główna anthropos? teksty autorzy rada recenzentów dla autorów indeksacja archiwum   English version
Miłosz Markiewicz

Zielony aktywizm w pułapce Kapitałocenu.
Neoliberalna ekologia jako uprzywilejowanie

"Imagine there's no heaven"
John Lennon, Yoko Ono.

     W jednej ze scen filmu dokumentalnego Antropocen: epoka człowieka[1], można zobaczyć pracowników amerykańskiej fabryki baterii litowych używanych w elektrycznych samochodach. Chwilę wcześniej kadry pokazują kopalnię litu na chilijskiej pustyni Atakama. Jeden ze wspomnianych pracowników ma na sobie koszulkę z napisem "Don't know, don't care", na którym warto na chwilę się zatrzymać. Ów - w zamierzeniu - ironiczny napis można by przetłumaczyć na język polski jako "Nie wiem, nie dbam o to". Według Słownika języka polskiego PWN "dbać" oznacza "poświęcać komuś lub czemuś wiele czasu i starań", jak również "uważać coś za ważne, przejmować się tym"[2]. Te dwie definicje wydają się ze sobą nierozerwalnie powiązane i właśnie owo podwójne znaczenie dbania wydaje się w tym przypadku niezwykle znaczące. Jeśli bowiem ktoś lub coś jest dla mnie ważne, to poświęcam temu odpowiednią ilość atencji, pielęgnuję naszą relację, wykazuję troskę o (dobro)stan. Ów napis na koszulce może nas więc prowadzi do wypracowanej przez Carol Gilligan i Nel Noddings koncepcji feministycznej etyki troski (the ethics of care), w której najważniejsza jest relacja dwojga ludzi, ich wzajemność. Dlatego tak ważnym aspektem etyki troski będzie przykładowo oddawanie głosu tym, którym go wcześniej odebrano, którzy zostali zagłuszeni[3]. Gdybyśmy poddali feministyczną etykę troski posthumanistycznej redefinicji, moglibyśmy powiedzieć, iż fundamentalną kwestią jest tu relacja dwóch istot, nie tylko ludzkich. Jeżeli więc pracownik noszący wspomnianą koszulkę, nie wykazuje się troską (o czym miałby świadczyć napis), to w kontekście tematyki filmu należałoby skonstatować, że chodzi tu o troskę wobec Ziemi - nie poświęca jej czasu, nie przejmuje się nią, a przede wszystkim (do czego odnosi się pierwsza część napisu) nie interesuje się nią, nie ma na jej temat wiedzy. Ów brak wiedzy staje się powodem, dla którego nie może spełnić postulatu "oddawania głosu" - nie słyszy go bowiem, nie wie o jego istnieniu, nie uwzględnia więc (dobro)stanu planety w swoim codziennym oraz systemowym funkcjonowaniu, nie wykazuje wobec niej odpowiedzialności.
      Mężczyzna, na którym się skupiamy, nie jest jednak w swojej postawie odosobniony. Ziemia stanowi dla znacznej części ludzi jedynie przedmiot, z którym nie wchodzi się w egalitarną relację, który się posiada, ale z którym się nie dyskutuje, a już na pewno nie udziela mu głosu. Jeśli więc mówilibyśmy tu o jakiejkolwiek trosce, to miałaby ona charakter nie wspólnie wypracowany w ramach podmiotowej relacji, a narzucony, oparty bardziej na zasadach zarządzania, wynikających ze stanu własności. Jak pisał Jean-Luc Nancy: "Mówca przemawia dla świata, co oznacza, iż przemawia w jego imieniu, czyniąc go «światem»"[4]. Trudno usłyszeć głos Ziemi, gdy tak wielu przemawia w jej imieniu, tworząc tym samym wiele równoległych "światów". Relacja, na której opiera się feministyczna etyka troski, jest niezwykle trudna do wypracowania, wymaga wytężonego wysiłku, a przede wszystkim chęci do jego podjęcia - zwłaszcza więc w przypadku troski o Ziemię, może być działaniem ponad ludzkie siły. Czy powinno więc dziwić, że mężczyzna[5] ów wysyła za pomocą swojego stroju komunikat, iż nie tylko nie interesuje się, ale również nie ma zamiaru troszczyć się o to, co - przynajmniej pozornie - go nie dotyczy?
     Antropocen: epoka człowieka jest opowieścią o ludzkiej chciwości, ale i ignorancji, które połączone sprawiają, iż zmieniamy kształt planety oraz doprowadzamy do masowego wymierania jej fauny i flory. Scena z mężczyzną w koszulce ukazuje pracownika przemysłu jako symbol ignorancji wobec antropogenicznej degradacji Ziemi. Jeśli przyjrzelibyśmy się narracji proponowanej przez dzieło Baichwal, de Penciera i Burtynsky'ego, łatwo zauważylibyśmy, że twórcy podchodzą w sposób niezwykle krytyczny - a film, obok innych elementów realizowanego przez nich projektu, staje się tej krytyki narzędziem - do przemysłowej działalności człowieka i do struktur późnego kapitalizmu. Napis na koszulce można by połączyć z postawą charakterystyczną dla tzw. denializmu klimatycznego.
      Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że twórcy filmu również mają problem z realizacją postulatów etyki troski.

Tak Gilligan, jak i Noddings opowiadały się [...] za moralnym antyuniwersalizmem, zarówno na gruncie psychologii moralności, jak i w filozofii moralnej, twierdząc, że przy dokonywaniu osądów moralnych czy podejmowaniu decyzji w sytuacjach dylematycznych należy rozpatrzyć okoliczności i kontekst - to, co jednostkowe, a więc nie uniwersalia, lecz "partykularia" danej sytuacji[6].

     Tymczasem filmowa narracja pozostawia nas z obrazem mężczyzny w koszulce "Don't know, don't care", nie pochyla się zaś nad miejscem tego człowieka w systemie, nie próbuje przybliżyć jego sytuacji, powodów, dla których wykonuje tę pracę. Sugerując takie podejście pracowników przemysłu[7], twórcy filmu opowiadają się jednoznacznie po stronie neoliberalnej wersji ekologii[8], przerzucającej odpowiedzialność na jednostki i oczekującej politycznych regulacji. Problem, któremu chciałbym się tutaj bliżej przyjrzeć, polega na tym, że owa neoliberalna ekologia została wytworzona przez kapitalistyczny "reżim wyobraźni"[9].
      Proponowana przez film narracja jawnie sprzyja podziałowi na świadomych aktywistów i nieświadomych pracowników struktur przemysłu, który jest winien obecnej katastrofy klimatycznej. Ustawia więc prosty antagonizm: ekologia-kapitalizm. Wydaje się jednak, że celem kinowych projekcji Antropocenu: epoki człowieka jest nie tyle budowanie społecznej świadomości o antropogenicznych źródłach degradacji planety i katastrofy klimatu, co raczej utrzymanie publiczności w przekonaniu, że znajdują się po właściwej stronie (zarówno ekranu, jak i wspomnianego sporu). Tymczasem ów ekologiczny aktywizm, który - jak dalej wykażę - okazuje się formą przywileju, wcale nie znajduje się po przeciwnej niż kapitalistyczne struktury stronie barykady. Wręcz przeciwnie, pomaga im funkcjonować na dotychczasowych zasadach i niejako funduje to, czemu się przeciwstawia.

***

     Tytuł filmu, z którego pochodzi opisywana powyżej scena, nawiązuje oczywiście do zaproponowanej przez Paula Crutzena i Eugene'a Stoermera nowej nazwy dla obecnej epoki geologicznej. Jak pisali badacze:

Biorąc pod uwagę [...] poważny i wciąż rosnący wpływ aktywności ludzkiej na ziemię oraz atmosferę, i to w skali globalnej, wydaje się więcej niż właściwe, aby podkreślić centralną rolę rodzaju ludzkiego w geologii i ekologii, poprzez zaproponowanie terminu "antropocen" na oznaczenie aktualnej epoki geologicznej[10].

     Można jednak skonstatować, że treść filmu wpisuje się w nieco inną narrację pojęciową. Dzieło Baichwal, de Penciera i Burtynsky'ego bynajmniej "nie odwołuje się do całej ludzkości [...], ale do konkretnych formacji globalnego kapitału", jak powiedziałaby Donna Haraway[11]. Pod tym względem bliżej im więc do opowieści o Kapitałocenie niż Antropocenie[12]. Pojęcie to jest silnie promowane przez Jasona W. Moore'a, który nie zgadza się na to, by odpowiedzialnością za zmiany klimatu obarczać cały gatunek ludzki. Owszem, ludzie swoimi działaniami wpływają na drastyczne zmiany w kształcie planety, doprowadzając do katastrofy klimatycznej, jednak nie wszyscy ludzie, a jedynie niektórzy. Kwestionuje on podejście mówiące o "egalitarnej dystrybucji historycznej odpowiedzialności za zmiany klimatu w systemie, który dopuścił się dojmująco nierównej dystrybucji bogactwa i władzy. Z tego punktu widzenia, mowa o antropogenicznych zmianach klimatu jest niczym innym, jak obwinianiem ofiar nadużyć, eksploatacji, przemocy i biedy"[13]. Zamiast zmian o charakterze antropogenicznym, mówilibyśmy więc o zmianach kapitałogenicznych (capitalogenic)[14]. Moore wpisuje swoją koncepcję w szerszy kontekst kapitalistycznej ekologii-świata[15], nawiązując tym samym do opisywanej przez Immanuela Wallersteina koncepcji systemów-światów[16].
      Kapitałocen wydaje się pojęciem o tyle bardziej adekwatnym, że dziś doskonale zdajemy sobie sprawę z napędzających go nierówności. Można argumentować za tym, że wszak kapitalizm został też wymyślony przez człowieka, więc wciąż mówimy w tym przypadku o ludzkiej działalności. Nie zmienia to jednak faktu, że późnokapitalistyczna gospodarka, nastawiona na nieustanną akumulację kapitału, nie ma charakteru egalitarnego. Tak samo w przypadku tzw. katastrofy ekologicznej - nie wszystkie kraje są tak samo odpowiedzialne za przyczynianie się do niej, a wręcz niektóre są przede wszystkim jej ofiarami[17]. Podstawą Antropocenu okazuje się esencjalistyczne rozumienie Człowieka, któremu sprzeciwia się posthumanizm, zwłaszcza w swym nurcie krytycznym. Tymczasem struktury kapitalistycznego systemu są wszechobecne i wpływają na każdy aspekt ludzkiego oraz nie-ludzkiego życia - bez względu na to, czy mówimy o tzw. krajach wysoko rozwiniętych, czy rozwijających się (albo, jak chciałby Wallerstein, centralnych, półperyferyjnych i peryferyjnych[18]).

Ostatnie dekady były w rozwoju korporacji okresem niezwykle istotnym. Dzięki globalizacji możliwe stało się budowanie systemów zależności obejmujących całą planetę. Dziś w pewien sposób każdy z nas uczestniczy w przedsięwzięciach całkiem nieznanych sobie ludzi w Afryce i Chinach. Zakup choćby najbardziej podstawowego produktu spożywczego włącza nas w nieskończenie skomplikowaną sieć oplatającą wszystkie kontynenty[19].

     Dlatego też nie powinno dziwić, że Philip Alston, specjalny sprawozdawca ONZ ds. ubóstwa, pisze w swoim raporcie o nadchodzącym "klimatycznym apartheidzie" oraz o tym, że prawo do życia może znaleźć się wkrótce poza katalogiem praw człowieka[20]. Według przedstawionych przez niego prognoz i analiz, "uboższe regiony świata, choć odpowiadają za emisję tylko 10 proc. gazów cieplarnianych, poniosą trzy czwarte kosztów związanych ze zmianą klimatu"[21], a do 2030 roku 120 milionów ludzi znajdzie się w skrajnej biedzie. Tymczasem najbogatsi mieszkańcy planety przygotowują się na bliżej niezdefiniowane Wydarzenie, odbywając specjalistyczne szkolenia i przygotowując strategie przetrwania na czas po "apokalipsie"[22]. Generowane przez nowoczesną gospodarkę-świat[23] podziały nie tylko napędzają więc akumulację kapitału, ale również prowadzą do katastrofy, w efekcie której rzeczone podziały podlegają jedynie powiększaniu. "Nie tak dawno katastrofy były okresami społecznego zrównania i zjednoczenia, rzadkimi momentami zawieszenia różnic dzielących wspólnotę. Teraz coraz częściej stają się czymś odwrotnym: oknem na okrutną przyszłość nieludzko podzielonego świata, w którym to pieniądze i rasa decydują o przetrwaniu"[24].
      W tym kontekście narracje o możliwościach "ekologicznej transformacji kapitalizmu"[25] wydają się budować fałszywą wizję rzeczywistości. Ralf Fücks twierdzi, że "grupy działające na rzecz ochrony środowiska i praw człowieka wywierają coraz silniejszą presję na koncerny działające w skali globalnej, żeby wzięły one większą odpowiedzialność za społeczne i ekologiczne skutki swoich produktów"[26]. I rzeczywiście coraz częściej można spotkać reklamy oraz informacje o tym, w jaki sposób wielkie korporacje angażują się w działalność proekologiczną[27]. Warto jednak przyjrzeć się nie tylko temu, co komunikują, ale również temu, w jaki sposób funkcjonują w układzie wspomnianej już ekologii-świata, a także temu, jaka rola przypada w ich działaniach konsumentom i konsumentkom. Joel Bakan zauważał bowiem, że tego rodzaju inicjatywy "mają przedstawić korporacje, jako siły działające na rzecz dobra, zwłaszcza kiedy z ich podstawowych działań wynika coś wręcz przeciwnego [...]. Kampanie takie mają rozpropagować przesłanie, że w odniesieniu do bolączek trapiących świat, wielki biznes jest częścią rozwiązania, a nie częścią problemu"[28].

***

     Roger Scruton - nie bez złośliwości - zauważył, iż "polityka zbawiania świata odegrała główną rolę w ruchach ekologicznych naszych czasów"[29] i trudno się z nim nie zgodzić. Aktywizm ekologiczny łączy się z silną wiarą w możliwości zmiany kursu, którym obecnie zmierza Ziemia, a przede wszystkim zmiany funkcjonowania kapitalistycznych struktur, które planetę na ów kurs zepchnęły. Siłą tego, jak również każdego innego, aktywizmu jest bowiem nadzieja, która oznacza, "iż inny świat jest możliwy, a nie że jest ziemią obiecaną, bowiem jego nadejścia nic nie gwarantuje. Nadzieja domaga się działania"[30]. Jednak działania zielonego aktywizmu w obrębie neoliberalnej ekologii nie tylko nie wykraczają poza ramy wytworzone w ramach Kapitałocenu, ale podporządkowują się jego zasadom i fundują dalszą akumulację kapitału kosztem istnień ludzkich oraz nie-ludzkich. Spróbujmy przyjrzeć się wizji propagowanej przez Fücksa:

Analogicznie do społecznego ograniczenia kapitalizmu przez ruch robotniczy XIX i XX w., ruch ekologiczny dąży do ograniczenia kapitalizmu w imię ochrony środowiska. Wyostrza świadomość konsumentów, zmienia zachowania konsumpcyjne niezliczonych milionów ludzi i tworzy nowe instytucje i instrumenty: międzynarodowe umowy i konwencje, organy ochrony środowiska naturalnego, gęstą tkankę ustaw i rozporządzeń, opłaty i podatki związane z ochroną środowiska, całą masę organizacji ekologicznych i wreszcie nowe polityczne formacje takie jak Zieloni, których nazwa firmuje projekt na miarę stulecia[31].

     Ekologia, o której pisze, opiera się na dwóch filarach - działaniach poszczególnych konsumentek i konsumentów (a więc skrajnej wierze w siłę indywidualnych jednostek w starciu z rynkiem) oraz politycznym wsparciu tych działań poprzez państwowe czy globalne ingerencje w postaci podatków czy ustaw. Dlatego właśnie nazywam tę wersję ekologii neoliberalną. Próbuje ona wykorzystywać język kapitalizmu do walki z nim samym. Obawiam się jednak, że globalne formacje kapitału zdecydowanie lepiej poruszają się na tym polu niż zieloni aktywiści.
      Najlepszym dowodem na ten fakt jest historia recyklingu, która ujawnia, że "kapitalizm, jako reżim wyobraźni, warunkuje [...] to, czego pragniemy"[32]. W 1953 roku powstała organizacja Keep America Beautiful, która stanowiła odpowiedź na ustawę stanu Vermont, nakazującą stosowanie systemu butelek wielokrotnego użytku. Wcześniej w USA funkcjonował system butelek "na kaucję", a w latach 30. XX wieku pojawiła się aluminiowa puszka, w której początkowo sprzedawano piwo, a następnie również bezalkoholowe napoje gazowane. Producenci promowali napoje w puszkach, podkreślając ich "jednorazowość", co znajdowało oddźwięk nawet w reklamach, na których można było zobaczyć ludzi wyrzucających zużyte puszki do jeziora. Keep America Beautiful produkowało więc przykładowo reklamy, nie tyle zachęcające konsumentów i konsumentki do korzystania z butelek wielokrotnego użytku, co przemawiające do amerykańskiego sumienia i pokazujące, w jaki sposób korzystanie z jednorazowych opakowań dewastuje środowisko (którego symbolem w słynnej reklamie z 1971 roku - tego samego, w którym powstała organizacja Greenpeace - stał się płaczący Indianin). Punktem kulminacyjnym było uruchomienie w 1970 roku pierwszego pilotażowego programu recyklingu w Los Angeles. Mieszkańcy byli zachęcani do przynoszenia pustych słoików i butelek do punktów skupu. Sukces sprawił, że już rok później Glass Container Manufacturers Institute, a więc instytut zrzeszający producentów szklanych opakowań, uruchomił program recyklingu w całym kraju. Jak się okazuje, także "Keep America Beautiful nie jest organizacją pozarządową działającą na rzecz ochrony środowiska, lecz konsorcjum zrzeszającym producentów napojów i opakowań, w tym Coca-Colę i American Can Company (producenta puszek)"[33]. Recykling jako alternatywa dla projektów zmuszających producentów do stosowania opakowań wielokrotnego użytku i zakazu stosowania jednorazowych, został więc wprowadzony do społecznej świadomości (a także działalności), stając się tym samym tarczą ochronną tychże producentów. Jak zauważa Grégoire Chamayou, mamy tu do czynienia z sytuacją, gdy "przemysłowcy, niszcząc system zakupu «na kaucję», tym samym zwalniając się z kosztów ponownego użycia opakowań, podejmując strukturalnie antyekologiczne decyzje, jednocześnie wzywają do ekologicznej odpowiedzialności konsumentów"[34]. Co więcej, dzięki działaniom PR i kampaniom reklamowym, a także z uwagi na rosnącą społeczną świadomość ekologiczną, udało się zasiać w obywatelach i obywatelkach USA potrzebę sfinansowania (za pomocą podatków czy darczyńców) całego systemu recyklingu opakowań, co zwolniło ich producentów z konieczności ponoszenia dodatkowych kosztów[35].
      Możemy więc zauważyć, że neoliberalna ekologia nie tyle stanowi broń przeciw działaniom globalnego kapitału, które przyczyniają się do dewastacji planety, ile raczej ma charakter - podobnie jak wspomniana dewastacja - kapitałogenny. "Psychologiczna moc takiej taktyki polega na tym, że słyszymy coś bardzo przyjemnego, a także prawdziwego (o ile dobrze to zrozumiemy): wszystko jest w naszych rękach, jesteśmy w stanie «coś zmienić»"[36]. Owo pragnienie zmiany zostaje jednak skanalizowane w działaniach podporządkowanych zasadom kapitalistycznej ekologii-świata. Co więcej, staje się ono niejako produktem tego, co Shoshana Zuboff nazywa kapitalizmem nadzoru[37], zorientowanym na gromadzenie oraz analizowanie olbrzymiej ilości danych dotyczących konsumentów i konsumentek, a następnie na kształtowanie nie tylko ludzkich potrzeb czy pragnień, ale również postaw, w tym konsumenckich zachowań. Jak pisał Wallerstein, "całościowy wirtualny rynek światowy stanowi rzeczywistość w tym sensie, że ma wpływ na wszelkie procesy podejmowania decyzji"[38]. Kapitalizm nadzoru opiera się na zasadach, które najbardziej kojarzą nam się z działaniami technologii powiązanych z tzw. Doliną Krzemową. To właśnie Google czy Facebook wypracowały systemy oparte na algorytmach, uczeniu maszynowym i głębokim uczeniu, które zajmują się profilowaniem swoich użytkowników, a następnie wykorzystywaniem informacji o nich na potrzeby działań sprzężonych z innymi przedsiębiorcami. Co więcej, odbywa się to przy cichej politycznej zgodzie[39].
      Jak zauważa Siva Vaidhyanathan:

Facebook nami manipuluje. Każdy aspekt serwisu powstał, by skupić naszą uwagę na zalewających News Feed obrazach i emocjach. Firma opracowała techniki, które mają zmierzyć poziom relatywnego szczęścia użytkowników lub zadowolenia z tego, co im podsuwa. Zatrudnieni przez nią badacze starają się rozpoznać rzeczy, które sprawiają, że jesteśmy szczęśliwsi, i zwiększyć nasz kontakt z nimi, a także zminimalizować kontakt ze wszystkim, co powoduje nasz niepokój lub niezadowolenie[40].

     Opisana przez niego zasada, charakterystyczna dla mediów społecznościowych, działa również poza nimi i można jej użyć, by wytłumaczyć, jak działa kapitalistyczne wykorzystanie ekologicznego dyskursu. W tym wypadku konsumentkom i konsumentom podsuwane są produkty, które mają zwiększyć dobre samopoczucie, a jednocześnie dać wrażenie, iż nasze działania coś zmieniają, że podążając za ideami zielonego aktywizmu walczymy z kapitalistycznym systemem. Gdyby jednak przyjrzeć się temu bliżej, okazuje się, że społeczeństwo kupując kolejne "eko-gadżety", nie tyle walczy z kapitalistycznym systemem i powodowaną przezeń katastrofą klimatyczną, co wykonuje jego skrypty, wycelowane w nas bezpośrednio za pomocą reklamy targetowanej. To właśnie zasada kapitalizmu nadzoru - którego mechanizmy rynkowe "ujarzmiają ludzkie doświadczenie i przekształcają je w zachowania czy aktywności, z których pozyskuje się dane do produkcji prognoz"[41]. Natomiast z racji tego, że "najpewniejszym sposobem przewidywania zachowań jest kształtowanie ich u źródeł"[42], kapitalistyczna maszyna pilnuje, byśmy podążali tropem ekologicznych produktów, czytali właściwie stematyzowane artykuły, które pojawią się np. w naszych mediach społecznościowych, dzięki czemu formatuje nasz styl życia w taki sposób, by stać się jedyną możliwą odpowiedzią na wykształcone w człowieku potrzeby.
      Ekologiczny aktywizm, poddany zasadom kapitalistycznej gospodarki, został przekształcony w "metkę", która "dobrze sprzedaje" produkty oraz usługi. Stał się rodzajem franczyzy, o tyle szczególnej, że nieposiadającej konkretnego właściciela, a więc darmowej i ogólnodostępnej. Co więcej, jest to franczyza, która związuje ze swoją eko-marką[43] konsumentów i konsumentki nie tylko poprzez poszczególne produkty, ale również dzięki reklamie oraz kampaniom PR-owym rozmaitych pro-ekologicznych organizacji czy wreszcie dzięki politycznemu ustawodawstwu. Korporacje nie muszą więc ponosić dodatkowych kosztów związanych z budzeniem społecznych potrzeb i pragnień - wystarczy, że odpowiednio zadbają o swój wizerunek. Wszystkie marki i produkty korzystające z ekologicznej franczyzy tworzą za jej pomocą wizerunki "dobrych korporacji", które cechują się troską o dobro wspólne, jakim jest Ziemia. Przedsiębiorcy zrozumieli bowiem, że nie wystarczy już zasiać wątpliwości oraz promować klimatycznego denializmu[44], ponieważ kwestia zmian klimatycznych ma charakter globalny i w pewnym momencie staje się odczuwalna dla wszystkich. Poza tym, zwolennicy walki z klimatyczną katastrofą, to przecież również konsumenci, których potrzeby należy zaspokoić.
     "Odpowiedzią" neoliberalnej ekologii na rzeczywistość Kapitałocenu ma więc być wybór wąskiej - a więc i elitarnej, ponieważ ich użycie pozwala odróżnić konsumentów i konsumentki "zaangażowane" od tych, którzy cechują się raczej postawą "Don't know, don't care" - gamy ekologicznych produktów oraz usług. Późny kapitalizm do tego stopnia stał się więc mitologią porządkującą nasze spojrzenie na świat[45], iż daliśmy się przekonać, że "właściwy" rodzaj konsumpcji, podlegający przecież prawom podaży i popytu, jest odpowiedzią na skutki kapitałogenicznej katastrofy klimatycznej[46]. W ten sposób w ramach kapitalistycznej ekologii-świata udało się zagospodarować pole, które dopiero się odsłania. Zagospodarowana została towarowa i usługowa nisza ekologicznego aktywizmu, więc nawet jeśli społeczeństwo masowo przeszłoby na produkty pro-ekologiczne, co mogłoby sugerować niejakie zwycięstwo nad kapitalistycznymi strukturami, okazuje się to ostateczną wygraną kapitalistycznej rzeczywistości[47]. Jest ona bowiem o krok przed konsumentami i konsumentkami, ponieważ dzięki działaniom kapitalizmu nadzoru ma możliwość nie tylko poznawania społecznych potrzeb oraz trendów, ale również wpływania na nie i oferowania ich realizacji. Można by rzec, że przemysłowa emisja gazów cieplarnianych czy efekty innych kapitalistycznych działań, które prowadzą do katastrofy klimatycznej, zostały potraktowane jak rynkowa wartość dodana. Mogły tym samym ufundować mechanizm wytwarzania kolejnych potrzeb, tym razem o proweniencji ekologicznej.
      Neoliberalna ekologia okazuje się tym samym formą przywileju o charakterze systemowym - nie tylko jest bowiem produkowana przez kapitalistyczny system, ale również funduje jego dalsze trwanie. Co więcej, stanowiąc część kapitalistycznej mitologii, używa gospodarczego i rynkowego języka, by opowiadać o klimatycznej katastrofie oraz możliwościach jej przeciwdziałania. Doskonale widać to na przykładzie tzw. nowego enwironmentalizmu, którego celem jest opracowanie nowych sposobów "uzyskiwania dochodu", a więc eksploatowania przyrody, z tą różnicą, iż miałyby one nie doprowadzać do jej śmierci[48].

Zamiast prowadzić politykę traktująca gazy cieplarniane jako niebezpieczne substancje zanieczyszczające, które wymagają jasnych, możliwych do wprowadzenia uregulowań, tak by ograniczyć emisje i stworzyć warunki do całkowitego przestawienia się na odnawialne źródła energii, grupy te forsowały skomplikowane plany rynkowe, w których gazy cieplarniane stały się abstrakcjami późnego kapitalizmu: przedmiotem handlu, sprzedaży wiązanej, spekulacji, czymś, co można przemieszczać po świecie niczym walutę lub kredyt typu subprime[49].

     Ekologia stała się w ten sposób przedmiotem rynkowych gier, jej dyskurs został przejęty i zawłaszczony przez siły oraz mitologię późnego kapitalizmu. Trudno więc myśleć o ekologii inaczej niż właśnie w perspektywie neoliberalnej, co doskonale pokazuje powyższy fragment książki Naomi Klein. Z jednej strony podejście to poddaje krytyce rynkową wirtualizację kwestii ekologicznych, z drugiej natomiast oczekuje działań legislacyjnych, politycznych regulacji, które nie tyle uwolnią ekologię spod władzy kapitalistycznych mechanizmów, co raczej będą na nie wpływać. Można jednak zauważyć, że "technika, państwo i rynek nakładają dzisiaj kapitalizmowi zielone szaty, ale nie udaje im się zatrzymać zmian klimatycznych i udaremnić klimatycznej katastrofy"[50].

***

     Nie twierdzę, że ekologiczny aktywizm jest moralnie niewłaściwy bądź, że aktywiści i aktywistki powinni związane z nim działania zarzucić, ponieważ przyczyniają się jedynie do utrwalania mechanizmów kapitałocenu. Chciałbym jednak uniknąć prostych odpowiedzi na złożone zagadnienia. Przykładowo, gdy Yuval Noah Harari pyta: "Jak człowiek może uniknąć współudziału w kradzieży, skoro globalny system ekonomiczny bezustannie kradnie w jego imieniu i bez jego wiedzy?"[51], to odpowiedzią jest dla niego moralność intencji - jesteśmy "usprawiedliwieni", gdy nasze zamiary były dobre, bez względu na to, jakie są efekty podjętych działań. Choć sam zdaje sobie doskonale sprawę, że w ten sposób raczej obchodzi problem niż się z nim mierzy, to woli zasłaniać się m.in. brakiem dostępu do wszystkich faktów.
      To typ postawy, którą można by scharakteryzować jako "Don't know, don't care". Wbrew sugestiom ze strony twórców filmu Antropocen: epoka człowieka, cechuje ona nie tylko "zobojętniałych denialistów", ale również przedstawicieli i przedstawicielki eko-aktywizmu. Neoliberalizacja ekologicznego zaangażowania stanowi ważny element struktur kapitalistycznej ekologii-świata. Brak świadomości czy brak wiedzy o tym[52] staje się natomiast formą uprzywilejowania, które pozwala dalej prowadzić ekologiczny tryb życia z poczuciem, iż jest się częścią zmian dokonywanych na globalną skalę. Tymczasem przedsiębiorcy dostrzegają w takiej postawie kapitał, który potrafią rozwinąć i czerpać z niego zyski. Tak jak przykładowo ING Bank Śląski ze swoją eko-lokatą czy bank BGŻ BNP Paribas, który chciałby być postrzegany jako "bank zmieniającego się świata", podczas gdy oba - jak wykazał raport Banking on Climate Change - są częściami międzynarodowych korporacji, które inwestują miliardy dolarów w przemysł wydobywczy paliw kopalnych, zatruwający środowisko i prowadzący m.in. do efektu cieplarnianego[53].
      Uwikłanie zielonego aktywizmu w rzeczywistość Kapitałocenu dostrzec można na wielu poziomach, stąd argument braku dostępu do faktów wydaje się chybiony. Należy jednak w tym celu przyjąć optykę szeroko rozumianych posthumanistycznych sieci relacji. Podążanie taką siecią powiązań, pozwala przykładowo dostrzec, iż ja - jako autor tego artykułu - również jestem jej częścią. Praca nad niniejszym tekstem zajęła mi 2 tygodnie, a więc 14 dni. Każdego dnia bateria w moim komputerze pozwalała mi pracować ok. 10 godzin, a później konieczne było jej ładowanie. Pojemność takiej baterii to 7150 mAh. Przy założeniu, że pracowałem codziennie wyłącznie podczas pracy baterii, musiałem ładować ją 14-krotnie, co daje sumę 100 100 mAh, czyli 0,37037 kWh, za które zapłacę 14 groszy. To niewielka suma, ale jeśli zauważę, że mój dostawca energii jest spółką kontrolowaną przez Skarb Państwa RP, to okazuje się, że pisanie niniejszego artykułu[54] - który mimo wszystko pisany jest z pozycji przychylnej wobec zielonego aktywizmu - w jakiś sposób finansuje działania kraju, którego rząd przyjął wobec katastrofy klimatycznej postawę denialistyczną.
      Czy ma to jednak oznaczać, że tego rodzaju aktywizm nie jest potrzebny? Wydaje się, że wręcz przeciwnie. Fundamentem aktywizmu jest przecież nadzieja, a jak pisze Rebecca Solnit, nadzieja jest "czymś, co zdobywamy, kopiąc tunele, wybijając okna, otwierając drzwi i znajdując ludzi, którzy czynią podobnie"[55].


Abstract
Miłosz Markiewicz
Green Activism in the Trap of the Capitalocene.
Neoliberal Environmentalism as a Privilege

     The paper proposes an analysis of the ecological discourse within the times of the Capitalocene. The latter term, strongly promoted by Jason W. Moore, is a try for making sense of capitalism as a world-ecology of power. The author of the paper indicates that environmentalism has become neoliberal. It was taken over by the discourse of capitalism, which has made environmental activism a product. An important role in this process was played by surveillance capitalism described by Shoshana Zuboff. The paper puts forward a thesis that the activity of neoliberal environmental activism is designed and maintained by the capitalist structures of power, and that functioning within it is a form of privilege.

     Keywords: Capitalocene, world-ecology, surveillance capitalism, neoliberal environmentalism, climate change


[1] Film z 2018 roku w reżyserii Jennifer Baichwal, Nicholasa de Penciera i Edwarda Burtynsky'ego stanowi część większego projektu artystyczno-edukacyjnego "The Anthropocene Project". W polskich kinach pokazywany był w ramach 16. Millenium Docs Against Gravity. Więcej informacji o filmie oraz projekcie można znaleźć pod adresem: https://theanthropocene.org/
[3] Więcej na temat feministycznej etyki troski można znaleźć w: N. Noddings, Caring. A Feminine Approach to Ethics and Moral Education, Berkeley - Los Angeles: University of California Press 1984, oraz C. Gilligan, Innym głosem. Teoria psychologiczna i rozwój kobiet, przeł. B. Szelewa, Warszawa: Wydawnictwo Krytyki Politycznej 2015. W kontekście jej globalnego zastosowania zob.: F. Robinson, The Ethics of Care. A Feminist Approach to Human Security, Philadelphia: Temple University Press 2011. Sposób rozumienia troski przez Gilligan i Noddgins nie jest wcale oczywisty, co więcej, ta druga nie w pełni zgadza się z koncepcją pierwszej. Dla Gilligan etyka troski jest postawą moralną charakterystyczną dla kobiet, opartą na relacji i odpowiedzialności, natomiast mężczyźni mieliby kierować się etyką sprawiedliwości, opartą na regułach i uprawnieniach. Noddings jest zaś przekonana, że "troska zawiera w sobie coś więcej niż tylko specyficzne zobowiązanie wobec poszczególnych ludzi lub ogólny obowiązek ludzkiej uprzejmości. Dlatego twierdzi, że konkretne działania o wiele bardziej niż abstrakcyjne intencje definiują rzeczywistą troskę". [A. Waleszczyński, Feministyczna etyka troski. Założenia i aspiracje, Warszawa: Środkowoeuropejski Instytut Zmiany Społecznej 2013, s. 46]. Na temat definiowania troski w etyce feministycznej toczy się szeroka debata, zwłaszcza w kontekście zastosowania tej etyki w androcentrycznym świecie. [Zob.: A. Kamińska, Spory wokół feministycznej etyki troski we współczesnej filozofii amerykańskiej, Katowice 2008, niepublikowana praca doktorska, http://sbc.org.pl/Content/12050/doktorat2884.pdf].
[4] J.-L. Nancy, Être singulier pluriel, Paryż: Galilée 1996, s. 21.
[5] Fakt, iż koszulkę nosi mężczyzna nie pozostaje - zwłaszcza w kontekście feministycznej etyki troski - bez znaczenia, jednak pozwolę sobie pominąć ten aspekt zagadnienia, ponieważ nie stanowi on mojego głównego zainteresowania w niniejszym artykule.
[6] A. Kanclerz, Etyka troski Carol Gilligan i Nel Noddings a moralny partykularyzm, "Etyka" 2018, nr 57, s. 30.
[7] Mężczyznę w koszulce traktuję tu jako metonimię pozostałych pracowników przynajmniej tej jednej fabryki.
[8] Pisząc "ekologia", mam tu na myśli jej drugie znaczenie, jakie można znaleźć w Słowniku języka polskiego PWN: "działania propagujące ochronę środowiska"
[Zob. https://sjp.pwn.pl/szukaj/ekologia.html]. Bardziej niż nauka biologiczna badająca wzajemne relacje organizmów i środowisk, interesuje mnie więc szeroko rozumiany ekologiczny aktywizm, który czasem będę nazywał zielonym aktywizmem. Zdecydowałem, iż nie będę w niniejszym artykule używał oficjalnie przyjętego określenia "ekologizm", ponieważ zostało ono brutalnie przejęte przez swoich przeciwników i - zwłaszcza w polskim kontekście - funkcjonuje przede wszystkim w formie krytycznej, jednak nie takiej, jaka mnie interesuje, a negującej merytoryczne podstawy proekologicznej działalności. Por. G. Reisman, Ekologizm. Trucizna XXI wieku, przeł. B. Pawiński, A. Sitkiewicz, Warszawa: Fijorr Publishing Company 2015. Jednym z używanych w kontekście zielonego aktywizmu określeń jest również "nowy enwironmentalizm", który na polskim gruncie - za Edwardem O. Wilsonem - promuje Piotr Skubała. Por. P. Skubała, Nowy enwironmentalizm - rewolucja w sposobie myślenia na temat ochrony przyrody, "Zeszyty Naukowe Południowo-Wschodniego Oddziału Polskiego Towarzystwa Inżynierii Ekologicznej z siedzibą w Rzeszowie i Polskiego Towarzystwa Gleboznawczego Oddział w Rzeszowie" 2014, t. 1, nr 17 oraz E.O. Wilson, Przyszłość życia, przeł. J. Ruszkowski, Poznań: Wydawnictwo Zysk i S-ka 2003. Temu ostatniemu określeniu przyjrzę się w dalszej części artykułu.
[9] Por. M. Napiórkowski, Kod kapitalizmu. Jak Gwiezdne wojny, Coca-Cola i Leo Messi kierują twoim życiem, Warszawa: Wydawnictwo Krytyki Politycznej 2019.
[10] P.J. Crutzen, E. Stoermer, The "Anthropocene", "Global Change Newsletter" 2000, nr 41, s. 18.
[11] D. Haraway, M. Keney, Anthropocene, Capitalocene, Chthulhucene. Donna Haraway in conversation with Martha Kenney, [w:] Art in the Anthropocene. Encounters Among Aesthetics, Politics, Environments and Epistemologies, pod red. H. Davis, E. Turpina, Londyn: Open Humanities Press 2015, s. 259.
[12] Używam dużej litery wobec takich nazw jak Antropocen, Kapitałocen czy - w dalszej części tekstu - Człowiek w celu zaznaczenia, iż rozumiem je jako abstrakcyjne pojęcia, figury myślenia (czy też - jak chcieliby Gilles Deleuze i Félix Guattari - postaci pojęciowe) - w odróżnieniu np. od "człowieka", reprezentującego (biologicznie rozumiany) rodzaj/gatunek ludzki czy geologicznej nazwy "antropocen". Pragnę w ten sposób zaznaczyć pewną charakterystyczną bifurkację, dualizm myśli i materii, któremu sprzeciwia się nurt posthumanistczny, zwłaszcza spod znaku nowego materializmu.
[13] J.W. Moore, Capitalocene & Planetary Justice, "Maize" 2019, nr 6, s. 50.
[14] Por. tamże oraz Anthropocene or Capitalocene? Nature, History, and the Cirsis of Capitalism, pod red. J.W. Moore'a, Oakland: PM Press 2016.
[15] Por. J.W. Moore, Capitalism in the Web of Life. Ecology and the Accumulation of Capital, Londyn - Nowy Jork: Verso Books 2015
[16] Por. I. Wallerstein, Analiza systemów-światów. Wprowadzenie, przeł. K. Gawlicz, M. Starnawski, Warszawa: Wydawnictwo Akademickie DIALOG 2007.
[17] Dobrym przykładem jest tu chociażby Królestwo Bhutanu, kraj o zerowej emisji CO2. Por. T. Tobgay, This country isn't just carbon neutral - it's carbon negative, https://www.ted.com/talks/tshering_tobgay_this_country_isn_t_just_carbon_neutral_it_s_carbon_negative [dostęp: 21.07.2019]
[18] Por. I. Wallerstein, Analiza...
[19] M. Napiórkowski, Kod kapitalizmu..., s. 77.
[20] Por. D. Carrington, ‘Climate apartheid': UN expert says human rights may not survive, https://www.theguardian.com/environment/2019/jun/25/climate-apartheid-united-nations-expert-says-human-rights-may-not-survive-crisis [dostęp: 21.07.2019]
[21] M. Żyła, Bogaci pożyją dłużej, "Tygodnik Powszechny" 2019, nr 27 (3652), s. 11.
[22] Por. W. Orliński, Tak czy owak, dwadzieścia dwa, "Pismo" 2019, nr 7 (19). Zapis pojęcia "Wydarzenie" dużą literą pochodzi od autora tego artykułu.
[23] Por. I. Wallerstein, Analiza..., s. 41-64.
[24] N. Klein, Doktryna szoku. Jak współczesny kapitalizm wykorzystuje klęski żywiołowej i kryzysy społeczne, przeł. H. Jankowska, T. Krzyżanowski, K. Makaruk, M. Penkala, Warszawa: Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA 2014, s. 455-456.
[25] Por. R. Fücks, Zielona rewolucja, przeł. Ś.F. Nowicki, Warszawa: Instytut Wydawniczy Książka i Prasa 2016.
[26] Tamże, s. 363.
[27] Przykładowo na blogu ING Banku Śląskiego znajdziemy informację o tym, w jaki sposób jego działania przyczyniają się do walki o czyste powietrze, przeczytamy o wprowadzeniu elektrycznych samochodów do miast czy o lokacie bankowej, z której odsetki miały zasilać organizacje związane z zielonym aktywizmem: https://spolecznosc.ingbank.pl/-/Blog/ING-Bank-Śląski-walkę-o-czyste-powietrze-zaczęliśmy-od-siebie/ba-p/12826 [dostęp: 21.07.2019]. Innym przykładem może być kampania reklamowa banku BGŻ BNP Paribas, która przedstawia go jako "bank zmieniającego się świata" i przekonuje, że "od każdego z nas zależy, jak świat będzie wyglądał jutro": http://tv.wirtualnemedia.pl/film/bgz-bnp-paribas-z-logo-i-haslem-bank-zmieniajacego-sie-swiata [dostęp: 21.07.2019]. O tym, jak korporacja McDonald's przeciwdziała zmianom klimatu przeczytamy natomiast zarówno na ich stronie internetowej, jak i dowiemy się z ulotek dostępnych w restauracjach sieci: https://corporate.mcdonalds.com/content/corpmcd/scale-for-good/climate-action.html/ [dostęp: 21.07.2019]
[28] J. Bakan, Korporacja. Patologiczna pogoń za zyskiem i sławą, przeł. J.P. Listwan, Warszawa: Wydawnictwo Lepszy Świat 2006, s. 35.
[29] R. Scruton, Zielona filozofia. Jak poważnie myśleć o naszej planecie, przeł. J. Grzegorczyk, R.W. Wierzchosławski, Poznań: Wydawnictwo Zysk i S-ka 2017, s. 86
[30] R. Solnit, Nadzieja w mroku, przeł. A. Dzierzgowska, S. Królak, Kraków: Karakter 2019, s. 36.
[31] R. Fücks, Zielona rewolucja..., s. 367-368.
[32] M. Napiórkowski, Kod kapitalizmu..., s. 114.
[33] G. Chamayou, Jak kapitał wmawia nam swoje winy, "Le Monde diplomatique. Edycja polska" 2019, nr 2 (156), s. 4.
[34] Tamże.
[35] Więcej na temat historii recyklingu można znaleźć w: G. Chamayou, Jak kapitał..., a także J.G. Conley, Environmentalism Contained: A History of Corporate Responses to the New Environmentalism, Princeton: Princeton University Press 2006 oraz A.B. Jaeger, Forging Hegemony: How Recycling Became a Popular But Inadequate Response to Accumulating Waste, "Social Problems" 2018, nr 3, jak również B.J. Elmore, The American Beverage Industry and the Development of Curbside Recycling Programs: 1950-2000, "Business History Review" 2012, nr 3.
[36] G. Chamayou, Jak kapitał..., s. 5.
[37] Por. S. Zuboff, The Age of Surveillance Capitalism: The Fight for a Human Future at the New Frontier of Power, Nowy Jork: PublicAffairs 2019 oraz tejże, Pokemon go - wrota do kapitalizmu nadzoru, "Le Monde diplomatique. Edycja polska" 2019, nr 1 (155).
[38] I. Wallerstein, Analiza..., s. 43. Autorowi nie chodzi bynajmniej o rynek wirtualny w rozumieniu sieci internetowej, a pewną abstrakcyjną globalną strukturę: "Rynek jest zarówno konkretną lokalną strukturą, w której jednostki lub firmy sprzedają i kupują dobra, jak i istniejącą w szerszej przestrzeni wirtualną instytucją, umożliwiającą ten sam rodzaj wymiany" [tamże].
[39] Por. S. Zuboff, The Age..., s. 32-64.
[40] S. Vaidyanathan, Antisocial Media. Jak Facebook oddala nas od siebie i zagraża demokracji, przeł. W. Mincer, K. Sosnowska, Warszawa: Wydawnictwo WAB, s. 58.
[41] S. Zuboff, Pokemon go..., s. 21.
[42] Tamże, s. 22.
[43] Jak pisze Marcin Napiórkowski, "marka jest punktem spotkania pomiędzy niewidoczną logiką złożonych systemów organizujących kapitalizm a doświadczeniem i działaniami jednostki, które określić można jako «proste» w tym znaczeniu, że pozostają zakorzenione w jednostkowym punkcie widzenia". [M. Napiórkowski, Kod kapitalizmu..., s. 92]
[44] Por. H. Washington, J. Cook, Climate Change Denial. Heads in the Sand, Londyn - Nowy Jork: Eartshscan 2011, a także N. Oreskes, E.M. Conway, Merchants of Doubt, Nowy Jork - Berlin - Londyn: Bloomsbury Press 2010.
[45] Por. M. Napiórkowski, Kod kapitalizmu...
[46] Jak zauważa Ewa Bińczyk: "Jedną z ikon rewolucji ekologicznej stała się elektryczna tesla, ścigacz szosowy, który wprawdzie sam nie emituje do atmosfery dwutlenku węgla, ale podczas ładowania pożera z gniazdka mnóstwo prądu. I już nikt się nie zastanawia nad tym, że skoro w Polsce prąd nadal pochodzi głównie z elektrowni węglowych, to jeżdżenie po Warszawie czy Krakowie czterystukonnym potworem na prąd, zwłaszcza w pojedynkę, nie ma nic wspólnego z walką z katastrofą klimatyczną. Jeździsz teslą? Jesteś eko" [E. Bińczyk, M. Rabij, Nie jesteśmy tu na stałe, "Tygodnik Powszechny" 2019, nr 29, e-wydanie, bn.].
[47] Przykładami tego typu działania jest chociażby wspomniana historia recyklingu. Wartym zwrócenia uwagi jest również fakt, że firma Philip Morris International, jedna z największych producentek papierosów, swojej przyszłości upatruje w walce z dymem tytoniowym:
https://www.pmi.com/markets/poland/pl/about-us/our-vision [dostęp: 21.07.2019]
[48] Por. P. Skubała, Nowy enwironmentalizm...
[49] N. Klein, To zmienia wszystko. Kapitalizm kontra klimat, przeł. H. Jankowska, K. Makaruk, Warszawa: Warszawskiej Wydawnictwo Literackie MUZA SA: 2016, s. 211.
[50] C. Leggewie, H. Welzer, Koniec świata, jaki znaliśmy. Klimat, przyszłość i szanse demokracji, przeł. P. Buras, Warszawa 2012, s. 125.
[51] Y.N. Harari, 21 lekcji na XXI wiek, przeł. M. Romanek, Kraków: Wydawnictwo Literackie 2018, s. 290.
[52] A może po prostu "przymknięcie oczu"?
[54] A kwota ta urosłaby przecież, gdybym dodał prąd zużyty w mieszkaniu podczas i na rzecz pisania czy zakupy, które w tym czasie robiłem, chociażby duże ilości kawy.
[55] R. Solnit, Nadzieja..., s. 256.

do góry









































strona 102








































strona 103








































strona 104








































strona 105








































strona 106








































strona 107








































strona 108








































strona 109








































strona 110








































strona 111








































strona 112








































strona 113








































strona 114








































strona 115








































strona 116








































strona 117

główna anthropos? teksty autorzy rada recenzentów dla autorów indeksacja archiwum   English version