzeni, musi poznawać ją na nowo.
     W zamykaniu oczu ważny będzie nie tylko krytyczny, ale również afirmatywny charakter tego gestu. "Niepatrzenie nie jest prostą negacją dziedzictwa Oświecenia - to praktyka kreatywności i produktywności oraz, w swoich najwyraźniejszych przykładach, politycznego oporu"[26]. Ucieczka od schematów obrazowania i wytyczonych torów spojrzenia niesie bowiem ze sobą odrzucenie stereotypów, negację normatywnych zasad oraz dialektyk, w których jesteśmy zamknięci. Zamknięcie oczu ma więc za zadanie "wyzwolić oko od jego patriarchalnej dominacji i pomóc w rozwoju uczestniczącego i empatycznego spojrzenia"[27]. Dopiero wtedy istnieje realna szansa na wyzbycie się dyskryminacyjnych praktyk. Jeśli nie damy prowadzić swojego wzroku utartymi szlakami, dostaniemy możliwość dostrzeżenia, jak bardzo złożone i zmienne są oglądane przez nas kompozycje. Zamiast patrzeć z wyższością i oceniać, będziemy mogli - w przeciwieństwie do gestu ramowania - nauczyć się ponownej kontekstualizacji tego, co oglądamy. Tak jak sugerował to Władysław Strzemiński: "[a]żeby zobaczyć nową treść nowego tematu - należy zmienić sposób obserwacji. Ażeby w starych przedmiotach odszukać ich nowy kontekst [...], należy zobaczyć w nich nowe, realne składniki widzenia"[28].
     Zamykaniem oczu będę więc nazywał gest krytycznego spojrzenia, którego powinniśmy się nauczyć, by wydobyć się spod władzy światła i tworzonych przezeń obrazów. Jest to spojrzenie szczególne, bo naiwne i dociekliwe jednocześnie. Pozwalając na chwilę powrócić do pierwotnej ciemności, wytrąca nas z zastanych schematów, wymaga uzgodnienia innego typu relacji ze światem. Spojrzeniem zamkniętych oczu powinniśmy więc patrzeć na wszystko, co nas otacza - byłoby to bowiem spojrzenie nacechowane etycznie, przenikające zasłony i miraże, odrzucające ramy oraz schematy.
     Jednym z elementów powrotu do ciemności byłaby więc sukcesywna nauka "krytyki obrazu, by odkryć, jak i za pomocą czego każdorazowo wygenerowany został rozpoznawalny sens"[29]. Tropienie ścieżek, którymi podąża nasz wzrok i które ewokują używanie konkretnych siatek pojęciowych do opisu rzeczywistości, powinno w takim wypadku stać się codzienną praktyką etycznego oka. Każdorazowo, gest spojrzenia należałoby więc rozpoczynać od zamknięcia oczu.

***

     Jak zauważyła Kirstine Roepstorff, autorka duńskiego pawilonu na 57. Międzynarodowym Biennale Sztuki w Wenecji, to światło oddziela nas od rzeczywistości, a ciemność nas z nią łączy[30]. Jak już stwierdziliśmy, wytwarzane przez światło w naszych oczach obrazy, za pomocą których percypujemy rzeczywistość, stają się rodzajem filtra i zapośredniczenia. Są niczym szyba stojąca pomiędzy nami a światem oraz ustanawiająca dualizmy. Ciemność tymczasem wymaga od nas odmiennej relacji. Jej obecność uświadamia nam, iż jesteśmy jedynie częścią świata, który jest w ciągłym ruchu. Mrok nie wyzbył się bowiem swojej pierwotnej mocy. Gdy zdecydujemy się na ucieczkę od światła i poddamy się ciemności, zauważymy, że jest ona niezmierzoną przestrzenią, która wszystko oplata i jest wszystkim. Łatwo wtedy zauważymy, że wbrew tworzonej przez światło ułudzie, "«podmiot poznający» nie znajduje się w relacji absolutnej zewnętrzności wobec świata naturalnego" - co więcej, zanurzenie w ciemności uświadamia nam, iż "nie istnieje taki zewnętrzny punkt obserwacyjny"[31]. Ustanawiana przez mrok relacja ma charakter performatywny, uruchamiający naszą aktywność i wytrącający z oślepiającej stagnacji. Otwarcie na niepewność i związanie się z kłopotem nie oznacza jednak odrzucenia wiedzy. Powrót do ciemności wiązałby się raczej ze zmianą optyki, polegającą na ponownym zdefiniowaniu tego, czym jest poznanie.
     Dlatego też gest zamknięcia oczu okazuje się gestem na wskroś posthumanistycznym, zaprzeczającym dotychczasowym prawom ustanawianym wokół obrazu Człowieka i podległych mu miraży. Zwraca naszą uwagę raczej na współ-życie w jednej przestrzeni i to w takiej właśnie perspektywie kształtowałoby się spojrzenie zamkniętych oczu. "Praktyki poznawania i bycia nie są od siebie odizolowane, ale raczej splątane. Nie zdobywamy wiedzy, stając na zewnątrz świata; wiemy ponieważ znajdujemy się wewnątrz niego. Jesteśmy częścią różnicującego stawania się świata."[32]
     Zamknięcie oczu i powrót do ciemności mogą więc okazać się gestami otwierającymi człowieka na nowo na świat. Wcześniej bowiem poddał się on władzy obrazów i oddzielił się od rzeczywistości, żyjąc z otwartymi oczami we wszechobecnym oraz niegasnącym świetle. Doprowadził w ten sposób do oświeceniowego - wspomnianego już - nieszczęścia. A przecież "Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre"[33].To dlatego, iż pochodziło z samoorganizującej się, niezmierzonej i nieustanawiającej opozycji ciemności.


[1] Rdz 1, 1-5.
[2] J. Parandowski, Mitologia, Londyn 1992, s. 36.
[3] Por. T.W. Adorno, M. Horkheimer, Dialektyka oświecenia. Fragmenty filozoficzne, przeł. M. Łukasiewicz, Warszawa 1994.
[4] J. Conrad, Jądro ciemności, przeł. A. Zagórska, wyd. "Wolne Lektury", s. 4.
[5] J. Crary, 24/7. Późny kapitalizm i koniec snu, przeł. D. Żukowski, Kraków 2015, s. 22.
[6] Por. M. Foucault, Nadzorować i karać. Narodziny więzienia, przeł. T. Komendant, Warszawa 2009.
[7] J. Crary, 24/7..., s. 103.
[8] T.W. Adorno, M. Horkheimer, Dialektyka oświecenia..., s. 20.
[9] F. Nietzsche, Radosna wiedza, przeł. M. Łukasiewicz, Gdańsk 2008, s. 137.
[10] Y. le Grand, Oczy i widzenie, przeł. S. Zmysłowska, Warszawa 1964.
[11] M. Heidegger, Czas światoobrazu, przeł. K. Wolicki, w: tegoż, Budować, mieszkać, myśleć, Warszawa 1977, s. 142.
[12] Platon, Państwo, w: tegoż, Państwo. Prawa, przeł. W. Witwicki, Kęty 1997, s. 220.
[13] Tamże, s. 224.
[14] Por. T.W. Adorno, M. Horkheimer, Dialektyka oświecenia...
[15] R. Arnheim, Myślenie wzrokowe, przeł. M. Chojnacki, Gdańsk 2011, s. 23.
[16] K. Zabokrzycka, W ramach rozumienia. Krytyka przedstawienia jako formy poznania w pismach Martina Heideggera i Jacques’a Derridy, w: Obrazy i poznanie, pod red. Macieja T. Kociuby, Lublin 2015, s. 253.
[17] R. Arnheim, Myślenie wzrokowe..., s. 49.
[18] Por. Y.N. Harari, Od zwierząt do bogów. Krótka historia ludzkości, przeł. J. Hunia, Warszawa 2014.
[19] D. Haraway, Staying with the Trouble. Making King in the Cthulhucene. Durham - Londyn 2016, s. 1
[20] Oczywiście zdaję sobie sprawę, iż Tejrezjasz to postać niewidoma - nie przebywał on więc w ciemności, ponieważ nie widział nic. Albo właściwie: widział nic. Dlatego szukam jedynie dróg, które mogłyby zbliżyć widzące osoby do jego doświadczenia - najprostszym gestem, choć jednocześnie niezwykle trudnym, jest w takim wypadku zamknięcie oczu.
[21] Por. T. Sławek, u-chodzić, Katowice 2016.
[22] H. Belting, Antropologia obrazu. Szkice do nauki o obrazie, przeł. M. Bryl, Kraków 2007, s. 13.
[23] Por. G. Böhme, Filozofia i estetyka przyrody, przeł. J. Merecki, Warszawa 2002.
[24] W. Welsch, Estetyka i anestetyka, przeł. M. Łukasiewicz, w: Postmodernizm. Antologia przekładów, pod red. Ryszarda Nycza, Kraków 1996, s. 544.
[25] Dla klarowności wywodu nie poruszam w tym eseju kwestii poznania związanego ze zmysłami pozawzrokowymi. Jest to osobny - choć również niezwykle ważny - wątek zamykania oczu i zawierzenia ciemności.
[26] F. Guerin, Introduction, w: On Not Looking. The Paradox of Contemporary Visual Culture, pod red. Frances Guerin, New York - London 2015, s. 14.
[27] J. Pallasmaa, Oczy skóry. Architektura i zmysły, przeł. M. Choptiany, Kraków 2012, s. 45.
[28] W. Strzemiński, Teoria widzenia, Łódź 2016, s. 60.
[29] G. Boehm, O obrazach i widzeniu. Antologia tekstów, przeł. M. Łukasiewicz, A. Pieczyńska-Sulik, Kraków 2014, 188.
[30] Por. influenza. theatre of glowing darkness [broszura towarzysząca wystawie w duńskim pawilonie], pod red. K. Roepstorff, brak miejsca i daty wydania.
[31] K. Barad, Posthumanistyczna performatywność: ku zrozumieniu, jak materia zaczyna mieć znaczenie, przeł. J. Bednarek [w:] Teorie wywrotowe. Antologia przekładów, pod red. A. Gajewskiej, Poznań 2012, s. 357.
[32] Tamże, s. 358.
[33] Rdz 1, 31

do góry









































strona 31








































strona 32








































strona 33








































strona 34








































strona 35








































strona 36








































strona 37








































strona 38








































strona 39








































strona 40

główna anthropos? teksty autorzy rada recenzentów dla autorów indeksacja archiwum   English version