główna anthropos? teksty autorzy recenzenci archiwum
Tadeusz Sławek
Uniwersytet Śląski

Przed-teo, za-logia.
Stanisława Dróżdża teologia przyimków [1]


     Poznań, Galeria Muzalewska, 1 luty, 2007

     1.
     Świata nie da się poznać pojmując go jako drobiazgowy spis poszczególnych przedmiotów. Nawet najbardziej pieczołowicie przygotowany słownik wymieniający wszystkie możliwe do pomyślenia rzeczy nie jest w stanie wytyczyć dróg w stronę świata, bowiem świat nie jest zbiorem gotowych obiektów, lecz konstelacją relacji. Przedmiot odgrywa w świecie i dla świata wielką rolę, ale świat wykracza poza przedmiot. Nim zaistnieje przedmiot, związki zarysowują okolicę, w której będzie mógł on się pojawić. Przedmiot wkracza zawsze już w jakieś "nad" i "pod", w jakieś "blisko" i "daleko", jakieś "tu" i jakieś "tam". Przyimek, przysłówek, zaimek poprzedzają rzeczownik. Taka jest filozoficzna gramatyka prac Stanisława Dróżdża.

     2.
     Bycie - przybycie.
     Dlatego, że jestem, jak każdy przedmiot, gospodą, która przyjmuje to-co-przychodzi.
     Dlatego, że nie jesteśmy W bycie.
     Bo W to zamknięcie,
     a my w wielkim otwarciu,
     nad, pod, od, do, przed, za,
     na przestrzał.
     Nie jesteśmy W bycie,
     bo bycie nas nie więzi,
     ale PRZY:
     siedzimy obok,
     ocieramy mu twarz z potu,
     bo się utrudziło bycie
     od tego tutaj przybywania.

     Cytując Annę Grzegorczyk, nie chodzi tu o "żadne - jak powie Morawski - studium, wyjaśniające czym jest sztuka, lecz myślenie poprzez sztukę o egzystencji, o jej ekstatycznym dążeniu od Welt (świata ludzkiego) ku Erde (bytowi poza nami), dążeniu nigdy nie mającemu spełnić się w całości". Welt to skamieniałe korony przedmiotów; Erde to strzały i skrzydła przyimków, dzięki którym przedmiot jest, jak pisze Nelly Sachs, "ognistą egzystencją".

     3.
     Otworzyć usta przedmiotom.
     Przyimek otwiera usta przedmiotom.
     Bóg mówi krótko:
     nie drzewem, ale cieniem liścia,
     nie przedmiotem, ale przyimkiem.
     To przyimki przywodzą przedmioty na myśl innym przedmiotom,
     tworzą ciągi, sterty, następstwa.
     Bez przyimka każdy przedmiot byłby osobno.
     Dzięki przyimkom przedmiot sie nie zasklepia,
     nie zadowala sobą,
     nie gromadzi w sobie na zapas.
     Rozdaje się innym przedmiotom:
     przyimki - asceza przedmiotu.

     Pod przedmiotem przedmiot.
     Nad przedmiotem przedmiot.
     Przed przedmiotem przedmiot.
     Za przedmiotem przedmiot.
     Żyjemy nad, pod, przed, i za,
     bez tego nie ma nas.

     4.
     Przedmiot nie występuje w stanie "czystym"; gdy pojawia się, coś jest "obok" niego i nie da się przedmiotu pomyśleć bez owego związku. Przedmiot jest zawsze "związany".
     Trzeba zatem przemyśleć owo "związanie". Ma ono szczególny charakter; jest nie tylko topograficzne, ale także ontologiczne. Jeżeli przedmiot jest zawsze już przestrzennie zlokalizowany wśród innych przedmiotów, to dzieje się tak dlatego, że związek ów nie odnosi się wyłącznie do przestrzeni, lecz warunkuje pojawienie się przedmiotu: przedmiot jest "niepełny", bez innego przedmiotu nie może zaistnieć, a zatem relacja poprzedza go i zapowiada. Dlatego sieć relacji wiążąca przedmiot nadaje mu charakter; dopiero wtedy staje się prawdziwym przedmiotem, przedmiotem "wiążącym" (w takim sensie, w jakim mówimy o "wiążącym zdaniu", czy "wiążącej umowie").

     5.
     Sytuacja.
     Nie ma wyjścia.
     Pewnie, nie ma.
     Bo każde wyjście, to już wejście.
     Chyba nie ma więc i wejścia.
     Bo każde wejście, to już wyjście.
     Zostaje ujście.
     Żyć u jścia.
     Z widokiem na morze i jego gorycz.
     Czyli na rozkołysane lub łąkowogładkie,
     Ciemnomatowe lub szklanopołyskliwe
     NIC.

     Więc NIC
     i jście
     a ja u
     ja u jścia.

     A to jście,
     to nasze niby 'jest'.
     Tylko nie trzymane w klatce,
     ale odfrunęło na wolność
     dla mnie niepojętą.
     Chodzę koło niego,
     próbuję się czepiać,
     a najlepiej usiąść u
     i patrzyć w morze,
     w NIC.

     A skoro NIC,
     to nie przedmioty,
     tylko przy, ku, na, od, do, pod, nad.
     U jścia tylko przy imki.
     Przedmioty uszły.
     Do morza.

     Nie władamy imieniem,
     my tylko przy imieniu,
     my tylko przy imki.

     6.
     Rozpatrzyć słowo.
     Czy było na początku?

     Na początku było NA.
     Przy imek był przed słowem.

     NA początku,
     czyli PRZED tym,
     co początek zaczyna.
     Początek zaczął się PRZED początkiem.

     Oto i zadanie teologiczne:
     nie 'początek' badać, ale NA.

     Przy imek rodzi imię,
     Zatem NA-teologia, teoNAtologia:
     myśl o tym, co się rodzi ciągle na nowo.
     Orniteologia - myśl o tym, co ciągle na nowo z gniazda wyfruwa.
     NA początku.
     NA nowo.
     Nowością taką, że sprzed nowego.
     Początkiem takim, że sprzed początku.
     NA jest jak pożar, który spopiela dobrze zane słowo, takie jak "początek":
     NA początku - to znaczy nie wiadomo gdzie,
     tam, gdzie jestem zgubiony,
     bez imienia, a tylko przy imieniu.

     Pisze Ferdynand Ebner: "...w człowieczeństwie mowy początku i stawania się
     po odstępstwie człowieka od Boga..."

     Początek leży NA. A to NA było przed początkiem.
     Zakrywa, jak dywan, ciemną podłogę NA
     i co jeszcze pod podłogą.
     Bo NA też napisane NA.
     Więc, żeby zrozumieć NA,
     trzeba zrobić ruch POD.
     I ten ruch nazywa się myślenie.
     Gdy myślę, schodzę POD,
     czytam - to właściwie czytam to, co POD.
     POD czytuję:
     ciemną biblię POD w myślach recytuję.

     7.
     Na "początku" jest słowo. Ale w zasadzie całe rozumowanie Dróżdża prowadzi do wniosku, że słowo, które jest na "początku" czuje się w tej roli nie swojo. Odnosi się do siebie z dystansem. Raz, dlatego, że wie, że jako przedmiot i znak jest słowem już "związanym", a w tym splocie na prawdę trudno znaleźć "początek". Zapis "samo słowo" jest zdradliwy; mówi nieprawdę. Raz: w świecie, który stwarza Dróżdż samotność jest pozorna; samotność w sieci. Dwa, dlatego, że przedmiot może zaistnieć jedynie jako pewna zjawa, odległy, niewyraźny zarys, a zatem, że "kończy się" już na samym "początku". "Na początku" jest więc "poza" początkiem. Chociaż w głębszej analizie okaże się, że w świecie przedmiotu "związanego" nie ma prawdziwego "poza"; wszystko pozostaje w związku.
     Nic nie jest osobno. Jest tylko to, co jest pozą "poza". To już teologia, której szkic znajdujemy w tezie Nietzschego, iż Bóg potrzebuje człowieka. Najwyższy byt nie jest teraz czystym duchem znajdującym się poza światem; nie jest uduchowieniem rozstrzygającej wszystko pewności. W teologii przyimków, którą proponuje nam Stanisław Dróżdż Bóg, uwolniony od "przywiązania" do wszechwładnej i bezdusznej pewności, staje się ucieleśnionym świadectwem "związania". Nie jest "poza". Jest "przed" i "po", "na" i "pod".
     "Związanie", bez którego nawet Bóg nie może się obyć jest domeną przyimków. Trzeba zatem podjąć studia nad "pod" i "nad", nad "przed" i "za". Napisawszy to zdanie widzimy jak bardzo i niepostrzeżenie już uwikłaliśmy się w "związanie": podejmujemy studia "nad" "nad". Przyimek wnika głęboko w naturę myślenia. Nie można badać, studiować bez natychmiastowego zanurzenia się w relację; trzeba pochylić się "nad" "nad". Jakby przed "nad" było już jakieś inne "nad", ale przecież już znowu napisałem "przed". Nie można myśleć poza przyimkiem, ponieważ to on wyznacza pokorę myślenia (nie zaczynamy od rzeczownika, co najwyżej do niego dochodzimy, zbliżamy się). Jestem "przed" i "za" sobą.
     Czyli z Bogiem jestem związany. Nie jako "ja", lecz jako "nic", które "między".

     8.
     Myśl chciałaby wyrwać się sobie,
     czyli nie być sobą w sobie.
     Zatem skoro nie w,
     to pod i nad,
     przed i za.

     Z kolei przeto:
     Przez sufit się przebić - NAD,
     przez podłogę zapaść - POD,
     przez ścianę czekać - PRZED,
     przez ścianę uciekać - ZA.

     Pokój z tobą -
     ale myśl niepokojowa jest,
     bo sobie przemyślała sufit
               przefiltrowała podłogę
               prześwietliła ścianę
     i koniec z tym regularnym sześcianem.
     Cezany radykalne: niewidzialne rozebrało się z widzialnego.

     Ale czy może?
     A jak może, to co widzę?
     Widzę, że ja u jścia,
     toteż i przy-widzeniu,
     bo widzenie uwolniło się od mojej mowy,
     nie chciało już dalej brnąć we mnie,
     we mnie straciło wiarę.
     Więc przy widzeniu, przedmioty ledwie śladem majaczą,
     widzę pod, nad, przed, za, koło, opodal:
     nie trafiam w sedno.
     Przybliżam się tylko.

     Przedmiot urwany w pół przedmiotu,
     ale przez to niedomknięcie
     wolny ode mnie.
     Przyimkami uwalniam rzecz.

     9.
     Przy imek to palec:
     nie tylko pokazuje,
     ale dotyka,
     nie tylko dotyka,
     ale gra na strunie przedmiotu.

     Bo przedmiot jest kruchy,
     bezbronny, znikliwy:
     przy imek to siostra miłosierdzia,
     siedzi przy łóżku przedmiotu,
     przepytuje go z tego, co widział,
     słucha jego długich historii,
     zawiłe to,
     więc je rozprostowuje,
     w to, co przed i to, co po.

     Wiezie przedmiot na wózku
     długim korytarzem,
     przedmiotu nie widać,
     wózka nie widać,
     tylko wyciągnięte ręce,
     spracowane ręce przy imka.
     One siedzą przy,
     towarzyszą,
     gdy wszystko inne tylko gromadzi się,
     aglomeruje, zbiera, kolekcjonuje,
     przy-imek rozdaje.
     Pustoszeje świat, nad którym czuwa
     anioł przy imka.

     Gdy wszystko inne wylicza,
     przy imek od-licza,
     odejmuje, redukuje, umniejsza,
     odziera z tego, co nieważne,
     aż zostaje to, co najważniejsze:
     NIC powiązane z wszystkim.
     Pod, nad, od, do, przed, za,
     a między nimi NIC.

     Vanitasy przedmiotu
     mrą w obecności przy imka;
     on jest jak klepsydra albo naga czaszka
     położona obok pysznego kielicha
     i otwartej ostrygi w holenderskim obrazie.

     10.
     Przedmioty:
     czy się dodają,
     aglomerują, porządkują w Boga?
     Czy Bóg na ich końcu,
     czy w samym ich wnętrzu?

     Bóg nie może skostnieć.
     Wciąż trzeba Boga uprzedzać.
     Właściwie tylko przed-boże.
     Rozkrzyczeć Boga na cztery wiatry,
     rozmilczeć na przestrzał.

     Czemuś mnie opuścił?
     Bo tylko wtedy będziesz przed
               będziesz przy
               będziesz nad
               będziesz pod
     ale nie będziesz W

     Czuję się zbawiony przez to puste miejsce
     Jestem tylko przed,
     jestem tylko po.

     Z przy imka powstałeś,
     w przy imek się obrócisz.

     Trzeba wybiec przed Boga,
     stanąć na krawędzi i na samym skraju,
     z przyimka przypatrzyć się Mu,
     z przed-boża;
     nie owad zalany w bursztynie,
     ale żywy owad nim się zrodził bursztyn.
     A potem stanąć trzeba za językiem,
     mówić jakby po języku,
     kiedy przebrzmiała już cała artyleria słowa
     i nastąpiło nie byle zawieszenie broni,
     ale pokój głęboki, w którym unika się nazwy
     i tylko spogląda inaczej niż zwykle,
     spogląda w nic.
     Przed teo;
     za logia

     11.
     Nietzsche w 125 aforyzmie Wiedzy radosnej zostawił nam medytację nad "związaniem" jako sposobem naszego bytowania. Oznajmiona na początku krótkiego tekstu śmierć Boga otwiera długą listę pytań będącą w istocie dramatycznym wołaniem o przemyślenie "związania" jako niezbędnego warunku istnienia. "Nie spadamyż ustawicznie? I w tył i w bok, i w przód, we wszystkich kierunkach? Jestże jeszcze jakieś na dole i w górze?". To ledwie początek interrogacji, której finał następuje w aforyzmie 129 konstatującym nieodzowność "związania". Nawet dla Boga: "'Sam Bóg nie może istnieć bez mądrych ludzi' - rzekł Luter i słusznie...". "Od-wiązanie" człowieka od świata zastąpione przez "przywiązanie" stanowi ciemne dziedzictwo antropocentrycznego humanizmu.

     12.
     Ostia, lift it! Lift at it, Ostia! From the say! Away from the say! (Finnegans Wake, 371)
     Podnieś kotwicę,
     gdy rozjarzyły się srebrne wody mówienia.

     Podnieś kotwicę,
     nie tylko ty, statku jednego słowa,
     ale całe miasto portowe,
     niech cała Ostia odpłynie.

     Nie tylko od wypowiedzianego;
     to nie byłoby trudne.
     Nie tylko od wypowiadającego:
     to też dałoby się zrobić.
     Lecz od samego wypowiadania,
     tak, by jednak wciąż coś powiedzieć można było,
     lecz by to, co mówione nie żebrało o nazwę.
     Słowo z minimum słowa.

     Mówiąc, dalej odpłynąć od brzegu mówienia.
     Jak się wypływa z rzeki na morze,
     gdy zarys lądu świeci nie domem, lecz wygnaniem,
     lecz przecież wciąż go przeczuwam,
     choć pewnie nie widzę,
     przede mną przyczajone zamglone przedmioty,
     które łatwo mogą mnie użądlić
     ostrogą swojej nazwy.

     From the say!
     Away from the say!


     Odpłynąć na łodzi przyimka,
     Który co prawda powoli pokryje się nalotem soli
     niesionym wiatrem od strony przedmiotów,
     wplecie się w taniec ich wysp,
     ale nie wykrwawi ich podbojem nazwy.

     So sailed the stout ship Nansy Hans. From Liff away.
     From the say!
     Away from the say!



W tekście wykorzystano następujące książki:
Anna Grzegorczyk, "Posłowie" do Algirdasa Greimasa O niedoskonałości, przeł. Anna Grzegorczyk, Poznań 1993.
Friedrich Nietzsche, Wiedza radosna, przeł. Leopold Staff, Warszawa 1910.
James Joyce, Finnegans Wake, Harmondsworth 1970.
Ferdynand Ebner, Słowo i realności duchowe. Fragmenty pneumatologiczne, przeł. Krzysztof Skorulski, Warszawa 2006.


[1]Tekst jest zapisem prezentowanego wraz z Bogdanem Mizerskim eseju na głos i kontrabas w Galerii Muzalewska w Poznaniu, 1 lutego 2007; w zmienionej wersji został opublikowany w katalogu towarzyszącym wystawie Stanisław Dróżdż, Język to gra, Poznań 2007.

do góry


główna anthropos? teksty autorzy recenzenci archiwum