główna anthropos? teksty autorzy rada recenzentów dla autorów warsztaty archiwum   english version
Tomasz Kozłowski

Szczęście: niespełnialny dogmat doby konsumpcjonizmu? Psychologiczne uwarunkowania poczucia dobrostanu a społeczno-kulturowa praktyka

     Poszukiwanie szczęścia rozumianego nie tylko jako chwilowa radość, euforia, ale jako trwały stan równoznaczny z pogodą ducha i zadowoleniem z życia jako całościowego procesu (i takie właśnie znaczenie nadaję temu terminowi w dalszej części pracy), to cel, który towarzyszył człowiekowi od bardzo dawna. Nie dowiemy się co prawda, czy wraz z pojawieniem się pierwszego osobnika z gatunku Homo sapiens s. na ziemi pojawiła się jednocześnie potrzeba osiągnięcia jakiejś, lepiej lub gorzej zdefiniowanej, eudajmonii, możemy natomiast przypuszczać, że pewne formy refleksji nad szczęściem obecne były w już najdawniejszych kulturach. Przejawiały się one choćby w wizjach światów, do których podążają dusze ludzi umarłych. Uwidaczniały się również w pierwszych systemach filozoficznych[1]. Nie jest moim celem charakterystyka poszczególnych koncepcji dążenia do szczęścia i osiągania go.
     Chciałbym jednak wskazać, że istnieją pewne przesłanki, by podejrzewać, iż istnieje określony wzorzec szczęścia, który wbudowany jest w naszą psychikę w sposób ewolucyjny. Daje on - jak przypuszczam - o sobie znać zarówno w wizjach mitycznych krain, zaświatów, obrazach "Złotego wieku", od którego, ponoć, oddalamy się z każdym tysiącleciem, jak również w wyobrażeniach o idealnym stanie społecznym.
     Wzorzec owego szczęścia postaram się scharakteryzować z punktu widzenia psychologii ewolucyjnej. Postaram się jednocześnie wykazać, że kultura konsumpcjonizmu, współczesne nam ideały i wartości, choć hołdują rozwojowi indywidualnemu i zaspokajaniu indywidualnych potrzeb (co wielu utożsamia z pojęciem szczęścia), w gruncie rzeczy stanowić mogą istotną przeszkodę na drodze do wizji szczęścia, jaka wmontowana jest na stałe w naszą konstrukcję psychiczną.

     Ewolucja człowieka a ogólnoludzkie wyobrażenie o szczęściu
     Homo sapiens s. w myśl paradygmatu neodarwninowskiego, obowiązującego w naukach przyrodniczych, jest jednym wielu gatunków, które powstały na drodze doboru naturalnego[2]. Selekcja naturalna jest z kolei procesem, który wprawdzie nie ma określonego celu, charakteryzuje się jednak określonymi prawidłowościami. Jedną z nich jest przetrwanie osobników najlepiej przystosowanych do warunków środowiskowych[3], które dzięki temu wypierają osobniki słabiej przystosowane i dominują w ogólnej puli genowej przekazując korzystne cechy swemu potomstwu. Wszystkie osobniki stawić muszą czoła określonym presjom selekcyjnym, a więc wymogom, jakie stawia środowisko. Mogą to być wysokie, bądź niskie temperatury, zbyt niska bądź zbyt wysoka zawartość tlenu, obecność drapieżników, trudna dostępność pokarmu etc. W zależności od tego, jak dane środowisko jest ukształtowane, ewolucja wywiera takie, bądź inne naciski. Ewolucja człowieka miała z kolei miejsce w warunkach afrykańskiej sawanny. To tam właśnie pojawili się antenaci Homo sapiens s. Sawanna, jak każde inne środowisko, była źródłem określonych presji selekcyjnych[4].
     Przodkowie człowieka (a następnie również sami ludzie) musieli stykać się z takimi wyzwaniami adaptacyjnymi jak poszukiwanie odpowiedniego pożywienia, odróżnianie rzeczy jadalnych od niejadalnych, unikanie drapieżników, rozpoznawanie zagrożeń naturalnych (w rodzaju burz, pożarów, powodzi, gwałtownych załamań klimatycznych etc.), znalezienie odpowiedniego partnera do rozrodu, umiejętność komunikowania się ze współplemieńcami, przewidywanie ich zachowań, w tym również wykrywanie prób manipulacji[5].
     W ogromnym skrócie, dziesiątki tysięcy lat ewolucji w środowisku, które stawiało nam takie, a nie inne wymogi, doprowadziły do tego, że niektóre sytuacje (np. dostęp do żywności i partnerów seksualnych) stały się dla człowieka w sposób oczywisty pożądane, innych z kolei (np. spotkania z drapieżcą, wrogiem, upadek w przepaść) należało unikać.
     Mózg Homo sapiens s. wyposażony został w ośrodki umożliwiające rozpoznanie sytuacji i sklasyfikowane jej jako odpowiadające potrzebom organizmu i jego interesowi rozrodczemu, bądź też nie[6]. W zależności od rodzaju sytuacji aktywują się wówczas struktury odpowiedzialne za stosowne stany emocjonalne (radość, strach, złość etc.), układy kary/nagrody, przyjemności/bólu etc. Dzięki reakcjom swojego organizmu jesteśmy w stanie określić, czy zaspokajamy potrzeby życiowe, czy wręcz przeciwnie - narażamy się na niebezpieczeństwo lub nawet śmierć[7].
     Dla naszych rozważań kluczowe jest jednak, że w oparciu o twierdzenia psychologii ewolucyjnej zupełnie nowe światło pada na kulturowe wyobrażenia o szczęściu i dobrostanie. Projekcje te, zawarte w mitach i wierzeniach obecnych w bardzo wielu kulturach (np. nieba chrześcijan, raju muzułmanów, a nawet "krainie wiecznych łowów" Indian północno-amerykańskich) dają się interpretować jako obrazy habitatu doskonałego, otoczenia pozbawionego naturalnych zagrożeń, będącego jednocześnie wspaniałym miejscem do pogłębiania relacji międzyludzkich, zdobywania pożywienia, czy rozrodu. Zwróćmy uwagę, że w wierzeniach wielu ludów występuje motyw pośmiertnego spotkania wszystkich swoich bliskich, życia w dostatku i spokoju. Obrazy nieba zwykle przedstawiają zieloną równinę, ciągnącą się aż po horyzont, z doskonałą pogodą, w oddali na ogół majaczą ośnieżone góry, grupki ludzi z kolei przesiadują pod rozłożystymi drzewami w cieniu, jedzą soczyste owoce, nie ma kłótni i złości, panuje atmosfera miłości, spokoju i zgody czego wyrazem są nie tylko relacje międzyludzkie, ale i międzygatunkowe (brak agresji ze strony drapieżników, które dają się głaskać i są skore do zabawy). W wyobrażeniach tych pojawia się zatem nieustannie element zaspokojenia wszystkich najbardziej żywotnych potrzeb organizmu, zarówno czysto fizjologicznych (łaknienia, pragnienia, bezpieczeństwa), rozrodczych (obecność partnera seksualnego, co w wierzeniach muzułmanów jest szczególnie widoczne, wszak męczennicy kuszeni są do złożenia ofiary z życia wizją obcowania w niebie z zastępami dziewic), społecznych (obecność przyjaciół, życzliwe relacje ze wszystkimi), środowiskowych (brak zagrożeń zarówno ze strony przyrody ożywionej, jak i nieożywionej).
     Sądzę, że w świetle tych krótkich analiz można postawić tezę, że obraz szczęścia istoty ludzkiej, jaki rysuje się w wielu podaniach i wierzeniach, w znacznej mierze ukształtowany jest warunkami bytowymi habitatu jej przodków a dokładniej - dążnością za habitatem optymalnym.

     Neurologiczne i psychologiczne determinanty odczuwania dobrostanu
     Kluczowe dla naszych dalszych rozważań jest pojęcie pozytywnej emocji. Uznaje się, że emocje stanowią neurologiczne wskaźniki dla organizmu, swoiste informacje na temat tego, czy organizm dobrze realizuje strategię przetrwania[8]. Są one jednocześnie głównym (jeśli nie jedynym) motywatorem działania[9]. Emocja strachu podpowiada, że zaszły okoliczności, które wystawiają nas na niebezpieczeństwo i tym samym skłania nas do podjęcia środków zapobiegawczych. Emocja agresji sugeruje wystąpienie zagrożenia w postaci rywala, którego należy unieszkodliwić. Emocja radości, szczęścia podpowiada z kolei, że zaszły zmiany, które są dla nas z jakichś powodów korzystne.
     Naturalnie neurologiczno-psychologiczne podłoże tych procesów jest niezwykle subtelne i złożone, jednak jego dokładna analiza nie jest przedmiotem tego tekstu. Warto jednak wiedzieć, że w toku ewolucji w mózgu człowieka wykształciły się dwie zasadnicze struktury odpowiadające za pozytywne doznania (które jednocześnie możemy określić jako kluczowe dla kreowania poczucia szczęścia i dobrostanu). Innymi słowy, z punktu widzenia neurofizjologii istnieją dwa sposoby, by poczuć się szczęśliwym. Za jeden z nich odpowiadają struktury wydzielające neuroprzekaźnik zwany serotoniną, drugi sposób związany jest z kolei z tzw. układem dopaminergicznym[10]. Na ogół systemy te ściśle ze sobą współdziałają i wydzielanie jednego neuroprzekaźnika często łączy się z wydzielaniem drugiego, nie oznacza to jednak, że mają one identyczne zadania. Pierwszy z nich, mówiąc bardzo ogólnie, związany jest z lubieniem danej rzeczy, drugi zaś - z jej chceniem. W potocznym rozumieniu moglibyśmy powiedzieć, że rozdźwięk między tymi dwoma rodzajami odczuwanej przyjemności zawiera się w znanym dylemacie "zjeść ciastko, czy mieć ciastko". Zaspokajając jedną z wielu życiowych potrzeb, jedząc smaczny posiłek, przebywając z przyjaciółmi, uprawiając seks, nasz mózg reaguje w sposób podobny jak w przypadku "zjedzenia ciastka". Aktywuje się wówczas obszar "lubienia". Z perspektywy doboru naturalnego nie byłoby jednak dobrze, gdyby serotoninowy błogostan trwał w nieskończoność. Trwając w ekstazie, leniuchując, trawiąc, dowcipkując ze znajomymi moglibyśmy po prostu zapomnieć o tym, że za jakiś czas znowu trzeba się najeść, napić, zatroszczyć o dzieci i najbliższych, innymi słowy - potrzeby nie mogą być trwale, raz na zawsze zaspokojone. By organizm mógł przetrwać - muszą się one odnawiać, napędzać go do dalszego działania, zupełnie jak w innym powiedzeniu, że wszystko co dobre, szybko się kończy. Wówczas to motywuje nas drugi system, który nagradza za samo dążenie do osiągnięcia celów (skłania nas, by znowu "mieć ciastko", aby móc je potem ponownie zjeść). Dzięki dawce dopaminy wiemy, że poszukiwanie, "chcenie" konkretnych bodźców, sytuacji, zasobów, samo w sobie również jest czymś właściwym. Dążenie do celu może stać się tym samym działaniem równie przyjemnym i ekscytującym, jak osiągnięcie go.
     Zdaniem badaczy, owo neurologiczne, dwoiste źródło pozytywnych doznań może wiele wyjaśnić w ludzkim dążeniu do poczucia dobrostanu. Zdaniem psychologa-ewolucjonisty Daniela Nettle'a, ale również zdaniem innych piewców psychologii pozytywnej, większą gwarancję zadowolenia z życia daje skupienie się na czynnościach związanych z "radością z lubienia", aniżeli z "radością z chcenia"[11].
     Psychologia pozytywna, gałąź nauki koncentrująca się na percepcji i podtrzymywaniu stanów dobrostanu wskazuje ponadto na istnienie dwóch rodzajów "dóbr", poprzez które ludzie skłonni są definiować osobiste szczęście. Czynniki te - ze względu na specyficzną rolę, jaką odgrywają w podtrzymywaniu wrażenia dobrostanu - nazywane są dobrami niepozycjonującymi oraz pozycjonującymi[12]. Mają one związek z miejscem na drabinie społecznej oraz subiektywnym poczuciem tego, co o takim miejscu decyduje. Mamy silną skłonność do nieustannego porównywania się z innymi i nasze odczuwanie szczęścia, niestety, często od bilansu tegoż porównania zależy. Wartości niepozycjonujące nie wpływają na naszą pozycję w żaden sposób, są jednak absolutnie niezbędne, by w ogóle móc szczęście odczuwać. Zaliczamy do nich np. zdrowie oraz otoczenie społeczne. Do wartości pozycjonujących, a więc takich, które budują nie tylko poczucie szczęścia, ale i społeczny prestiż należą zarobki, kariera i zajmowane stanowisko, duży dom, samochód, młody i atrakcyjny partner i tak dalej.
     Problem w tym, że - jak przekonują badacze - czynniki pozycjonujące ulegają bardzo szybkiej adaptacji, innymi słowy, bardzo szybko przyzwyczajamy się do osiągniętego statusu, do zarobków na określonym poziomie, do życia w komforcie, do zakochanej w nas po uszy pięknej żony[13]. Choć elementy te dają szczęście, jest to emocja przejściowa, która relatywnie krótko trwa, wygasa i przestaje realnie cieszyć[14]. Przyzwyczajamy się do nich. A skoro tak - szybko dochodzi do ponownego zmotywowania w postaci "chcenia". Chcemy poczuć się jeszcze lepiej niż rywale, koledzy, sąsiedzi. Mamy wszystko, ale chcemy od życia jeszcze więcej. Przypomina to sytuację, w której upragnione ciastko zostało zjedzone i należy szukać następnego. Z psychologicznego punktu widzenia, w powiedzeniu, że pieniądze szczęścia nie dają jest boleśnie dużo prawdy. W ten sposób funkcjonujący system motywacyjny, który nieustannie nakazuje nam "chcieć" pewnych rzeczy, może w warunkach silnej konkurencji prowadzić nie tyle do poczucia szczęścia wynikającego z pięcia się po szczeblach kariery, ile do frustracji spowodowanej brakiem możliwości wytchnienia i długotrwałego cieszenia się z osiągniętego rezultatu. Na gruncie neurofizjologii moglibyśmy rzec, że ilość energii wpompowanej w aktywność "pozycjonującą", windującą status, a do której napędza nas dopamina, nie zostaje zrekompensowana dostateczną ilością serotoniny. Odczuwamy to jako rozczarowanie. Mnóstwo wysiłków, stresu i zakulisowych walk o awans ciężko jest zrekompensować 500-złotową podwyżką. (Należy jednak dodać, że choć mechanizm ten może być wyniszczający, w czasach naszych przodków zdawał egzamin: w warunkach walki o byt "chcenie czegoś więcej" po prostu wychodziło na lepsze, niż poprzestawanie na tym, co się osiągnęło).
     Co ciekawe, choć dobra niepozycjonujące (a więc zdrowie, społeczne otoczenie) nie są źródłem społecznego prestiżu, bez nich pełne odczuwanie szczęścia jest niemożliwe. (nie sposób być szczęśliwym, gdy jest się np. ciężko chorym). W czasach dominującej ideologii konsumeryzmu taki stan rzeczy musi zrodzić pewnego rodzaju napięcie. W pogoni za szczęściem współczesny człowiek zmuszony jest wybrać: albo dać się ponieść wyniszczającemu wyścigowi szczurów, zdobyć uznanie w środowisku, zasoby i pozycję, a jednocześnie wystawić się na działanie stresu i apetytu rosnącego w miarę jedzenia, albo poprzestać na małym, skupić się na sobie, budować atmosferę spokojnego życia, ale jednocześnie ryzykować mniejszy społecznych szacunek (albo wręcz jego brak).

     Społeczeństwo konsumpcyjne jako promocja dóbr pozycjonujących
     Problem w tym, że współczesna kultura konsumeryzmu wydaje się promować materialistyczne wartości, łączące się z szybką gratyfikacją, rzadko jednak dające długotrwałe poczucie spełnienia i posiadania kontroli nad swoim życiem. W interpretacji psychologii pozytywnej, konsumeryzm oscyluje ściśle wokół dóbr pozycjonujących, z pominięciem wartości niepozycjonujących. O tym, że taki jest kierunek zmian w społeczeństwach późno-kapitalistycznych przekonująco argumentuje Benjamin Barber[15], wskazując na niektóre właściwości ponowoczesnej gospodarki. Konsumpcja - twierdzi Barber - zamienia się w hiperkonsumpcję, ponieważ tylko hiperkonsumpcja, a więc nabywanie ponad stan, kupowanie rzeczy zbędnych, zaspokajanie wykreowanych potrzeb i gwałtowne tworzenie coraz to nowych (w istocie nikomu niepotrzebnych) nisz i rynków zbytu służy jedynie podtrzymaniu ładu gospodarczego. Produkcja stała się tak tania, że umożliwia zalanie konsumentów nienabywalną (z matematycznego i fizycznego punktu widzenia) liczbą dóbr. Jeśli nie uda się zbyć ich znacznej części - rynek po prostu się załamie. Z tego też względu musi pojawić się - zdaniem autora "Skonsumowanych" - nowa etyka, system wartości hiperkonsumenta, opozycyjny do kreślonego przez Maxa Webera etosu protestanckiego, który przyczynił się do powstania kapitalizmu[16].
     Zdaniem Barbera nadprodukcyjną gospodarkę może uratować tylko hiper-konsumpcja, dlatego też - w ogromnym skrócie - w interesie całego systemu jest imputowanie jednostkom przekonania, że sensem życia jest nabywanie, pozbywanie się w relatywnie krótkim czasie rzeczy nabytych i zaopatrzenie się w kolejne. Praktyka ta, niewątpliwie zbawienna dla rynku (choć nie jest jasne, jak długo porządek ten jest w stanie funkcjonować) może okazać się wyniszczająca dla konsumentów, którzy przeorientowują swoje życie celem jeszcze większego nabywania, stają się znacznie bardziej emocjonalni (przeciwieństwo Smithowskiego Homo oeconomicusa[17]), rozpieszczeni i zdziecinniali. Miarą sukcesu i statusu jest ilość nabytych przedmiotów. Poprzestawanie na tym, co już się ma staje się tym samym rzeczą skrajnie nie-cool. Zdolność "odpuszczenia sobie", ucieczki z wyścigu szczurów, zaniechania, rysuje się w tym kontekście jako skrajnie nieopłacalna. Wynika z tego, że koncentracja rynku, ale i społeczeństwa skupia się na dobrach pozycjonujących, oferujących łatwo osiągalną gratyfikację, ale i - niestety - szybką adaptację do niej, w efekcie znudzenie, i rozczarowanie.
     Naturalnie dążenie do tego, by w jakiś sposób się wyróżnić obecne było w społeczeństwach zachodnich od dawna, o czym świetnie przekonuje Thorstein Veblen[18] w swojej teorii elit. Górne warstwy społeczeństwa zawsze dążyły do wyodrębnienia się na tle mas, poszukiwały wyróżników statusu, odcinały się od reszty, dzięki czemu cała reszta mogła do nich aspirować[19]. Dziś jednak system ten ulega pewnej przemianie. Elity co prawda w dalszym ciągu są zauważalne, jednak do konsumpcji ponad stan i tym samym do poprawiania własnej samooceny zachęcani są wszyscy, bez wyjątku: ci bardziej, i ci mniej zasobni[20].
     Konsument, niezależnie od zasobności portfela, stawiany jest w centrum zabiegów marketingowców, jest dopieszczany, pielęgnowany, przekonywany o swojej wyjątkowości. Sprzyja to zresztą epidemii narcyzmu, co zauważał już w latach 70-tych Christopher Lasch[21], na przełomie stuleci podkreślił ponownie Jeremy Rifkin[22], a stosunkowo niedawno, przy okazji przekrojowych badań społeczności internautów zrzeszonych wokół portalu społecznościowego Facebook odnotowała Soraya Mehdizadeh[23].
     Gdyby dogmat współczesnego konsumeryzmu, jakim są czynności gromadzenia przedmiotów i wrażeń, odnieść do zarysowanych wcześniej systemów neuronalnych, byłoby one skojarzone z przyjemnością wynikającą z dążenia i chcenia, mniej zaś z przyjemnością wynikającą z samego posiadania i lubienia. Trzymając się wcześniejszej metafory, konsument wolałby nieskończenie zjadać coraz to nowe ciastka i chwalić się tym naokoło, aniżeli "po prostu" je mieć. Stratyfikujący wymóg konsumpcji zmusza go zarówno do jedzenia, jak i poszukiwania kolejnych.
     Tempo takich konsumpcyjnych działań, w czasach, gdy przyśpieszenie obserwowane jest we wszystkich sferach życia[24], może okazać się trudne do wytrzymania i z pewnością nie przyczynia się do budowania, tym bardziej pogłębiania, wrażenia dobrostanu. Doskonale ujął to Martin E. Selingman pisząc, że "na całym świecie depresja szokująco często dotyka młodych ludzi. (...) Taki stan rzeczy jest paradoksem, zwłaszcza jeśli się wierzy, że źródłem dobrostanu są dobre warunki bytowe. Tylko osoba ideologicznie zaślepiona może nie zauważyć, że w każdym zamożnym kraju prawie nie ma takiej rzeczy, która nie byłaby lepsza dzisiaj niż pięćdziesiąt lat temu. W Stanach Zjednoczonych rzeczywista siła nabywcza wzrosła około trzykrotnie. Średnia powierzchnia domu podniosła się dwukrotnie, z około 100 m kw. do 220 m kw. W 1950 roku jeden samochód przypadał na dwóch kierowców; dzisiaj mamy więcej samochodów niż osób z prawem jazdy. Kiedyś studiowało jedno dziecko na pięć; dzisiaj studiuje połowa. Ubrania - a nawet sami ludzie - wyglądają dziś jakby atrakcyjniej. Postęp nie ograniczył się do sfery materialnej: mamy więcej muzyki, kobiety mają więcej praw, mamy mniej rasizmu, ale więcej rozrywki, więcej książek. Gdyby ktoś powiedział moim rodzicom, którzy z dwójką dzieci mieszkali w stumetrowym domku, jak wszystko będzie wyglądało za jedyne pięćdziesiąt lat, stwierdziliby po prostu: 'To będzie raj na ziemi'. Rajem trudno to nazwać"[25]. Jak wynika ze słów autora "Pełni życia" - dobra pozycjonujące oferują jedynie ułudę szczęścia i dobrostanu. W gruncie rzeczy ludzie skłonni są adaptować się do nich znacznie szybciej, niż przypuszczają.

     Slow movement: alternatywa czy błędne koło?
     Z tych krótkich rozważań można wyciągnąć wniosek - jak przypuszczam, w dużej mierze słuszny - że system wartości kultury konsumpcyjnej, system skupiony na osiąganym statusie, poszerzaniu skali konsumowania, kolekcjonowaniu wrażeń i porównywania się na tle innych konsumentów, uniemożliwia osiągnięcie psychologicznego dobrostanu, a nawet więcej: konsumeryzm eksploatuje wbudowaną ewolucyjnie w nasz umysł dążność do zyskiwania przewagi nad konkurującym otoczeniem, co nie gwarantuje jednak osiągnięcia życiowej satysfakcji (Pamiętajmy, że ewolucja nie programowała nas do bycia szczęśliwymi, ale skutecznymi w dążeniu do propagowania swoich genów. Skuteczność zaś nie jest możliwa bez odpowiedniego zmotywowania. Dążność do szczęścia jest psychologicznym motywatorem, ale obietnica szczęścia nie jest tożsama ze szczęściem).
     Wydaje się, że kultura konsumpcyjna, promując osobiste szczęście i indywidualny rozwój, w gruncie rzeczy oferuje drogi, które wpędzają konsumenta w nieskończoną pogoń, która daje bardzo krótkie ukojenie, wraz z nabyciem kolejnego produktu bądź osiągnięciem kolejnego szczebla drabiny społecznej. Naturalnie, po stronie konsumentów paradoks ten dostrzeżono. Jako alternatywa dla konsumpcyjnego stylu życia jawi się coraz popularniejsza, choć w dalszym stopniu niszowa, filozofa slow movement, która wyrosła na gruncie ruchu slow food[26]. Slow food narodził się jako opozycja dla oferty fast food, uważanej za jedzenie niezdrowe, wysoko kaloryczne, a jednocześnie bardzo szybko przygotowywane i do tego tanie, co tym samym czyni je opcją cieszącą się niesłabnącą popularnością. Ruch slow food postawił sobie za cel popularyzację trendów zepchniętych do defensywy: przygotowywania potraw z pietyzmem, radością i zaangażowaniem, ze składników naturalnych, czasem rzadkich, produkowanych z poszanowaniem tradycji, bez pośpiechu etc. Ruch slow food przyczynił się z kolei do rosnącej popularności form rozrywki mniej masowej: w miejsce rokrocznych odwiedzin kurortów, kąpielisk, morza, gór, wespół z dziesiątkami tysięcy innych turystów, odrodziła się agroturystyka - wyjazd z rodziną na wieś, daleko od zgiełku i spopularyzowanych form wypoczynku. Oferta ta przeżywa zresztą swoisty rozkwit, zaczyna oferować dodatkowe "slow foodowe" atrakcje: wyrób wina, podglądanie produkcji tradycyjnych serów, kosztowanie domowych wypieków, suszonej jagnięciny... (Jak przypuszczam, odłamem czy też wariacją na temat tego oferty z gatunku slow, łatwiej dostępną na co dzień w większych miastach jest dynamicznie rozrastająca się sieć salonów SPA[27], oferujących namiastkę kontaktu z naturą: nietuzinkowe zabiegi pielęgnacyjne, relaksacyjne, aromaterapię, połączone często z doskonałą kuchnią).
     Rzec można, że jest to opcja mniej masowa, stanowiąca interesujące urozmaicenie dla utartych pop-ścieżek. Ostrożnie można również założyć, że pod względem neuro-psychologicznym, poczucie radości wynikające z takiej formy spędzania wolnego czasu bliższe jest radości z lubienia, aniżeli radości chcenia: agroturystyka to poprzestanie na małym, rezygnacja z bogatego repertuaru rozrywki, jaką podsuwa popkultura, wycofanie się z głównego nurtu w stronię skupienia się na doświadczaniu tego, co w popkulturze utożsamiane jest niemal z nudą: ciszy, spokoju, wolnego czasu, cieszeniu się tym, co się ma, bez gonitwy za czymś kolejnym, lepszym.
     Jak sądzę, filozofia slow movement, na głębsze omówienie której nie ma tutaj miejsca, staje się ciekawą alternatywą w poszukiwaniach społeczno-psychologicznego dobrostanu. Sądzę jednak, że również ten obszar działań jest w pewien sposób zawłaszczany przez kulturę konsumpcyjną. Mówiąc wprost - na tęsknocie za tym co tradycyjne, domowe, zdrowe, nieśpieszne, za tym co jest slow, również można zarobić i zaoferować całą masę interesujących produktów. Komercjalizowanie filozofii slow wyraża się choćby w powrocie do produktów w rodzaju "tradycyjny", "domowy" czy nawet "babuni". Ale nurt ten widoczny jest również w postaci popularnych targów "zdrowej żywności", produktów eko, festiwali smaku, targów domowych wyrobów, które organizowane w centrach miast ściągają tysiące ciekawskich, których na co dzień nie stać na "wyjazd pod gruszę" (ta forma bowiem na tle urlopów masowych jest droższa i - paradoksalnie - jeszcze bardziej elitarna). Ale nawet elitarne urlopy w rodzaju wczasów slow movement kiedyś się kończą. Wypoczęci i naładowani wczasowicze wracają do miast, by brać udział w dalszym windowaniu PKB i napędzaniu gospodarki. Powraca zatem pytanie, na ile slow movement w takiej rekreacyjnej formie może faktycznie podnosić poczucie dobrostanu? Czy agro-wyjazd czy też piątkowa wizyta w SPA jest w stanie zmienić podejście do wyścigu szczurów? Czy wręcz odwrotnie - staje się okazją do błyśnięcia w grupie znajomych, którzy po raz kolejny zafundowali sobie przewidywalne formy wypoczynku?
     Sądzę, że pytanie o to, na ile filozofia slow movement może być postrzegana jako kolejny zespół czynników pozycjonujących, a więc tylko pozornie uszczęśliwiających, pozostanie jeszcze pewien czas bez odpowiedzi. Pewną wskazówką w tym temacie jest interesująca publikacja Anny Kamińskiej "Miastowi. Slow food i aronia losu"[28], w której prezentowanych jest ponad dwadzieścia historii porzucenia miasta i wyniesienia się na wieś w poszukiwaniu szczęścia (czy to w postaci uprawy aronii, czy oprowadzania wycieczek po Bieszczadach, robienia mebli, pielęgnowania wspólnot lokalnych etc.). Ludzie przedstawiani w wywiadach Kamińskiej to osoby, które deklarują "odnalezienie swojego miejsca na ziemi". Są szczęśliwi, niemalże wyrwani z buddyjskiego kołowrotu cierpienia, skupieni na doświadczaniu zwykłego życia, świadomi swoich potrzeb. Analiza treści tych rozmów pozwala domniemywać, że osoby te doświadczają dobrostanu w rozumieniu psychologii pozytywnej. Jednocześnie warto zauważyć, że osoby te to jednocześnie ci, którzy porzucili kulturę konsumeryzmu. Nie gonią za nabywaniem dóbr, nie interesuje ich kariera, odchodzą od wymogu konsumowania. Przypadki te zdają się - niestety - potwierdzać tezę, że osiągnięcie dobrostanu możliwe jest jedynie w oderwaniu od kultury konsumpcyjnej. Etyka hiperkapitalizmu, przynajmniej jak na razie, wydaje się być z poczuciem psychologicznego dobrostanu sprzeczna, choć, jak sądzę, nigdy się do tego otwarcie nie przyzna.


[1] por. Tatarkiewicz, Władysław, 1962, O szczęściu,Warszawa: PWN; Tatarkiewicz, Władysław, 2001, Historia filozofii, Warszawa: PWN; Czapiński, Janusz, 2004, Spotkanie dwóch tradycji: hedonizmu i eudajmonizmu,w: tenże (red.), Psychologia pozytywna. Nauka o szczęściu, zdrowiu, sile i cnotach człowieka, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN
[2] por. Darwin, Charles, 1998, O wyrazie uczuć u człowieka i zwierząt, tłum. K. Zaćwilichowska, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN; Darwin, Charles, 2007, O powstawaniu gatunków, tłum. S. Dickstein, J. Nusbaum, Warszawa: Jirafa Roja; Dawkins, Richard, 1996, Samolubny gen, tłum. M. Skoneczny, Warszawa: Prószyński i S-ka
[3] rozumianych zarówno jako otoczenie naturalne jak i społeczne; por. Wilson, Edward O., 2001, Socjobiologia, tłum. M, Siemiński, Poznań: Zysk i S-ka Wydawnictwo; Wilson, Edward O., 2002, Konsiliencja. Jedność wiedzy, tłum. J. Mikolas, Poznań: Zysk i S-ka Wydawnictwo; Gribbin, Mary, John Gribbin, 1999, Być człowiekiem. Ewolucyjne spojrzenie na ludzkość, tłum. A. Cioch. Warszawa: Wydawnictwo Philips Wilson.
[4] Buss, David M., 2001, Psychologia ewolucyjna, tłum. M. Orski, Gdańsk: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne; Foley, Robert, 2001, Zanim człowiek stał się człowiekiem,tłum. Karol Sabath, Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy; Shreeve, James, 1998, Zagadka neandertalczyka. W poszukiwaniu rodowodu współczesnego człowieka,tłum. Karol Sabath, Warszawa: Prószyński i S-ka.
[5] Barkow, Jerome, Leda Cosmides, John Tooby (red.), 1992, The adapted mind: evolutionary psychology and the generation of culture, New York: Oxford University Press; Baron-Cohen, Simon, 1997, Mindblindness. An essay on autism and theory of mind, Cambridge: MA London; Barrett, Louise, Robin Dunbar, John Lycett, 2002, Human evolutionary psychology, Princeton: Princeton University Press; Cosmides, Leda, John Tooby, 2000, Evolutionary psychology and the emotions, w: Lewis, Michael, Jeannette M. Haviland-Jones (red.) Handbook of Emotions, 2nd Edition, New York: Guilford.
[6] Fodor, Jerry, 1983, The modularity of the mind: An Essay on Faculty Psychology,Cambridge: MIT Press
[7] Nettle, Daniel, 2005, Szczęście sposobem naukowym wyłożone, tłum. E. Józefowicz, Warszawa: Prószyński i S-ka; Damasio, Antonio, 2005, W poszukiwaniu Spinozy. Radość, smutek i czujący mózg, tłum. J. Szczepański, Poznań: Dom Wydawniczy REBIS.
[8] Damasio, Antonio, 2002, Błąd Kartezjusza. Emocje, rozum i ludzki mózg, tłum. K. Zaćwilichowska, Poznań: Dom Wydawniczy REBIS; Korzeniewski, Bernard, 2005, Od neuronu do (samo)świadomości, Warszawa: Prószyński i S-ka.
[9] Kimble, Daniel, 2001, Układ nerwowy i mózgowie, w: tenże, Andrew M. Dolman (red.) Biologiczne mechanizmy zachowań, tłum. M. Siemiński, Poznań: Zysk i S-ka Wydawnictwo; Macphail, Euan M., 2002, Ewolucja świadomości, tłum. R. Bartołd, Poznań: Dom Wydawniczy REBIS.
[10] czyli wydzielającym dopaminę; por. Nettle, Daniel, 2005, Szczęście sposobem naukowym wyłożone, tłum. E. Józefowicz, Warszawa: Prószyński i S-ka.
[11] por. Nettle, 2005, op. cit.; Selingman, Martin E. P., 2010a, Optymizmu można się nauczyć. Jak zmienić swoje myślenie i swoje życie, tłum. A. Jankowski, Poznań: Media Rodzina; Selingman, Martin E. P., 2010b, Co możesz, a czego nie możesz zmienić, tłum. A. Jankowski, Poznań: Media Rodzina; Selingman, Martin E. P., 2011, Pełnia życia. Nowe spojrzenie na kwestię szczęścia i dobrego życia, tłum. P. Szymczak, Poznań: Media Rodzina; Ahuvia, Aaron C., 2004, Indywidualizm-kolektywizm a kultury szczęścia: teoretyczne rozważania nad związkiem między konsumpcją, kulturą i subiektywnym dobrostanem przekroju międzynarodowym, w: Czapiński, Janusz (red.), Psychologia pozytywna. Nauka o szczęściu, zdrowiu, sile i cnotach człowieka,Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN; Csikszentmihalyi, Mihaly, Przepływ. Psychologia optymalnego doświadczenia, tłum. M. Wajda-Kacmajor, Taszów: Biblioteka Moderatora, 2005; Triandis, Harry C., 2004, Kultura a subiektywny dobrostan, w: Czapiński, Janusz (red.), Psychologia pozytywna. Nauka o szczęściu, zdrowiu, sile i cnotach człowieka, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.
[12] Frank, Robert H., 1999, Luxury fever. Why money fails to satisfy in an era of excess, New York: Free Press.
[13] Lykken, David, Auke Tellegen, 1996, Happiness is a stochastic phenomenon, "Psychological Science", nr 7, s. 186-189.
[14] Poparciem dla tych wywodów zdają się być choćby wyniki badań przedstawiane przez Daniela Kahnemana, zgodnie z którymi euforia związana ze ślubem szybko się kończy i poziom odczuwanego szczęścia wraca do wartości wyjściowych; Kahneman, Daniel, 2012, Pułapki myślenia. O myśleniu szybkim i wolnym, tłum. P. Szymczak, Poznań: Media Rodzina
[15] Barber, Benjamin, 2008, Skonsumowani. Jak rynek psuje dzieci, infantylizuje dorosłych i połyka obywateli, tłum. H. Jankowska, Warszawa: Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza.
[16] por. Weber, Max, 1994, Etyka protestancka a duch kapitalizmu, tłum. J. Miziński, Lublin: Test.
[17] por. Falkowski, Andrzej, Tadeusz Tyszka, 2001, Psychologia zachowań konsumenckich,Gdańsk: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne; Salomon, Michael R., 1996, Consumer behavior. Buying, having, and being, New Jersey: Prentice Hall, Englewood Cliffs.
[18] Veblen, Thorstein, 2008, Teoria klasy próżniaczej, tłum. J. Frentzel-Zagórska, Warszawa: Wydawnictwo Literackie Muza.
[19] Ortega y Gasset, José, 2006, Bunt mas, tłum. P. Niklewicz, Warszawa: Warszawaskie Wydawnictwo Literackie Muza.
[20] Szlendak, Tomasz, Krzysztof Pietrowicz, 2007, Moda, wolność i kultura konsumpcji,w: ciż (red.) Rozkoszna zaraza. O rządach mody i kulturze konsumpcji, Wrocław: Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego.
[21] Lasch, Christopher, 1979, The culture of narcissism, New York: Warner Books.
[22] Rifkin, Jeremy, 2003, Wiek dostępu: nowa kultura hiperkapitalizmu, w której płaci się za każdą chwilę życia, tłum. E. Kania, Wrocław: Wydawnictwo Dolnośląskie.
[23] Mehdizadeh, Soraya, Self-presentation 2.0: narcissism and self-esteem on Facebook,"Cyberpsychology, Behavior and Social Networking", 2010, nr 4, str. 357-363.
[24] Gleick, James, 1999. Szybciej! Przyśpieszenie niemal wszystkiego, tłum. J. Bieroń, Poznań: Zysk i S-ka Wydawnictwo.
[25] Selingman 2011, op. cit. str.: 116-117.
[26] Petrini, Carlo, Ben Watson, 2006, Slow food. Produkty regionalne robią karierę, tłum. L. Feldman, Warszawa: ABA.
[27] Rozwój tego rynku, który zdaniem analityków od końca lat 90-tych zdążył w Polsce przeżyć już trzeci boom, świetnie zilustrowano w raporcie Instytutu Hotelarstwa "Hotelarstwo w Polsce 2011. SPA w hotelach: rendy i revPACH". Raport dostępny pod linkiem www.instytuthotelarstwa.pl/files/2050414250 /file/raport_spawh.pdf (2 maja 2013).
[28] Kamińska, Anna, 2011, Miastowi. Slow food i aronia losu, Warszawa: Wydawnictwo Trio.

do góry









































strona 91








































strona 92








































strona 93








































strona 94








































strona 95








































strona 96








































strona 97








































strona 98








































strona 99








































strona 100








































strona 101








































strona 102

główna anthropos? teksty autorzy rada recenzentów dla autorów warsztaty archiwum   english version